23 października 2015

Zabawy dla roczniaka


Jakiś czas temu Ilona z bloga Kreatywnym okiem rzuciła zapytanie o zabawy dla roczniaka, w tym przede wszystkim te związane z nauką globalnego czytania. Pomyślałam wtedy, że na IGraniu jest trochę propozycji zabaw dla maluchów, ale są dość rozsiane i kilku naszych hitów jeszcze brakuje. Postanowiłam zatem napisać post, w którym zawrze się spora garść pomysłów na zabawy zaczerpniętych z Internetu, a także moich prywatnych, z tzw. własnej szuflady.


Zaczęłam pisanie posta od podzielenia zabaw na grupy i wypisania tych, które pierwsze przyjdą mi do głowy, mijały minuty, a jeszcze nie kończyłam i post niebezpiecznie się rozrastał. Później dodałam jeszcze kilka konceptów wynikłych z przeszperania przepastnych Internetów. Przyjrzałam się swojej wyliczance i pokręciłam głową z powątpiewaniem, nikt przy zdrowych zmysłach nie przeczyta tego na raz... I tak powstał post w dwóch częściach, który nadal nie zamyka tematu, bo ciągle pojawiają się nowe pomysły, a to na którymś blogu, a to sama Tosia mi coś podpowie swoją niesłabnącą kreatywnością i ruchliwością. Także możliwe, że za jakiś czas powstanie jeszcze trzecia część, ale na razie przed Wami pierwsza.

W sumie wyszło mi dziesięć grup zabaw, niektóre mają za sobą mądre teorie pedagogów, inne nie, ale za to dzieci je uwielbiają od wieków. Są zabawy podwórkowe i domowe, wszystkie uwzględniające specyficzny etap, na którym znajduje się dziecko w przedziale wiekowym od 13 do 24 miesiąca, które zwykliśmy nazywać roczniakiem. Tosia jest w tej chwili mniej więcej po środku, zatem stanowi idealny przykład roczniaka i większość podanych niżej zabaw na niej "przetestowałam", pozostałe zostały przetestowane przez moje koleżanki blogerki i ich pociechy urodzone w tym samym czasie co moja Mysia, przy czym my też planujemy się za wszystko zabrać.

Czym zatem charakteryzuje się taki roczniak?
Przede wszystkim w większości przypadków umie już chodzić, a nawet biegać - jeśli zacznie później, jak chociażby Tosia, to ekspresowo nadrobi i zrówna się z rówieśnikami. Przez pierwszy rok dziecko zdobywa mnóstwo umiejętności ruchowych, niesamowicie rozwija się manualnie i wzrokowo. W drugim roku życia natomiast, potrzebuje dodatkowej stymulacji w postaci zabaw i aktywności działających na zmysły i pozwalających mu chłonąć świat. To zwykle czas, w którym dziecko potrzebuje największej pomocy rodzica w czasie zabawy, później stopniowo ta potrzeba pomocy się zmniejsza, dzieci częściej manifestują swoje zdanie i mają własne pomysły na siebie i swoje zabawy. Ciesz się zatem rodzicu, że roczniak cię potrzebuje, bo ten rok szybko mija i jestem na 100% pewna, że większość z Was będzie za nim tęsknić.
Przejdźmy zatem do moich propozycji zabaw, mam nadzieję, że Wam się przydadzą i urozmaicą czas spędzony z dzieckiem, a także pozwolą mu się lepiej rozwijać.


1. Sortowanie i ćwiczenie małej motoryki

Dzieci uwielbiają przekładanie, wkładanie, wyjmowanie, wrzucanie, wciskanie, gmeranie i mieszanie. Zwykła puszka czy butelka plus makaron, potrafią zająć malucha na naprawdę dłuuuugi czas (jak na malucha oczywiście ;) ). Dlatego sortowanie i dopasowywanie, to nasz najlepszy sprzymierzeniec i warto rozejrzeć się wokół za pojemnikiem i czymś, co można do niego włożyć i/lub wyjąć. Jedna tylko uwaga do tego typu zabaw, trzeba uważać, żeby potomek nie połknął któregoś z elementów, polecam więc dopasować dobrze wielkość takiej sortującej zabawki do wieku młodocianego i jego predyspozycji (Tosi nie boję się zostawić z koralikami, natomiast znam dzieci w jej wieku i starsze, którym bym w ogóle korali do zabawy nie dała). Poniżej kilka przykładów:

- dopasowywanie kształtów (trójkąty, kwadraty, koła itd.), na rynku istnieje sporo gotowych sorterów z kształtami geometrycznymi, do wyboru do koloru. Osobiście uważam, że można takie cudo zakupić, ale co najwyżej jedną sztukę. W razie potrzeby zawsze można skonstruować coś własnego, ze zwykłego kartonu czy puszki i klocków, które każdy rodzic w domu posiada.
U nas bardzo dobrze sprawdził się kupny zestaw dwa w jednym, kubełkowa wieżyczka w kształcie żyrafy, plus do tego właśnie sorter kształtów geometrycznych. Tosia dostała go w prezencie, więc my nie musieliśmy już nic w tym temacie inwestować.


Ale równie dobrze można zrobić sorter samemu, używając tego, co w każdym domu powinno się dać znaleźć. U nas zwykłe pudło po zabawce, wycięte otwory i klocki różnej maści.


- sortowanie patyczków, wykałaczek i słomek. Tosia zdecydowanie najbardziej lubi ten typ sortowania. Pamiętacie może jeden z pierwszych postów na IGraniu o tym, jak zrobić sorter na patyczki? Jeśli nie, to przypominam, wystarczy kliknąć TU i poczytać. Do dzisiaj Mysia uwielbia tę puchę i wyciąga ją z głębin szafy, nawet jeśli stoi za stertą innych fajnych zabawek. Spokojnie można go też wzbogacić starszym dzieciom (co jest u nas w najbliższych planach) i zrobić w puszce więcej dziurek z przyklejonym kolorowym papierem, dzięki czemu dojdzie nam jeszcze sortowanie kolorami. Można też na każdy kolor przeznaczyć osobną puszkę.


Świetna jest także zabawa we wtykanie wykałaczek w otworki pojemniczka, albo w otwory w durszlaku czy drobnym sitku. Przy wykałaczkach trzeba tylko pilnować, żeby maluch gdzieś ich sobie nie wbił.



Swego czasu, pokazałam Wam także "przepis" na sorter do słomek i pomponów, znajdziecie go TUTAJ. Tosię fascynowała głównie nazwa "pompony", którą raczyła nas już od rana przez ostatnie kilka miesięcy, natomiast sam sorter nie był już tak cudowny i zdecydowanie bawiła się nim rzadziej niż patyczkowym. Ale to jej gusta, Wasze dzieci mogą mieć zupełnie odwrotnie :)


- sortowanie guzików, monet i wszelkiej maści krążków. Każde nieco starsze dziecko ma swoją skarbonkę i lubi do niej wrzucać monety. Dla rocznych maluchów proponuję monety wyciąć z kartonu albo grubszej tektury. Można nawet odpowiednio udekorować i wrzucać do puszki z wyciętym otworem. Wydaje mi się, że jest to najprostszy z proponowanych dotąd sorterów i nada się dla dzieci jeszcze przed ukończeniem roku. My użyliśmy krążków z Memo Przeciwieństwa firmy Trefl, ale opowiemy o nim innym razem.


- dopasowywanie drucików kreatywnych (durszlak, pudełka). To jest to, co tygryski lubią najbardziej! Wtykanie kolorowych drucików kreatywnych w odpowiednio przygotowane pudełka czy nawet dziurawe przedmioty codziennego użytku jak sitka czy durszlaki, nieustannie zachwyca moją potomkę. Czasem skupi się na dłużej, czasem cierpliwości starczy jej na mniej, ale widać, że sprawia jej to wiele radochy. Instrukcję stworzenia pudełka na druciki kreatywne wrzucałam TUTAJ.



- wciskanie i wrzucanie pomponów (puszka, przekładka do jajek, foremka na muffiny). Sortowanie pomponów nie tylko fajnie wspomoże rozwój małej motoryki i wzmocni mięśnie palców, ale też jest bardzo przyjemne. Pompony są miłe w dotyku i puchate, a do tego bardzo kolorowe. Zarówno moja córa, jak i wszystkie znane mi dzieci lubią wszelkie zabawy z pomponami.




- wrzucanie makaronu do butelki. Prosta i szybka zabawa, idealna na chwile kryzysu, kiedy kompletnie brak pomysłów, wszystkie zabawki się znudziły i nie mamy niemalże nic pod ręką. Wystarczy wypić zawartość jednej butelki napoju i dać ją dziecku razem z miską dowolnego makaronu, naprawdę każdy typ da radę, a nie wierzę, żeby ktoś nie miał w domu jakiegokolwiek makaronu.


- wciskanie chusteczek higienicznych/papieru/folii do butelki. Wszystko co szeleści, skrzypi i wydaje dźwięki spokojnie się nada. Podobnie jak w przypadku poprzedniej propozycji, jest to zabawa ratująca tyłek. Szybka i prosta do realizacji, a młodzież uwielbia.


- włóczka w słoiku/puszce. Nieco bardziej skomplikowana rzecz. Tzn. w przygotowaniu czysty banał, wystarczy zrobić dziurę w denku od słoika, do środka włożyć mały kłębek włóczki i wyciągnąć jeden jej koniec przez rzeczoną dziurkę (ja użyłam puszki na pompony i słomki). Zakręcić słoik, dać potomkowi i delektować się ciszą. Oczywiście do momentu, w którym trzeba będzie po zabawie posprzątać, ale przecież radość dziecka jest bezcenna, prawda?


- przeciąganie tasiemek przez puszkę. Jeśli wybitnie nie leży komuś sprzątanie po włóczkowej uciesze, zawsze można przełożyć wstążki przez durszlak czy podziurawioną puszkę, na obu końcach zawiązać supełki, na tyle duże, żeby nie przeszły przez dziurki i obserwować co się stanie przy zderzeniu zabawki z dzieckiem. Jest to obserwacja co najmniej intrygująca, polecam. Działa trochę jak perpetuum mobile ;) Jeszcze lepszy efekt można osiągnąć sadzając razem na kanapie babcię i wnuczkę, przeciąganie wstążek z jednej na drugą stronę i uciekające nagle wstążki, to cała masa frajdy.

 
- rzucanie do celu. Banał, ale często zapominam, że takie zabawy są najlepsze. Wystarczy jakiś spory pojemnik (roczniak w końcu dopiero doskonali motorykę małą i dużą), czy to kosz, czy to miska albo wiaderko, nie ważne. Do tego kartki papieru czy kawałki folii aluminiowej. Zwijamy małe kuleczki i próbujemy trafić do pojemnika. Można też oczywiście użyć piłeczek, ale najpierw trzeba je mieć...


- puzzle. Puzzle można kupić, kierując się oczywiście możliwościami malucha. Na rynku jest tyle opcji, że można dostać zawrotu głowy, od prostych dwuelementowych, poprzez cztero- sześcio- i dziewięcioelementowe. Dla każdego coś miłego. Są też wersje trudniejsze, warstwowe albo z obrazkami pod spodem, gdzie trzeba dopasować obrazek do cienia, albo obrazek do obrazka itd.

 
Ale można też zrobić je samemu (tutoriale znajdziecie TUTAJ), ponieważ na początku dziecko ucząc się nie potrzebuje żadnych skomplikowanych wzorów, czy kształtów.


Inną opcją stworzenia własnych puzzli, są obrazki na patyczkach logopedycznych. Jest to swego rodzaju urozmaicenie zabawy, a i pokazanie dziecku, że puzzle mogą mieć naprawdę różne kształty, a do tego ułożenie ich ma różny stopień trudności (domowe puzzle zwykle nie mają zawijasów i zakamarków, gładkie ścianki łatwiej połączyć).


Dla zabieganych mam, albo takich, które nie lubią się za dużo grzebać w pracach ręcznych, polecam najzwyklejszy karton z narysowanym odręcznie albo wydrukowanym obrazkiem, pociętym na dowolną ilość kawałków. Najprostsze puzzle, ale i najmniej trwałe, za to zapewniamy dziecku nieustanną różnorodność obrazków i kształtów puzzli ;)

- zawijanie i odwijanie kulek w/z folii aluminiowej (kasztanów, orzechów, kamyków itd.). Zabawa bardzo usprawniająca małą motorykę i świetnie ćwicząca małe paluszki. Nie wiem co jest tak fascynującego w zawijaniu czegoś w "te sreberka", ale dzieci to kochają i potrafią tak spędzić naprawdę zadziwiająco dużo czasu.



2. Zabawy plastyczne

- malowanie palcami, bardzo kreatywne i sensoryczne zajęcie, które dzieci uwielbiają. Rodzice trochę mniej, bo sprzątania przy tym jest naprawdę sporo. Na bałagan jest kilka sposobów, można na przykład dziecko włożyć do wanny i namówić do malowania po kafelkach albo samej wannie. Jeśli jest na takie rzeczy za zimno, można wyłożyć na podłogę folię malarską albo ceratę, a potomka zapakować w fartuch do malowania z długimi rękawami. Ewentualnie rozłożyć na podłodze ogromny karton i pozwolić dziecko swobodnie po nim chodzić i stemplować palcami bez żadnych ograniczeń, ubrawszy je w strój malarski (stara koszulka i pielucha bądź majtki).



- stemplowanie (pokrywki, korki, pompony, ziemniaki itd.), zasady te same co przy zabawie powyżej, tyle że wcześniej musimy przygotować dla dziecka coś, czym będzie mogło stemplować. Jako stempel nadaje się w zasadzie wszystko i efekty za każdym razem będą inne, co dzieci niesamowicie cieszy. Poza wymienionymi powyżej, do stemplowania świetnie nadają się też twarde owoce jak np. jabłka (choć mnie nieodmiennie serce boli, bo za bardzo je lubię, wolę stemplować ziemniakiem :) ). Z gumki do ścierania można zrobić fantastyczny wzór muru, z liści można stworzyć kolaże, z pokrywki wyjdą świetne łuski dużej ryby i tak dalej.

 

- rysowanie swobodne, wystarczy posadzić dziecko przy stoliku albo na podłodze i dać mu do ręki kredki albo ołówki. Radzę przeznaczyć na ten cel osobne, tanie kredki, ponieważ na początku dzieci nie mają kompletnie wyczucia i potrafią naprawdę mocno przyciskać je do papieru. Pozwólmy dziecku swobodnie mazać, bez szczególnych ograniczeń, bez namawiania do kolorowania czy rysowania konkretnych wzorów, chyba że samo wykaże inicjatywę (Tosia z zapałem rysuje ostatnio spirale i próbuje pojedyncze kółka). Jeśli poprosi, bez skrępowania możemy mu też coś narysować, ponieważ w ten sposób ma możliwość podejrzeć jak to robimy i skopiować nas.


- plastelina, tego jeszcze nie próbowałyśmy, ale trzeba ten błąd naprawić i pomiędlić trochę zarówno kupną plastelinę, jak i taką domową - przepisy na pewno znajdą się na blogu, a mam ich w zanadrzu kilka. Po co jednak taka zabawa? Głównie, żeby wzmacniać rączki, ugniatanie mas wszelkich rodzajów, niesamowicie usprawnia pracę mięśni palców i będzie znakomitym przygotowaniem do ćwiczeń pisania w przyszłości.

Źródło: Art Print

- ciastolina, podobnie jak powyżej, tyle że ciastolina jest przyjemniejsza w dotyku i mniej się klei, a zatem nieco mniej też brudzi, co dla rodzica jest niezwykle cenną informacją. Jest też niesamowicie plastyczna, dlatego ciężko z niej ulepić coś, co będzie dłużej stało, za to idealnie nadaje się do zabawy w kuchnię, wycinanie z niej rozmaitych kształtów foremkami czy przeciskanie (nie tylko przez kupne maszynki, nada się nawet wyciskarka do czosnku czy praska do ziemniaków). Najlepsza będzie ciastolina domowej roboty ze składników, które w razie spróbowania, nie zrobią dziecku nic złego. Przepis i nasze wrażenia znajdziecie TUTAJ.


- naklejanie, sama uwielbiam naklejki, więc tej zabawy nie mogło u nas zabraknąć. Tylko jak nauczyć latorośl przyklejania tam gdzie chce, a nie tam, gdzie akurat wypadnie? Najłatwiej wyciąć z papieru samoprzylepnego kółko, narysować kółko na kartonie i dać dziecku poćwiczyć. Serce by mnie bolało, gdybym dała Tosi śliczną książeczkę z naklejkami, a ona potraktowałaby ją dość brutalnie, bo na początku innej opcji nie ma. Później można np. wydrukować drzewo, a czerwone kółka z papieru samoprzylepnego będą jabłkami.


- kreda, idealna zabawa na świeżym powietrzu. Dziecko dostaje kawałeczek kredy, wychodzi na chodnik w parku czy kawałek asfaltu, po którym nie jeżdżą samochody i może szaleć. W domowym zaciszu dobrze na początek sprawdzą się małe tabliczki kredowe, można takie zakupić za grosze, albo folia tablicowa przyklejana na ścianę.



3. Codzienność

- zwykłe domowe czynności razem z dzieckiem (gotowanie, zamiatanie, pranie, mycie podłogi, odkurzanie, podlewanie kwiatków). Dla dzieci spędzających większość czasu tylko z opiekunem, takie zabawy są najciekawsze, bo w końcu dorośli robią to cały dzień, musi być więc w tym coś ekstra :) Pozwólmy dzieciom asystować nam we wszystkich domowych zajęciach. Niech myją podłogę, zamiatają, odkurzają czy myją naczynia (najlepiej zacząć od plastikowej miski z odrobiną wody i plastikowym zestawem talerzy, miseczek i kubków). Nauczenie dziecka, że może a wręcz powinno pomagać jest bardzo cenne. Wielu rodziców popełnia błąd, uznając że łatwiejsze będzie zrobienie czegoś za dziecko, bo jest jeszcze za małe i nie zrobi tego jak należy. W ten sposób uczymy potomka, że my zrobimy wszystko lepiej, więc po co ma się przemęczać? W przyszłości takie mimowolne nauki skutkują zerową chęcią do pomocy w domu. Asysta i czynny udział w domowych zajęciach jest też element pedagogiki Montessori, o której opowiem Wam szerzej innym razem.







- robimy zupę z klocków. Tę zabawę moje dziecko wymyśliło sobie samo, ale spokojnie możecie ją podsunąć swoim latoroślom. Wystarczy pożyczyć na chwilę z kuchni plastikową miskę i drewnianą łychę, wrzucić do miski klocki w różnych kolorach i voila. Tosia pasjami gotuje różne zupy, kiedy ma chęć na pomidorową, wrzuca przede wszystkim czerwone klocki do miski, kiedy zaś woli ogórkową, wrzuca klocki zielone. Następnie biega od domownika do domownika, częstując wszystkich swoim specjałem na wielkiej, drewnianej łyżce. Generalnie jednak chodzi mi w tym punkcie o zabawę w gotowanie na różne sposoby, ale przy użyciu zabawek, nie prawdziwego jedzenia (choć na zdjęciu widać suchy makaron, więc prawie). Podobnie można urządzić z dzieckiem sklep, w którym będzie sprzedawało różne produkty.



- przelewanie wody. Wystarczy przygotować dwa pojemniki i trochę wody, najlepiej zakolorowanej barwnikiem spożywczym albo bibułą, żeby było ją lepiej widać. W czasie takiej zabawy dziecko ćwiczy wiele umiejętności zarówno motorycznych, jak i koncentrację czy spostrzegawczość. Przy tej okazji trzeba się jednak przygotować, że będzie brudno i mokro, innej opcji nie ma.

- zapinanie i odpinanie sprzączek, rzepów, guzików i zatrzasków. Mały wstęp do ubierania, trening paluszków i koordynacji ręka-oko, zabawa bardzo cenna i gorąco ją polecam. To świetny wstęp do nauki samodzielności (o czym również będę na blogu pisać w osobnym poście). Dajmy więc potomkom próbne ubrania, buty, albo stwórzmy dla nich Quiet book bądź maty, z którymi będzie mógł te umiejętności ćwiczyć i szlifować. Roczniak nie będzie jeszcze zbyt dobry w odpinaniu i zapinaniu czegokolwiek, ale ćwiczenie czyni mistrza i taka nauka na pewno mu nie zaszkodzi.



- przebieranki (zakładanie czapek, szalików, spodni itd.). To jest to, dzieci kochają przebieranki, a podobnie jak zapinanie i odpinanie rozmaitych zapięć, tak i wkładanie i zdejmowanie czapek czy szalików, przygotowuje je do późniejszego samodzielnego ubierania i rozbierania się. Dajmy więc potomkowi zestaw różnych ubiorów, na początek wystarczą w zupełności wspomniane czapki i szaliki, i pozwólmy mu dobrać je jak chce i samodzielnie założyć. Czasem wychodzą z tego naprawdę komiczne i wielowarstwowe konstrukcje.



- zabawy spinaczami do bielizn. Spinacze to bardzo wdzięczny temat i można z nimi zrobić naprawdę bardzo wiele. Od początkowej nauki zdejmowania i zaczepiania spinaczy, co świetnie wzmacnia małe dłonie, poprzez sortowanie kolorami, oznaczanie kolorów na kole barw, aż po zabawy w Quiz, gdzie spinaczem zaznacza się prawidłową odpowiedź. Roczniakom w zupełności wystarczy wszelkiej maści sortowanie i żmudna nauka przyciskania spinacza tak, żeby otworzył paszczę i dał się gdzieś przypiąć, najlepiej trenować na sztywnych kartonach albo pudełkach po butach. Można do tego wymyślić jakąś historyjkę i ozdobić spinacze.


4. Nawlekanie i przewlekanie

- nawlekanie dużych korali i makaronu rurki na sznurek albo sznurówkę. Większość dzieci, kiedy skończy półtora roku i ćwiczyło wcześniej trochę mięśnie palców i dłoni, jest gotowa na nawlekanie. Koncepcja włożenia sznurówki w otwór nie powinna nastręczać im żadnego problemu, z początku trudno będzie tylko ogarnąć, że przełożona sznurówka wychodzi z drugiej strony koralika i trzeba ją chwycić, a potem przeciągnąć. Kiedy to załapią, spora część będzie przeciągać całą sznurówkę i jakiś czas im zajmie zanim zostawią przewleczony koralik w spokoju i zajmą się nawlekaniem następnego, żeby stworzyć piękne korale dla mamy. W wieku dwóch lat, takie dzieło nie powinno sprawiać im już większego problemu.



- przewlekanie sznurówek przez oczka. To zadanie trudne i sporo czasu zajmie maluchom zrozumienie koncepcji przewlekania na przemian. Jest to natomiast dla dzieci wstęp do szycia :) Myślę, że można potomkowi zrobić 1-2 tego typu plansze ze sznurówkami, pokazać o co w nich chodzi i pozwolić swobodnie ćwiczyć, nawet jeśli będzie najpierw z zapałem wyciągać sznurówki ze wszystkich oczek, albo przewlecze przez jedno oczko i porzuci. W końcu nadejdzie dzień, że zacznie kombinować i papugować to, jak my przewlekamy. Instrukcję jak zrobić takie plansze, znajdziecie TUTAJ.

- nawlekanie korali i makaronu na wykałaczkę. Z wykałaczką lub grubszym drążkiem jest łatwiej niż ze sznurówką, bo nie ucieka, nie plącze się i nie jest wiotka. Na tej zasadzie działa większość wieżyczek (przegląd ciekawych wieżyczek znajdziecie TUTAJ). Można zatem ograniczyć się do kupnych wież, bądź stworzyć coś samodzielnie. Przepis na to, jak wykonać taki drążek, który z początku jest tylko treningiem nawlekania, a z czasem można zrobić z niego świetne narzędzie do odwzorowywania, już niedługo na blogu. Ewentualnie wersja prosta, szybka i przyjemna, czyli makaron rurki i cienka wykałaczka wbita w plastelinę, też świetnie działa.




5. Zabawy sensoryczne

- ścieżka sensoryczna - to jedna z podstaw pedagogiki Montessori dla najmłodszych, a przy okazji naprawdę świetna zabawa dla dużych i małych. Moje dziecko ma to do siebie, że nie znosi biegać w skarpetkach i mam niejasne przeczucie, że większość dzieci ma tę przypadłość. Ciekawe czemu? Wydaje mi się, że dziś nasze stopy są mocno niedostymulowane, nieustannie zamykamy je w grubych skarpetach i butach, nie pozwalając poczuć nietypowych powierzchni. Tosia zatem, niczym pan Cejrowski, biega wszędzie boso, a ja milion razy dziennie zakładam jej skarpety (niestety mamy naprawdę zimny dom i chociaż taka cienka izolacja jesienią jest potrzebna). Jedyny wyjątek, kiedy dziecię może swobodnie pobiegać z gołą stopą, to zabawa ścieżką sensoryczną, stąd też podejrzewam, jej miłość do niej. Najczęściej sama ją sobie konstruuje wyciągając zawsze dostępną, szorstką wycieraczkę i moją bardzo mięciutką i milutką bluzę. Tyle w zasadzie wystarczy, ale można pozbierać wszystko, co ma się pod ręką i zbudować dłuższą ścieżkę.




- pudełka sensoryczne, kolejne świetne rozwiązanie dla maluchów i sposób na dostymulowanie przede wszystkim zmysłu dotyku, tym razem dłoni. Zrobienie pudełka sensorycznego ma podobny stopień trudności w konstrukcji, co przy ścieżce, ale może trochę bardziej nabałaganić. U nas przewinęły się już pudełko tęczowe, morskie, zielone, jesienne, pajęczynowe, ze zwierzętami z farmy i kilka innych, a następne są w fazie opracowywania. Ja je bardzo lubię, choć często trzeba po nich porządnie poodkurzać, gdyż jako bazy używam ryżu - Tosia go bardzo lubi. Można jednak użyć innych podkładów, np. kulek żelowych do kwiatów, innych nasion, kamyków czy piasku kinetycznego albo innych mas. Tematyka również może być najróżniejsza, najlepiej dopasowana do aktualnych zainteresować dziecka bądź dopasowana do pory roku czy okazji.




- koszyk skarbów, czyli takie miejsce w domu bądź pokoju dziecka, gdzie co jakiś czas pojawiają się tematyczne przedmioty. Koszyki skarbów najlepiej nadają się dla dzieci między 6 a 24 miesiącem życia, ale także dla starszych można skonstruować fajne, bardziej skomplikowane koszyki. Nie musi to być też koszyk, wystarczy pudełko. Dla maluszków najlepiej wrzucać przedmioty fakturowe, np. różne rodzaje tkanin, rzeczy drewniane, rzeczy metalowe albo na przykład przybory kuchenne bądź toaletowe. U dzieci powyżej półtora roku fajnie sprawdzają się koszyki z kolorami i kształtami, a także figurkami zwierząt albo manualne, jak np. wszystko, co da się otworzyć i zamknąć, co da się podrzeć, co da się rozłożyć i złożyć (u nas w ten sposób funkcjonuje frida do nosa :) ). Można także zrobić koszyk smakowy z owocami jesieni/lata, z bakaliami albo warzywami, ale te z wiadomych względów szybko znikają.




- grzebanie się we wszelkiej maści brejach (ciastoliny, plasteliny, piasek, błoto, ciecz nienewtonowska), przy tej aktywności dzieci spędzają mnóstwo czasu i zwykle są bardziej niż zaabsorbowane. Są to zabawy niesamowicie rozwijające wyobraźnię i kreatywność, przy tym jak nic innego działające na zmysły, także nie ma się co zastanawiać, trzeba się zabrać za lepienie i grzebanie!
Poza zabawami z niejadalnymi brejami, można także dziecko zatrudnić do ugniatania ciasta na pierogi czy bułki, będzie zachwycone, a my możemy w tym czasie upiec lub ugotować coś smakowitego.




- smakowanie, raz na jakiś czas robimy sobie z Tosią w czasie II śniadania zabawę pobudzającą kubki smakowe i zmysł smaku. Serwuję małej tematyczną deskę różności do spróbowania, budując także jej pewność siebie i chęć do próbowania nowych rzeczy. Zdarzało nam się konstruować deski kolorystyczne, na przykład zieloną w ramach Dziecka na warsztat, ale także żółtą i czerwoną. Jadałyśmy także deski serowe, z pieczywem i bakaliowe.



- eksperymenty z kolorami (mieszanie kolorowej wody, kolorowe butelki, kolorowy ryż, kolorowe folie, mleko i barwniki, lawa lamp). Kolory to bardzo wdzięczny temat, szczególnie w połączeniu z wodą albo światłem. W Internecie można znaleźć całe mrowie inspiracji do zabaw kolorem, do domowych eksperymentów i doświadczeń. Nam jak dotąd udało się przeprowadzić eksperyment z naczyniami połączonymi, dzięki czemu powstała nasza prywatna tęcza (znajdziecie ją TUTAJ), eksperyment z mlekiem, barwnikami i płynem do mycia naczyń, z lawa lamp oraz eksperyment dowodzący, że ciepła woda zawsze wypływa na wierzch. Część z nich można znaleźć na blogu, reszta pojawi się niedługo, a na bieżąco będziemy robić nowe!




- poszukiwania (w glucie, w ryżu, w czymkolwiek). Poszukiwania, detektywistyczne zabawy i rozwiązywanie zagadek to pasja niejednego z nas. Maluchy także to lubią, trzeba tylko poziom trudności dopasować do ich aktualnych możliwości i będziemy mieć naprawdę przednią zabawę. U nas na tapecie było poszukiwanie w ryżu puzzli o rozmaitych kształtach, które potem trzeba było dopasować do obrysu - na razie dla Tosi ta zabawa jest dość trudna, ale ćwiczymy. Do tego szukałyśmy różnych cacuszek w woreczku strunowym napełnionym żelem do włosów - naprawdę bardzo ciekawa zabawa.





- wstążki, bardzo prościutka zabawa, będąca niejako pewną kontynuacją wczesnodziecięcej miłości do metek. Tosia dostała wstążki na sznurku dość wcześnie i z początku nie robiły na niej wrażenia. Pokochała je po wakacjach, jakby dopiero je zauważyła, mogłaby tak siedzieć i za nie ciągać, przebierać i wybierać, naprawdę bardzo długo.


- tajemnicze pudełko ze skarbami, sama bardzo lubię tę zabawę i wypróbowałam już kilka jej wariacji z Tosią. Miałyśmy domek, z którego przez malutkie drzwiczki Tosia wyciągała i nazywała różne przedmioty, miałyśmy worek, z którego wyławiałyśmy zwierzątka i mała naśladowała ich odgłosy. Takim pudełkiem podpowiadałam także Tosi co będziemy dzisiaj robić, wrzucając do środka różne podpowiedzi. Podobnie jak z koszykiem skarbów i pudełkiem sensorycznym, można zrobić naprawdę całe mrowie pudełek o różnej tematyce: tkaniny, faktury, szorstkość, gładkość, kształty itd.


- instrumenty: kupne bądź zrobione samemu, a nawet przedmioty codziennego użytku jako różne wersje bębna, gitary, grzechotki itp. Zmysł słuchu także nie może pozostać zapomniany, a najlepiej podziałają na niego wszelkiej maści instrumenty. Ja wiem, że z tym ciężko, bo dzieci nie mają za grosz litości i bębnią, dzwonią albo gwiżdżą bez opamiętania, ale od czasu do czasu im na to pozwólmy, bo to ważny element ich rozwoju.



- luźne części - klocki, muszelki, kulki, korki, pompony, makaron, skrawki papieru, ryż, mąka - przesypywanie, mieszanie, macanie. Różne pojemniki, różne łyżki, żeby wypróbować dźwięki. Teoria luźnych części Simona Nicholsona mówi o tym, że budowanie kreatywności zaczyna się w momencie, w którym przestaniemy narzucać dzieciom ramy i pewne utarte schematy. Każdy ma według niego zadatki na geniusza, trzeba mu tylko na to pozwolić. Cóż, choć geniusz to wielkie słowo, wydaje mi się, że tak czy siak warto pozwolić dziecku na zabawę niekonwencjonalną, najlepiej przedmiotami, których jest dużo, które można jakoś ułożyć, zbudować, poskładać, albo rozsypać. Niech kombinuje, niech próbuje i bada, zdobędzie w ten sposób mnóstwo niezwykle cennych umiejętności (o teorii luźnych części postaram się w przyszłości napisać coś więcej, muszę ją tylko bardziej zgłębić).





- zabawa światłem: podświetlany stolik, latarka (zabawa cieniami, uciekający zajączek, podświetlanie butelki z brokatem, światło chemiczne). Uwielbiam zabawę światłem! Szczególnie kolorowym, ale zwykła latarka wystarczy (zawsze można przykryć ją kolorową tkaniną albo bibułą). Pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam robić witraże i lampiony, do dzisiaj uwielbiam patrzeć po ciemku na światełka i lampki, ot tak bez większego powodu. Moje dziecko również kocha światło i po zmroku często bawimy się w różne świetlne fikańce, od cieni rzucanych na ścianę, po nasz ukochany podświetlany stolik (instrukcja jak go wykonać własnoręcznie TU).




- papiery, gazety, folia aluminiowa, torebki foliowe - szeleści, zmienia wielkość, lata albo nie lata, mnóstwo do odkrywania!


- rysowanie w piasku albo mące, to dość mocno brudząca zabawa, ale warto spróbować. Podobnie jak zwykłe rysowanie, bardzo dobrze ćwiczy małą motorykę, a przy okazji zapanowanie na patyczkiem jest nieco łatwiejsze niż panowanie nad naciskiem kredki czy ołówka. Poza tym z mąką i piaskiem można zrobić jeszcze wiele innych rzeczy mimochodem.


- butelki sensoryczne, z początku myślałam, że to dość nudny temat, bo stworzę taką butelkę wrzuciwszy do niej różne cudactwa i będzie tak stała, czasem poruszona przez Tosię, żeby sprawdzić czy coś się nie zmieniło. Im bardziej jednak zagłębiałam się w temat, tym szybciej moje dotychczasowe zdanie bladło. Okazuje się bowiem, że tak jak z koszykami, pudełkami i ścieżkami, tak i z butelkami możliwość tematów takich butelek jest nieskończona. Na razie zrobiłyśmy sobie butelkę z różnościami i trochę butelek kolorystycznych, przy okazji wydających dźwięki. Ale już nam się chce zmiany, dlatego rozmontujemy to co mamy, używając ryżu do innych aktywności i do butelek wrzucimy coś nowego, jeszcze ciekawszego.


- memo sensoryczne dotykowe albo dźwięków, to zabawa dobra na koniec "roczniactwa" czyli gdzieś bliżej drugich urodzin. Daje natomiast mnóstwo radochy i świetnie ćwiczy słuch bądź dotyk. U nas powstało na razie memo dźwiękowe w jajeczkach z kinder niespodzianki (tata się poświęcił). Służy na razie do zupełnie innych celów niż przewidziane, głównie do wsłuchiwania się w dźwięki, przekładania i segregowania kolorami, obdarowywania członków rodziny i zachęcania ich, żeby sami spróbowali potrząsnąć. Z czasem powolutku Tosia załapie o co chodzi w tej zabawie, a na razie delektujemy się nauką.



Na tym na razie zakończę, ponieważ post rozrósł mi się do niebotycznych rozmiarów i musiałam podzielić go na dwie części, zatem ciąg dalszy nastąpi. Mam nadzieję, że już z tej pierwszej części zaczerpniecie inspiracji do rozwijających zabaw ze swoimi maluchami i uwierzycie, że naprawdę nie trzeba dzieciom niczego specjalnego kupować, żeby się dobrze bawiły i rozwijały.
Co najlepsze, po napisaniu 3/4 obu części doszłam do wniosku, że nigdy ich nie zamknę, bo co chwilę mam nowe pomysły, albo znajduję je w Internecie. Także możliwe, że nie poprzestanę na tych dwóch postach i będzie z tego większa seria, czas pokaże. Obawiam się jednak, że i kilkanaście postów nie wyczerpie tematu, bowiem zabawa z dzieckiem to nieustanne odkrywanie, że świat nie ma końca i jest niewyczerpany.

Koniec psot!

20 komentarzy:

  1. Świetne zabawy, sporo przeprowadziłyśmy gdy Zuzka była mniejsza. Przypomniałaś mi o memo słuchowym, muszę je w końcu stworzyć. :)

    Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :3 A u Was to chyba za chwilę drugie urodziny, więc i nie dziwota, że wszystko przerobione :) Na memo dźwiękowe mam jeszcze kilka konceptów, podpatrzonych i własnych, bardzo fajna sprawa, choć moja Mysza jeszcze nie bardzo pojmuje o co w tym chodzi ^_^

      Usuń
    2. Taaak, u nas drugie urodzinki obchodziliśmy wczoraj. :) Niesamowicie ten czas leci...

      Usuń
  2. Fantastyczne zestawienie Tosiowych zabaw :) Brawo!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow... Duuuuża dawka pomysłów i inspiracji... Czasem żałuję że nie mam już w domu takiego maluszka... Z Dusią niby było sporo zabaw itd ale tak naprawdę dopiero gdy była już troszkę większa zaczełan bardziej kombinować i wymyślać różne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla starszaków możliwości jest jeszcze więcej i jak zwykle punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia, bo ja nie mogę się już doczekać tych zabaw dla większych dzieci :P

      Usuń
  4. Świetne zestawienie! Większość zabaw znamy, lubimy i praktykujemy ale pokazałas i takie, ktore są dla mnie nowścią i chętnie je pokaże Olusiowi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy i życzymy miłej zabawy :)

      Usuń
  5. witam strona jest swietna! bardzo sie ciesze ze tu trafilam, a moj synus chyba jeszcze bardziej nie wiedzialam ze z takim maluchem mozna juz robic takie ciekawe rzeczy ! mam pytanie gdzie kupila pani pompony i druciki kreatywne ? moze poleca pani jakies na allegro lub innym sklepie internetowym? pozdrawiam Krzysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, cieszę się że zarówno post jak i sam blog się podoba :) Co do pomponów i drucików kreatywnych to mogę polecić sklep, z którym mój blog współpracuje od jakiegoś czasu, czyli Pepito. W zakładce "Współpraca" tuż pod banerem głównym, gdzie znajduje się pasek z zakładkami :)

      Usuń
    2. bardzo dziekuje za odpowiedz :) bede napewno odwiedzac Pani bloga codziennie i czerpac z Niego inspiracje na zabawy z Synkiem :) pozdrawiam cieplo Krzysia

      Usuń
    3. Miłej zabawy życzę, Wam obojgu :D

      Usuń
  6. Moja córa zaraz kończy roczek, mega dzięki za tyle inspiracji :)
    I pytanie: figurki zwierząt skąd kupowałaś? I czy karty do nich mogłabyś mi udostępnić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnych postach na blogu znajdziesz instrukcje do wykonania wielu z pokazanych powyżej zabawek :) Co do figurek, to tak jak pisałam na grupie Montessori, głównie Animal Planet, ale zdarzyło mi się zakupić też kilka sztuk rossmanowskich z Collecty i kilka Schleich, ale są naprawdę bardzo drogie, niestety. Do kart też już namiar podałam, więc pozostaje mi tylko życzyć Wam świetnej zabawy :D A inspiracji montessoriańskich, na pewno będzie u nas coraz więcej, już mam w głowie post o życiu codziennym i małej motoryce 2,5+ :3

      Usuń
  7. W końcu trafiłam na bloga, na którym pokazana jest normalna rzeczywistość! Twoje zabawy są proste, kreatywne i tanie. To jest dopiero zdolność wymyślanie kolejnych wyzwań dla swoich dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie mi miło czytać takie komentarze! Staram się nie kupować dla córki zbyt wielu zabawek, prawdę mówiąc zabawki dostaje głównie jako prezenty na różne okazje od rodziny i znajomych. W zamian za to tworzę dla niej różne rzeczy sama, bawimy się na różne sposoby darami natury albo tworzymy razem coś z niczego :) Polecam się na przyszłość i będę starała się trzymać poziom ;)

      Usuń
  8. Czy naprawdę roczne dziecko bawi się tym wszystkim? Moja córka ma rok i 6 miesięcy i niezbyt chętnie bawi się w nawlekanie, puzzle, nie segreguje kolorystycznie (albo nie rozumie, albo ja źle tłumaczę)

    Pozdrawiam,
    Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są zabawy dla roczniaka, a zatem dla dzieci od roku do dwóch lat, a nawet ciutkę więcej :) Podsuwam więc pomysły na zabawy zarówno dla tych najmniejszych maluszków, jak i dla nieco większych. Poza tym każde dziecko ma swoje preferencje, niektóre bardzo szybko łapią istotę różnicy kolorów, innym zajmuje to znacznie dłużej. Co do tłumaczenia kolorów, proponuję zacząć od doznań sensorycznych, wystarczy pokazać dziecku kartkę białą i czarną i zapytać czy są takie same, jeśli odpowie, że tak, to znaczy że po prostu nie jest jeszcze gotowe żeby poznać kolory, nie widzi między nimi różnicy. Dopiero jeśli dziecko odpowie, że kartki są różne, można zacząć kombinować. Przy czym zdarza się, że nawet trzylatki nie kumają jeszcze o co chodzi z kolorami i nie należy się tym przejmować. Mnie się akurat trafił egzemplarz, który bardzo szybko odróżnia kolory i możemy w tym temacie szaleć do woli. Nawlekanie dla najmłodszych dobrze zacząć od wielkich korali i czegoś sztywniejszego, jak np. drucik kreatywny, łatwiej się go trzyma (niestety zapomniałam o tym napisać w poście, bo sama z Tosią ćwiczyłam od razu na sznurówce, a o koncepcji drucika dowiedziałam się później).

      Usuń
  9. Cześć ! Mam pytanie - w jakim wieku jest Tosia podczas tych zabaw? My mamy roczniaka i większość zabaw, o których piszesz skończyłoby się zjedzeniem ich elementów - makaronu, pomponów i wszystkiego co zmieściłoby się do buzi, stąd moja ciekawość :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)