Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysowanie. Pokaż wszystkie posty

3 czerwca 2015

Rysowanie


To jedna z najukochańszych aktywności mojej Tosi. Potrafi mi się rozpłakać żałośnie, kiedy przychodzi pora na kąpiel, a ona akurat jest w trakcie ozdabiania kolejnej strony kolorowymi kreskami i kropkami. Rysuje na bardzo wiele sposobów, zaczęło się od maty do rysowania wodą, o TEJ. Wariacji w malowaniu wodą nie było końca. Na początku nie było litości dla maty i wodnego mazaka, były miętolone, przekładane z miejsca na miejsce, mazak z pasją był wbijany w matę. Trochę mnie przy tym serce bolało, ale z czasem okazało się, że przymknięcie oka na pewne dziecięce zachowania i tłumaczenie dają zaskakujące rezultaty i dziecko uderza mazakiem czy kredką znacznie mniej. Z wolna Tosia zaczyna być coraz bardziej uważna, kreski rysuje wolniej, czasem tylko jak się zniecierpliwi obsypuje kolejne kartki stadkiem zgrabnych kropko-kresek.
Wodna mata jest cały czas w użyciu i wydawało mi się, że długo tak będzie, dopóki Tosia nie wyraziła własnego zdania na ten temat, zabierając babci długopis i kartkę, na której ta zapisywała listę zakupów. Okazało się, że długopis z kartką to naprawdę świetne zabawki, nad którymi dziecko spędziło dłuuuugie minuty, kolejne i kolejne. Byłam zadziwiona, dałam jej więc większą kartkę, posadziłam w krzesełku i obserwowałam. Zdarzyło mi się też trochę pobazgrać na brzegu tosiowej kartki, co skończyło się dziecięcym zachwytem i prośbą o narysowanie kółka. I tak do dzisiaj Tosia żąda rysowania kolejnych rzeczy, przy czym kółko zdecydowanie rządzi.




Na chwilę dałam Tosi kredki świecowe, ale nie dość, że zostawiały ślady na panelach, to dziwnym trafem bardzo dziecku smakują i próbuje je pożerać pasjami. Mimo, że są grube, jedna nam się złamała. Poza tym, jak widać na poniższych zdjęciach, bardziej od rysowania nimi, Tosię bawiło wkładanie i wyjmowanie ich z pudełka. Postanowiłam więc zmienić taktykę.





Tosia dostała zwykłe kredki i to jest absolutny hit nad hitami. Siedzi pośród kartek i marze po nich z werwą, a mnie pozostaje tylko się zachwycać i od czasu do czasu spełnić prośbę córy, bym narysowała kaczkę albo kolejne kółko, czy jak ostatnio, dom i dach.



Zachwyca mnie też, jak w ciągu miesiąca, z trzymania kredki jak szpikulca, którym się kruszy lód, Tosia opanowała całkiem przyzwoity sposób trzymania kredek. Najpierw myślałam, że to przypadek, ale zauważyłam, że z rozmysłem przekłada i poprawia kredki w dłoniach.





W Dniu Dziecka dotarły też do nas piękne książki interaktywne, na razie odstawiam je na później, bo są dla małej zdecydowanie zbyt skomplikowane, ale w DD pozwoliłam jej rzucić na nie okiem. Książeczka ze stronami suchościeralnymi wyraźnie się jej spodobała. Mazała dzielnie mazakiem, prosiła o rysowanie razem z nią i podziwiała jak z książeczki korzystał jej starszy kuzyn. Myślę, że za rok ta książka będzie jeszcze większym hitem, niż w tej chwili zwykłe kredki.




Czasem rysuje na leżąco:


Czasem mama trochę pomoże:





Czasem Tosia musi być bardzo blisko swojej sztuki:





A czasem trzeba po prostu po rysowaniu odpocząć:


Pozdrawiamy was słonecznie i ciepło!

26 kwietnia 2015

Mata do rysowania wodą


Są takie rzeczy, których, choćbyśmy bardzo chcieli, nie da się przeskoczyć. Jedną z nich jest czystość i porządek, kiedy mieszka się u kogoś, w naszym przypadku u moich rodziców. Niestety nasz własny i prywatny, wymarzony dom dopiero wykańczamy i przez najbliższy rok nasza sytuacja się nie zmieni. Moja mama natomiast jest wielką zwolenniczką porządku i czystości, które i tak zostały mocno nadszarpnięte przez obecność małej dziewczynki i psa w domu. Utrudnia nam to niestety pewne aktywności, kombinuję jednak jak mogę, żeby rozwój Tosi szedł pełną parą mimo ograniczeń. Miałam na przykład problem z malowaniem i rysowaniem. Kredki w dziecięcych rękach zostawiają bowiem piękne ślady na podłodze, tapetach i dywanie, o farbach już nie wspominając. Jak więc bez kredek i farb do malowania rękami (na te przyjdzie czas latem, jak wyjdziemy z całym majdanem na dwór) rozpocząć naukę rysowania?


Odpowiedź przyszła dość szybko, na moim ulubionym blogu o małej Zosi, jej mama zaproponowała jako rozwiązanie matę Aqua Doodle, postanowiłam więc ją zakupić. Zanim jednak to zrobiłam, przypadkiem znaleźliśmy w Smyku inną matę, identyczną w stosowaniu, ale nieco bardziej kolorową. Ma to swoje plusy i minusy, z jednej strony obrazek jest ładny i ciekawy (można odkrywać różnokolorowe rybki pod brzuchem żółwia), a z drugiej mata ma bardziej ograniczoną przestrzeń do rysowania. Na nasze potrzeby jednak wystarcza w zupełności.



Jak taką matę używać? Wystarczy odrobina wody nalanej do dołączonego mazaka, albo nałożonej przy pomocy zwykłego pędzelka czy też bezpośrednio za pomocą rączek, a nawet nóżek. Mata jest zrobiona z tkaniny podszytej folią, przy zetknięciu tkaniny z wodą, przykleja się ona do folii, przez co ujawnia się kolor. Po wyschnięciu wody, mata znów jest biała i można tworzyć nowe obrazy.




Moja Tosia jak widać na razie uwielbia obsypywać matę kropkami, których po chwili jest już mnogość. Powoli jednak przekonuje się do tworzenia kresek i strasznie się cieszy, kiedy pomagam jej narysować kółko.




Świetnie rysuje się zarówno na podłodze...


...jak i przy stole.

Mogę ją polecić każdemu, kto boi się dać roczniakowi (a nawet młodszemu dziecku) kredkę czy pędzel do ręki. Dzięki macie dzieci mają szansę wcześniej zacząć swoją plastyczną przygodę, a serca rodziców nie krwawią na widok malowideł naściennych czy napodłogowych :)