7 marca 2017

Montessori: Wzbogacanie słownictwa - rymy


Pogoń w naszym życiu trwa nieustająco i coraz częściej łapię się na tym, że wieczorem nie wiem za co złapać się jako pierwsze. Ostatni weekend spędziliśmy urodzinowo w Warszawie, jako że niestety w urodziny Tosi miałam zjazd. Daliśmy jednak radę i spędziliśmy cudowne trzy dni rodzinnie i razem, co jest absolutnie najlepszym prezentem urodzinowym dla dziecka.
Dziś jednak nie o urodzinach chciałam Wam opowiedzieć, ale o języku, a konkretniej o kartach rozszerzających słownictwo w pedagogice Montessori. Generalnie to szeroki temat i chcę o języku napisać zupełnie osobny wpis. W tej chwili jednak czas mam na mały wycinek techniki, zacznę więc może od tego, co aktualnie robię z Tosią. A pracujemy sobie na rymach i antonimach. Dziś zapraszam Was więc na wpis o rymach, za jakiś czas zaś pojawi się osobny o przeciwieństwach.



Na początek trochę ku inspiracji, trochę żeby pokazać jak u nas wyglądają półki w części poświęconej stricte Montessori. Na razie działamy jeszcze na ograniczonej ilości półek, więc trochę nas brak półkowej przestrzeni boli, ale mam nadzieję, że jeszcze w marcu uda nam się ustawić półki docelowe. Na razie leżą jeszcze zapakowane w pudłach i czekają na polakierowanie.
To co mamy to mała półka sensoryczna z czerwonymi belkami, jednym blokiem cylindrów i buteleczkami zapachowymi, o których możecie poczytać TUTAJ.  Sensoryka to prawdziwa potęga, a wie o tym każdy kto spróbował pracy z dziećmi przy pomocy różnorakich pomocy działających na zmysły. Najtrudniejsza sprawa to utrafić w upodobania dziecka, potem jest już z górki.
Druga nasza półka jest w tej chwili nieco dziwna, ponieważ docelowo ma być wyłącznie językowo, ale nie powstało jeszcze na tyle pomocy, żeby ją zapełnić w całości. Część musimy zakupić, a na to potrzebujemy czasu i finansów, szczególnie czekam na ruchomy alfabet, o którym będę tu na pewno bardzo dużo pisać, bo praca z nim to dla mnie czysta przyjemność. W każdym razie aktualnie nasza półka językowa, to karty z rymami i antonimami (po sześć sztuk - mata do nich się szyje), szorstkie litery, które też będę jeszcze poprawiać i taca do ćwiczenia ręki, przygotowująca dziecko do pisania, o czym też będzie wpis.



Dziś zajmiemy się bardziej szczegółowo kartami przybliżającymi dziecku instytucję rymów. Całość składa się z sześciu par kart z różnymi obrazkami (w pliku do pobrania na końcu wpisu macie tych par znacznie więcej, to tak na zapas, żeby móc je wymienić jak już się znudzą, na raz pokazujemy dziecku maksymalnie 8 kart). Jeden obrazek z pary na górze ma dodatkowo kropkę, o której opowiem za chwilę. Obrazki są bez podpisów, ponieważ pokazujemy je zwykle najmłodszym dzieciom, które jeszcze nie potrafią czytać, choć i starsze często lubią po nie sięgać, wtedy zawsze można je poprosić o wykonanie książeczki, w której same podpiszą poszczególne, własnoręcznie narysowane obrazki. Obrazki muszą być dobrane tak, żeby były w miarę jasne i oczywiste, łatwe do samodzielnego dojścia o co chodzi dla trzylatka. Wbrew pozorom, to wcale nie jest takie proste zadanie. Do tego obrazki powinny być jak najprostsze i realne, najlepiej gdyby potrzebny nam element znajdował się na białym tle, bez dodatkowych rozpraszaczy.

 

Do prezentacji kart bardzo przydaje się dodatkowa mata uszyta z jasnej tkaniny typu miś, z naszytymi czerwonymi lub czarnymi tasiemkami, które podzielą całość na odpowiednią ilość pól w odpowiednim rozmiarze (karta ma wymiary 14x14cm i taki też wymiar powinno mieć jedno okienko na macie). Jak tylko skończę szyć naszą matę, od razu wrzucę dla Was tutorial jak wykonać ją niskim kosztem (można też zakupić, np. TUTAJ).
Na samym początku prosimy dziecko o ułożenie kart z kropką na górze, możemy też ułożyć pierwsze dwie sami, dla pokazania o co chodzi - układamy od lewej do prawej, jeśli dziecko zacznie od prawej, delikatnie tłumaczymy, że będziemy układać karty od drugiej strony).



Kiedy karty są już ułożone, wymieniamy dziecku kilka rymów, np. bułka-półka, miód-drut, marchewka-konweka i pytamy, jak brzmią te pary słów. Możemy troszkę pomóc i nakierować dziecko na właściwą odpowiedź, ale jeśli pomimo tego nie wie o co chodzi, to znak, że jeszcze nie czas na takie rzeczy jak rymy. Jeśli zaś maluch odpowie, że wyrazy brzmią podobnie, są podobne lub coś w tym rodzaju, przytakujemy radośnie i oznajmiamy, że dziś będziemy właśnie takich podobnych wyrazów szukać na kartach.
Patrzymy na pierwszy obrazek i nazywamy go - zawsze powinien zrobić to dorosły, żeby nie było żadnych wątpliwości o jakie słowo chodzi. Przykładamy do niego któryś z obrazków bez kropki, również go nazywamy i pytamy czy brzmią podobnie. Postępujemy tak, aż znajdzie się rym do obrazka z kropką. I tak dalej. Maluch prawdopodobnie w trakcie pokazywania będzie chciał przejąć inicjatywę, więc spokojnie można mu na to pozwolić, jedyne co pozostaje niezmienne to fakt, że to my nazywamy kolejne karty.






Kiedy już wszystkie karty są ułożone, nazywamy je w parach od początku i opowiadamy dziecku, że takie podobne wyrazy, jakie dziś wspólnie znaleźliśmy, nazywają się rymami. Rymy to więc wyrazy podobnie brzmiące. Warto też zapytać dziecko co to są zatem wyrazy podobnie brzmiące, a po chwili co to są rymy, żeby sprawdzić czy cokolwiek zrozumiało z naszego wywodu.


Dzieciom, a na pewno Tosi, taka zabawa bardzo się podoba, ponieważ rymy brzmią śmiesznie i są zabawne, szczególnie jeśli popatrzymy też na obrazki. W rozwinięciu do tej zabawy, możemy użyć figurek, bądź szukania odpowiednich rzeczy w domu (do tego trzeba oczywiście dobrać odpowiednie rymy, nasza góra byłaby bowiem trudna do odnalezienia na miejscu, ale już ludzie mieszkający w górach mogą kartę np. nakleić na oknie z którego rzeczoną górę widać). Ze starszym dzieckiem karty można podpisywać przy pomocy ruchomego alfabetu. Można tworzyć księgi rymów i szukać własnych. Możliwości jest mnóstwo, a ogranicza nas wyłącznie wyobraźnia.
Dla chętnych plik do ściągnięcia z kilkunastoma rymami TUTAJ.

Koniec psot!

5 komentarzy:

  1. Genialne! Na pewno skorzystam gdy mały podrośnie teraz jest jeszcze za mały

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to bym chyba chciała wszystkie karty pracy ,wasze zwierzaki bardzo realistyczne .nauka płynie wielką rzeką ,warto do was zaglądać

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. Pierwszy raz jestem na twoim blogu. Ciekawie poczytac o tym jak inni używają Montessori do uczenia swoich pociech. Ide jeszcze popatrzeć i poczytac. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Super sprawa! Chętnie skorzystam z Twojej podpowiedzi :) Edukacja i zabawa w jednym, czyli to co lubimy najbardziej

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)