13 listopada 2015

Żelowy woreczek sensoryczny


Mam dziś dla Was zabawę w zimowych kolorach, czyli woreczek z błękitnym żelem i niebieskimi drobiazgami w środku. U nas sprawdził się rewelacyjnie, kiedy trzeba było poczekać aż ostygnie obiad albo herbata, dziecko zajęte przesuwaniem kamyków i guzików, nawet nie zauważyło kiedy minął mu czas. Przede wszystkim, jest to świetna sensoryczna zabawa, idealna dla tych, którzy nie lubią sprzątać wielkiego bałaganu po zabawie w kisielu, a chcieliby jednak zaserwować dziecku coś rozwijającego zmysł dotyku. Taki żelowy woreczek idealnie nada się też do samochodu, czy to do ręki, czy przyklejony do samochodowej szyby.

11 listopada 2015

Przygody z książką 3: Leśne odkrycia


Zdobyłam! Wyczekałam, wyjęczałam i w końcu udało się namówić małżonka na zakup! W tej chwili 3/4 blogów pisze o tej konkretnej pozycji i nie będę tu szczególnie odkrywcza, ale postanowiłam o niej napisać w ramach Przygód z książką, bo podobnie jak z poprzednią książką o kolorach po francusku, miałam z nią małe przejścia.

5 listopada 2015

DIY - nawlekanka


Już kilka razy wspominałam, że Mysz uwielbia wieżyczki wszelkiej maści i w sumie mamy ich już w domu całkiem pokaźną kolekcję. Jest zwykła, klasyczna i bardzo prosta wieża-latarnia morska z IKEI, jest wieża kolorów i wieża kształtów, jest też wieża z kubełków, a ostatnio zawitała nowa, zrobiona własnoręcznie wieża na korale.

3 listopada 2015

12 sekretów: z głębi serca


Październik przemknął tak szybko, że nawet go nie zauważyłam, a to trochę jednak smutne jeśli się bardzo lubi ten miesiąc. Pomyślałam więc, że listopad powinien być miesiącem nostalgii i bliskości (może też ktoś ma ochotę dołączyć do projektu Bliskopad, bardzo fajna inicjatywa z mnóstwem ciepłych i rodzinnych zabaw), takim emocjonalnym przygotowaniem do świątecznego grudnia, kiedy to powinniśmy być bardziej empatyczni i otwarci na innych niż zwykle. Jak pomyślałam, tak zrobiłam i jest listopadowy temat, ale najpierw kilka słów przypomnienia o co chodzi w projekcie:

2 listopada 2015

12 sekretów: Pan Triceratops

 

Zawsze musi być ten pierwszy raz, Tosia po raz pierwszy spotkała się z tematem dinozaurów, ja po raz pierwszy miałam blogowy poślizg z postem projektowym do 12 sekretów. Cóż, chciałam jednak żeby wszystko co zrobiłyśmy się tutaj pojawiło, a nie przewidziałam, że masa solna będzie mi schnąć prawie dwa tygodnie... A i tak nie doschła do końca, co można zobaczyć na zdjęciach z wykluwania się dinozaura z jaja, w głębszych warstwach została taka śmieszna guma, która w sumie też była ok.
Zacznijmy zatem opis naszych październikowych zabaw z prehistorią, jako że Toś nie miała jeszcze kompletnie styczności z tym tematem, postanowiłam pokazać jej dość standardowo dinozaury. A w szczególności pewnego jednego, konkretnego dinozaura, którego sama uwielbiam. Jako dziecko nie byłam jakąś szczególną fanką dinusiów, nie przypominam sobie żebym marzyła o książkach i próbowała dogrzebywać się do informacji o nich (co zdarzyło się w temacie owadów na przykład). Natomiast uwielbiałam Triceratopsy. Nie mam zielonego pojęcia skąd wzięła mi się ta miłość, ale do tej pory uwielbiam tego wielkiego stwora z przeszłości. Mój parapet w pokoju był domem dla pewnego Triceratopsa i jak się okazało po małych poszukiwaniach, jego figurka nadal u nas jest i stała się zaczątkiem naszej dinozaurowej przygody.