Posłodzimy sobie troszkę? Mam dzisiaj dla Was prawdziwy rarytas i bombę witaminową w jednym, brzmi dobrze, prawda? Przyznam się, że nie przepadam za awokado, smakuje dla mi jak takie nieco oślizgłe i zmiażdżone pestki dyni. Do samych pestek nic nie mam, ale też nie jestem jakąś wielką fanką. No więc szkoda wielka, bo awokado to prawdziwa skarbnica witamin i np. zimą potrafi uratować życie. Zaczęłam więc kombinować, jakby tu to awokado nieco uzdatnić do jedzenia. Szukałam różnych smaków i mam kilka ciekawych i smakowitych propozycji, ale zacznę od tej absolutnie najlepszej. Przed Wami krem czekoladowy, który z powodzeniem mógłby konkurować w smaku z ciemną częścią Monte - to chyba brzmi jeszcze lepiej!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
21 lipca 2016
6 lipca 2016
Szpinakowa rozpusta + kilka naszych zasad żywienia dziecka
Tak wiem, znowu będzie o jedzeniu. Ale tym razem jeszcze inaczej, bo domowo i na wytrawnie z jednym z naszych ulubionych warzyw w roli głównej. Jednocześnie obiecuję, że w przyszłym tygodniu będzie więcej książek i fajnych propozycji zabawek plus w niedługiej przyszłości szykuję dla Was konkurs z fajną nagrodą. Mam nadzieję, że w ten sposób nieco osłodziłam Wam wizyty na blogu, bo dzisiaj post absolutnie bezcukrowy i obrzydliwie zdrowy.
4 lipca 2016
Głodne dziecko: Tajska restauracja Hot spoon w Łodzi
Od jakiegoś czasu pytam wciąż siebie, dlaczego czasu nie da się rozciągnąć? Jakby to było miło czasem wydłużyć sobie leniwy wieczór w domowym zaciszu, a skrócić do minimum czekanie w kolejce do lekarza! Albo na przykład dodać sobie kilka godzin w czasie dnia, kiedy potomka śpi i można napisać na przykład post albo przygotować jakieś materiały do zabaw (tylko przy okazji przydałoby się coś w stylu okruszków siły, żeby przy tym nie zasnąć).
Nawiedziły mnie tego typu przemyślenia, ponieważ pomiędzy jeżdżeniem za próbnikami farb a noszeniem szczap porąbanego drewna i kupowaniem cegieł, niewiele jest czasu na cokolwiek. A jak już uskubie się chwilę wieczorem, to nagle okazuje się, że człowiek zasypia z czołem przyklejonym do laptopa, ośliniając sobie paskudnie klawiaturę. W związku z tym dziś mało kreatywnie, za to niezwykle smakowicie, sami z resztą się przekonajcie.
27 maja 2016
Domowe sorbety
Mnóstwo
pracy, całe garście radości i prawdziwe góry pysznych smaków, pod takim
znakiem upłynął mi ostatni tydzień. Zrobiłam sporo testów, posprawdzałam co jak smakuje, gdzie
dosładzacz jest konieczny, a gdzie owoce dają radę bez niego (zawsze
trzeba ich najpierw spróbować, bo może się okazać, że są mniej słodkie
niż zwykle i wtedy coś słodzącego do sorbetu się przyda). Gdzie pasuje
banan, a gdzie nie, bo w świecie deserów banan jest bardzo ważnym owocem
;) Wyszedł mi z tego całkiem pokaźnych rozmiarów eksperyment kulinarny,
który od dłuższego czasu błądził po mojej głowie. A zatem do dzieła,
mam nadzieję, że Wam się ten post spodoba i przyda!
25 maja 2016
Domowe lody (bez maszyny)
Dziś mam dla Was coś naprawdę specjalnego. Robi się coraz cieplej, za chwilę Dzień Dziecka i gorące lato (miejmy nadzieję, że mniej upalne niż trzy poprzednie). Przy takiej okazji pojawia się chęć na lody, bo któż nie lubi lodów?! Dla każdego znajdzie się odpowiedni smak, w końcu mamy tak wiele cudownych smaków i połączeń. Dlatego zanim nastąpią prawdziwie letnie dni (które już czuć w powietrzu), proponuję nauczyć się wytwarzać domowe lody! I to bez maszyny!
Poniższy post jest kompilacją tego, co znajduje się na moim blogu kulinarnym, pomyślałam jednak, że fajnie będzie to wszystko zebrać tutaj w całość. W najbliższych dniach wrzucę Wam także całą listę przepisów na domowe sorbety ;)
15 kwietnia 2016
Matematyka jest Πękna: czas
Czas płynie, czas mija, czasu nie da się zatrzymać. Działając intensywnie w blogowym świecie i wychowując małą, nieziemsko energiczną istotę, da się to doskonale odczuć. Czy jednak dwulatka w ogóle pojmuje upływ czasu? Czy jesteśmy w stanie, tak małemu człowiekowi wprowadzić temat czasu tak, żeby go pojął? I to jeszcze w kontekście matematyki... Zadanie wydaje się dość karkołomne, zajrzyjcie więc w głąb posta i sprawdźcie, czy podołałyśmy.
6 stycznia 2016
Śnieżny dzień
Spadł pierwszy prawdziwy śnieg w tym roku. Do tego mamy dziś święto, więc cały dzień mógł z nami spędzić tata, a to zobowiązuje. Wyruszyliśmy więc na podbój zaśnieżonego podwórka i poniżej znajdziecie małą fotorelację. Żeby jednak wprowadzić się w odpowiedni nastrój, proponuję włączyć sobie w tle tę oto prześliczną piosenkę Kubusia Puchatka o śniegu, zaśpiewaną przez niezastąpionego Grzegorza Turnaua.
Od samego rana, kiedy Tosia wyjrzała przez okno i zobaczyła śnieg, nieustannie słyszeliśmy pytanie "Ulepimy dziś bałwana?" (tak, Tosia zna piosenkę, choć nie zna jeszcze bajki, na to jeszcze poczekamy trochę). Nie mieliśmy wyjścia, ubraliśmy się cieplutko i wyruszyliśmy, żeby opowiedzieć Tosi pewną historię, którą opowiem także Wam.
Była sobie kiedyś mała dziewczynka, która bardzo chciała obdarzyć kogoś swoją miłością, której miała naprawdę, naprawdę dużo. Pojawiali się różni kandydaci, ale żaden nie przebił się przez zmrożoną skorupkę, za którą dziewczynka ukryła swoje serce.
Dziewczynka rosła z każdym dniem, aż w końcu stała się kobietą. Lodowa skorupka wokół jej serduszka stała się jeszcze grubsza niż kiedyś i zaczęła się lękać, że nie zjawi się nikt, kto zdołałby ją skruszyć.
I kiedy straciła niemalże całą nadzieję, zdarzyło się coś niezwykłego. W miejscu, w którym zupełnie się tego nie spodziewała, spotkała kogoś, kto ją ogrzał. Radości, którą poczuła nie da się porównać z niczym. Wyjątkowy chłopiec był jednak także schowany za grubą warstwą lodu, jeszcze grubszą chyba niż ona i żeby się przez nią przebić, musiała się bardzo postarać. Musiała przejść przez lodowe mosty, pokonać lodowe potwory i przebyć skute lodem morza i góry. On czynił to samo z drugiej strony i dzięki temu spotkali się po środku nieprzebywalnej krainy, dzieląc trud między siebie. I kiedy na siebie spojrzeli, ich serca wyrwały się na wolność.
Tej miłości płynącej od nich obojga było tak wiele i cały czas rosła w siłę, uskrzydlając ich i czyniąc ich kraj piękniejszym i bogatszym. Nie mogli trzymać jej wyłącznie dla siebie, stworzyli więc razem małą dziewczynkę, której miłość była dopełnieniem historii i początkiem nowej.
Koniec psot!
25 listopada 2015
Przygody z książką 3: Mysi domek
Swój dzisiejszy post chciałam zacząć od kilku słów wstępu dotyczących mojej wielkiej miłości do miniatur. O tej miłości w zasadzie mało kto wie tak naprawdę, ponieważ nigdy nie miałam okazji, by jakikolwiek malutki domek stworzyć czy skompletować z gotowych elementów. Natomiast zawsze, gdy widzę jakieś małe dzieło sztuki, tak dokładne i zachwycająco realistyczne, moje serce bije szybciej i mocniej. Uwielbiam tę niesamowitą szczegółowość, którą prezentują najlepsze miniaturzystki, każdy element wystroju stworzonych przez nie domków zachwyca i jest tego zawsze tak dużo, że doprawdy nie wiadomo na czym zawiesić oko w pierwszej kolejności.
Nie wiem czy wiecie, ale są muzea, w których można obejrzeć domki z różnych epok i tworzone w różnym stylu i nie mówię tu o zmniejszonych zabytkach czy cudach świata, a po prostu o malutkich domkach z malutkimi mebelkami.
21 października 2015
Filmografia dla rodziców na Halloween
Wiecie jak jest, człowiek się stara troszczyć o własną kulturę, hołubi ją i pielęgnuję jak cenny kwiat, a tu podstępem wrasta w nią jakiś nowy element. Nie znoszę tego, a mimo to lubię Halloween... Jednocześnie bardzo sobie cenię nasze polskie Zaduszki i Wszystkich Świętych. Dla mnie to tak jakby oddzielne tematy, których nie można rozpatrywać razem. Halloween w żaden sposób nie zaburza pierwszego dnia listopada, bo zwyczajnie odbywa się wcześniej i towarzyszą mu zupełnie inne okoliczności. Gdyby tak między spacerującymi po cmentarzach i kontemplującymi ludźmi, zaczęły biegać strzygi i wilkołaki wołając "cukierek albo psikus!", wtedy zapewne miałabym ogromne psia (co nie przeszkadza mi nie lubić Walentynek, które przecież z niczym nie kolidują, po prostu ich nie lubię i już ;) ). Stan aktualny całkiem mi odpowiada, najpierw trochę się straszymy i oswajamy z tym strachem, by potem móc w spokoju i bez lęku kontemplować zaświaty i przeszłość.
21 września 2015
Po raz kolejny każą mi mówić o sobie
Już kiedyś pisałam o tym, że nie bardzo lubię pisać o sobie tak wprost KLIK. Natomiast o wyzwaniu Liebster blog award słyszałam już dość dawno temu, głównie poprzez blogi z recenzjami książkowymi i kulinarne, łańcuszek przyjemny ponieważ pomaga rozpromować nowe i mało znane blogi (takie jak mój na przykład). Zatem skoro może nam to pomóc w dotarciu do szerszej rzeczy czytelników, to czemu nie.
Na czym zatem polega cała zabawa? Najlepiej zacytuję, żeby niczego nie pogubić, albo nie przeinaczyć:
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za >>dobrze wykonaną robotę<<. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwośćich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
IGranie z Tosią zostało nominowane przez Martę z bloga Notatki przyszłej matki, za co bardzo dziękuję i przystępuję zatem do działania.
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za >>dobrze wykonaną robotę<<. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwośćich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
IGranie z Tosią zostało nominowane przez Martę z bloga Notatki przyszłej matki, za co bardzo dziękuję i przystępuję zatem do działania.
1. Książka, którą mogę czytać niezliczoną ilość razy to....?
Jest sporo takich książek, bo po prostu je uwielbiam. Skoro jednak muszę wybrać jedną, to mój wybór padnie na "Opowieści z Narnii". Jeśli rzuciliście okiem na poprzedni wpis tyczący się mojej osoby, to pewnie wiecie już, że jestem wielbicielką dobrej książki fantasy i seria autorstwa C.S.Lewisa dokładnie taka jest. Pełna magii, baśniowości, trochę nostalgiczna, z przygodą i postaciami, które nigdy nie są czarno-białe. Podoba mi się symbolika zawarta w tych historiach, to że można je czytać na różnych poziomach: jako dziecko czytać zwykłą opowieść przygodowo-fantastyczną, a jako dorosły człowiek można sięgnąć głębiej i czytać "Opowieści..." jako dość poważną alegorię, choć sam autor wolał aspekt chrześcijański w swoich książkach, nazywać "domniemanym". Jest w tym urok, jest w tym czar i bogactwo wyobraźni, które kocham ponad wszystko.
2. Kim chciałaś zostać w dzieciństwie?
Tak szczerze mówiąc, to nie do końca pamiętam. Głównie dlatego, że często mi się to zmieniało i w sumie do dzisiaj nie do końca wiem, kim chciałabym zostać. Głęboko na serca dnie, mam natomiast wpisane pewne marzenie, już od najwcześniejszych lat dziecięctwa powstałe. Nie wiem tylko, czy można to nazwać zawodem, ponieważ od zawsze chciałam pisać książki, być pisarzem, a jednocześnie bardzo wcześnie miałam świadomość, że ciężko z tego wyżyć i trzeba wymyślić coś obok. Taka była ze mnie świadoma dziewczynka ;)
Tak szczerze mówiąc, to nie do końca pamiętam. Głównie dlatego, że często mi się to zmieniało i w sumie do dzisiaj nie do końca wiem, kim chciałabym zostać. Głęboko na serca dnie, mam natomiast wpisane pewne marzenie, już od najwcześniejszych lat dziecięctwa powstałe. Nie wiem tylko, czy można to nazwać zawodem, ponieważ od zawsze chciałam pisać książki, być pisarzem, a jednocześnie bardzo wcześnie miałam świadomość, że ciężko z tego wyżyć i trzeba wymyślić coś obok. Taka była ze mnie świadoma dziewczynka ;)
3. Jakie miejsce, które zwiedziłaś najbardziej utkwiło Ci w pamięci?
W swoim życiu zwiedzałam bardzo dużo, szczególnie w podstawówce, ponieważ moja wychowawczyni była wielką fanką wszelkich podróży po Polsce. W pamięci natomiast najlepiej utkwiła mi wizyta w Ogrodzie Bajek w Międzygórzu, gdzie wspięłam się razem z rodzicami i siostrą. Historia była o tyle zabawna, że weszliśmy tam razem z naszym pinczerkiem, ukrytym w plecaku. Psiak miał złamaną nogę i nie mieliśmy ani serca zostawiać go pod opieką moich dziadków, zabraliśmy go w podróż w Góry Stołowe i tak z nami wędrował po szlakach, ukryty na dnie plecaka, czasem tylko wystawiał głowę i obserwował co się dzieje. Sam Ogród Bajek był natomiast miejscem bardzo urokliwym, pięknie położonym i wypełnionym po brzegi moimi ukochanymi bohaterami z dzieciństwa.
W swoim życiu zwiedzałam bardzo dużo, szczególnie w podstawówce, ponieważ moja wychowawczyni była wielką fanką wszelkich podróży po Polsce. W pamięci natomiast najlepiej utkwiła mi wizyta w Ogrodzie Bajek w Międzygórzu, gdzie wspięłam się razem z rodzicami i siostrą. Historia była o tyle zabawna, że weszliśmy tam razem z naszym pinczerkiem, ukrytym w plecaku. Psiak miał złamaną nogę i nie mieliśmy ani serca zostawiać go pod opieką moich dziadków, zabraliśmy go w podróż w Góry Stołowe i tak z nami wędrował po szlakach, ukryty na dnie plecaka, czasem tylko wystawiał głowę i obserwował co się dzieje. Sam Ogród Bajek był natomiast miejscem bardzo urokliwym, pięknie położonym i wypełnionym po brzegi moimi ukochanymi bohaterami z dzieciństwa.
4. Nie mogę żyć bez blogowania bo....?
Pobudza moją wyobraźnię. Zarówno blog kulinarny, który sprawia, że nasze posiłki są bardzo rozmaite, bo ciągle chcę odkrywać i dzielić się z czytelnikami czymś nowym, jak IGranie, gdzie czuję nieustanną motywację do wymyślania i szukania coraz to nowych ciekawostek, zabaw, książek i zabawek.
Pobudza moją wyobraźnię. Zarówno blog kulinarny, który sprawia, że nasze posiłki są bardzo rozmaite, bo ciągle chcę odkrywać i dzielić się z czytelnikami czymś nowym, jak IGranie, gdzie czuję nieustanną motywację do wymyślania i szukania coraz to nowych ciekawostek, zabaw, książek i zabawek.
5. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Moim największym marzeniem w tej chwili jest wydanie książki. Może kiedyś mi się to uda, bo próbuję co chwilę nowego sposobu, by to osiągnąć.
Moim największym marzeniem w tej chwili jest wydanie książki. Może kiedyś mi się to uda, bo próbuję co chwilę nowego sposobu, by to osiągnąć.
6. Ulubiony sposób na relaks?
Czytanie. Zawsze i wszędzie, uwielbiam czytać. Na ławce w parku, w domu w fotelu okryta kocykiem z kubkiem herbaty w ręku, na dworze kiedy Tosia grzebie się w piaskownicy, przed snem i w trakcie dnia, kiedy na przykład gotuję. Odpręża mnie to niesamowicie i pozwala umysłowi wywędrować tajemną ścieżką gdzieś daleko.
Czytanie. Zawsze i wszędzie, uwielbiam czytać. Na ławce w parku, w domu w fotelu okryta kocykiem z kubkiem herbaty w ręku, na dworze kiedy Tosia grzebie się w piaskownicy, przed snem i w trakcie dnia, kiedy na przykład gotuję. Odpręża mnie to niesamowicie i pozwala umysłowi wywędrować tajemną ścieżką gdzieś daleko.
7. Twoja wymarzona praca?
Hm, w zasadzie nie będzie to konkretny zawód, ale warunki, jakie według mnie powinna spełniać praca, żeby była wymarzona. Mianowicie, chciałabym żeby praca sprawiała mi radość, była tym, co lubię, co kocham i mnie rozwija. Żebym nie czuła, że poniedziałek jest złym dniem, bo muszę iść w miejsce, którego szczerze nie lubię. Chciałabym czuć się w pracy dobrze.
Hm, w zasadzie nie będzie to konkretny zawód, ale warunki, jakie według mnie powinna spełniać praca, żeby była wymarzona. Mianowicie, chciałabym żeby praca sprawiała mi radość, była tym, co lubię, co kocham i mnie rozwija. Żebym nie czuła, że poniedziałek jest złym dniem, bo muszę iść w miejsce, którego szczerze nie lubię. Chciałabym czuć się w pracy dobrze.
8. Twoją ulubioną potrawą jest...?
To jest pytanie za milion złotych, bo uwielbiam naleśniki i wie to każdy, kto mnie dobrze choć troszeczkę zna. Jestem tak uzależniona od naleśników we wszelkiej postaci, że tylko rozsądek dzieli mnie od jedzenia ich codziennie.
To jest pytanie za milion złotych, bo uwielbiam naleśniki i wie to każdy, kto mnie dobrze choć troszeczkę zna. Jestem tak uzależniona od naleśników we wszelkiej postaci, że tylko rozsądek dzieli mnie od jedzenia ich codziennie.
9. Morze czy góry?
Góry. Bez dwóch zdań, jestem gorącą miłośniczką wspinania się. W górach zawsze jest coś do roboty, zawsze jest coś nowego do odkrycia, niezależnie czy jest się w danym miejscu po raz pierwszy czy setny. Góry to tajemnica, potęga, cudowne zmęczenie i odkrywanie. Morze natomiast kojarzy mi się głównie z leżeniem na piasku i opalaniem się w skwarze, albo chowaniem się w czasie deszczu po pokojach hotelowych. Ani jedno, ani drugie mnie nie kręci.
Góry. Bez dwóch zdań, jestem gorącą miłośniczką wspinania się. W górach zawsze jest coś do roboty, zawsze jest coś nowego do odkrycia, niezależnie czy jest się w danym miejscu po raz pierwszy czy setny. Góry to tajemnica, potęga, cudowne zmęczenie i odkrywanie. Morze natomiast kojarzy mi się głównie z leżeniem na piasku i opalaniem się w skwarze, albo chowaniem się w czasie deszczu po pokojach hotelowych. Ani jedno, ani drugie mnie nie kręci.
10. Twoje 3 najmocniejsze strony to...?
Przede wszystkim cierpliwość, nieziemska, niewyobrażalna cierpliwość (przede wszystkim do męża :P), do tego opanowanie, mało co jest mnie w stanie ruszyć i już się kilka razy przekonałam, że nawet w emocjonujących, trudnych sytuacjach jestem w stanie zachować zimną krew. A ostatnia z cech/stron to poczucie humoru, śmieszka heheszka ze mnie i rzadko umiem zachować powagę, wolę się wydurniać.
Przede wszystkim cierpliwość, nieziemska, niewyobrażalna cierpliwość (przede wszystkim do męża :P), do tego opanowanie, mało co jest mnie w stanie ruszyć i już się kilka razy przekonałam, że nawet w emocjonujących, trudnych sytuacjach jestem w stanie zachować zimną krew. A ostatnia z cech/stron to poczucie humoru, śmieszka heheszka ze mnie i rzadko umiem zachować powagę, wolę się wydurniać.
11. Oprócz blogowania Twoja pasja to...?
Mam ich kilka, przede wszystkim kreatywne spędzanie czasu z Tosią, lubię szperać po Internetach i wyszukiwać różne cuda, które mogłybyśmy razem zrobić. Kocham też planszówki i cieszy mnie, że stają się coraz popularniejsze. Gram też w LARPach, a nawet dwa napisałam sama (trzeci jest w trakcie powstawania). Uwielbiam pisać i piszę sporo, bardzo różnych rzeczy, od opowiadań fantazy, po powieści dla młodzieży. No i gotuję, piekę, smażę itd.
Pytania bardzo przyjemne, w dużej ilości, ale w sumie lekko się na nie odpowiadało. Teraz moja kolej, żeby pomaglować:
Kawa z cukrem
Bawimy się my trzy
360 Przygód
Świat Zosi
Mama Janka i ON
Mama notuje
Oh Meg
Cover Baby
Zuzinkowa mama
Kiedy mama nie śpi
Panna Swawolna
A pytania brzmią następująco:
1. Jakie jest twoje wymarzone miejsce, które chciałabyś zobaczyć?
2. Zrywanie się o świcie, czy siedzenie po nocy?
3. Twoja ulubiona zabawa z dzieciństwa to...?
4. Jaki jest twój ulubiony serial?
5. Gdybyś mogła stworzyć idealną krainę, jak by ona wyglądała?
6. Ulubiona pora roku i dlaczego akurat ta?
7. Co w sobie lubisz najbardziej?
8. W mężczyznach najbardziej cenię...?
9. Co dało ci blogowanie?
10. Gdybyś miała wymyślić postać z bajki, jaka by ona była?
11. Na bezludną wyspę zabrałabym... (wymień 3 rzeczy)?
Mam nadzieję, drogie Panie, że skusicie się na moje pytania ;)
Mam ich kilka, przede wszystkim kreatywne spędzanie czasu z Tosią, lubię szperać po Internetach i wyszukiwać różne cuda, które mogłybyśmy razem zrobić. Kocham też planszówki i cieszy mnie, że stają się coraz popularniejsze. Gram też w LARPach, a nawet dwa napisałam sama (trzeci jest w trakcie powstawania). Uwielbiam pisać i piszę sporo, bardzo różnych rzeczy, od opowiadań fantazy, po powieści dla młodzieży. No i gotuję, piekę, smażę itd.
Pytania bardzo przyjemne, w dużej ilości, ale w sumie lekko się na nie odpowiadało. Teraz moja kolej, żeby pomaglować:
Kawa z cukrem
Bawimy się my trzy
360 Przygód
Świat Zosi
Mama Janka i ON
Mama notuje
Oh Meg
Cover Baby
Zuzinkowa mama
Kiedy mama nie śpi
Panna Swawolna
A pytania brzmią następująco:
1. Jakie jest twoje wymarzone miejsce, które chciałabyś zobaczyć?
2. Zrywanie się o świcie, czy siedzenie po nocy?
3. Twoja ulubiona zabawa z dzieciństwa to...?
4. Jaki jest twój ulubiony serial?
5. Gdybyś mogła stworzyć idealną krainę, jak by ona wyglądała?
6. Ulubiona pora roku i dlaczego akurat ta?
7. Co w sobie lubisz najbardziej?
8. W mężczyznach najbardziej cenię...?
9. Co dało ci blogowanie?
10. Gdybyś miała wymyślić postać z bajki, jaka by ona była?
11. Na bezludną wyspę zabrałabym... (wymień 3 rzeczy)?
Mam nadzieję, drogie Panie, że skusicie się na moje pytania ;)
25 sierpnia 2015
Flamberg, czyli nasze wakacje
Powróciliśmy z wakacyjnych wojaży przede wszystkim niesamowicie
zmęczeni, ale i szczęśliwi, że udało się ten czas spędzić razem, w
dodatku wyłącznie na świeżym powietrzu i w naprawdę zacnym towarzystwie. Biegaliśmy po lasach i skałkach, oglądaliśmy ruiny zamku i jedliśmy lody, szaleliśmy na placach zabaw, jeździliśmy wypasionymi samochodami z napędem na jedną mamę lub jednego tatę, ale przede wszystkim graliśmy razem w LARPie! To był pierwszy LARP Tosi i muszę przyznać, że grała fantastycznie, rewelacyjnie wczuwając się w rolę małej krasnoludzkiej dziewczynki. Kiedy ją użądliła pszczoła, nawet nie pisnęła, dopiero po chwili zauważyłam, że ma trochę opuchniętą rączkę, a po pół godzinie wszystko otęchło i został ślad jak po ugryzieniu komara, prawdziwie krasnoludzka twarda i odporna skóra. Do tego urządziła przed innymi graczami swoją popisową scenę, chwyciła za młotek i z namaszczeniem zaczęła uderzać w kowadło (kowadło ze styropianu z metalową płytką po środku). Świetnie odnalazła się w świecie gry, zaprzyjaźniła się z dziewczynkami, które grały z nami na lokacji (nasze miejsce na terenie gry z małą chatką, gdzie potomkini udało się nawet przysnąć na drzemce). Zrobiliśmy też specjalny znak, który miał informować innych graczy, że Tosia śpi, jeszcze chyba nigdy w historii Flambergu nie zdarzyło się, żeby kawałek terenu przez dwie godziny był tak cichy i spokojny, wszyscy chodzili wręcz na paluszkach.
Spędziliśmy na terenie gry cały piątek, trzeba więc było wymyślić też coś dla Tosi do zabawy i do tego w klimacie, żadne plastikowe zabawki nie wchodziły w grę, ani pluszowe misie czy nawet współczesne książki. To musiało być coś, czym spokojnie mogłyby się bawić dzieci nawet trzysta czy czterysta lat temu. Do tego Tosia nie umie zasnąć bez czegoś do przytulenia, a najlepiej żeby to był szczur, w końcu jest Królową Szczurów. Pasowało to do klimatu krasnoludów, gdyż jak niektórzy z Was być może wiedzą, krasnoludzkim przysmakiem jest szczur w sosie własnym ;) Uszyłam więc wyjątkowego, lnianego szczura z guzikowymi oczami i nitkowymi wąsami. Tłustego szczurasa z długaśnym ogonem, który podbił tosiowe serce. Nikt inny na świecie nie ma takiego szczura, więc myślę, że będzie dla niej cennym nabytkiem. W tej chwili towarzyszy małej wszędzie, nawet przy jedzeniu rodzynek.
Wykorzystaliśmy też część urodzinowego prezentu Tosi, czyli drewniane klocki i dokupiliśmy do nich małe stadko drewnianych zwierzątek. Nie sądziłam, że zrobią taką furorę. Na naszą lokację przychodziły też inne dzieci specjalnie, żeby pobawić się zwierzątkami. Budowały im małą farmę z klocków, chrumkały, muczały i miauczały. Było naprawdę wesoło, a cała farma nadal jest w intensywnym użyciu. Szczerze mogę ją polecić, jest wytrzymała i pięknie pobudza małoletnią wyobraźnię.
Muszę też Wam opowiedzieć historię stroju Tosi, gdyż przez niego właśnie nie udało mi się na IGraszki wrzucić jeszcze jednego posta przedwakacyjnego, którego miałam w planach. Zamówiliśmy bowiem w sklepie LARPowym dwie koszule dla nas i sukienkę dla małej, wszystko z czerwonego lnu, żeby do siebie pasować. Zamówienie przyszło dość późno, bo w środę na trzy dwa dni przed naszym wyjazdem. Koszule są piękne, co z resztą możecie zobaczyć na zdjęciach, sukienka również robiła wrażenie, ale... jest uszyta na trzyletnie dziecko... Nijak nie dało się jej zmniejszyć czy dopasować do Tosi, może za rok przy małych poprawkach uda jej się w niej pohasać, ale w tym roku nie dość, że by się w niej upiekła (ma długi rękaw i sięga do ziemi), to jeszcze by w niej utonęła. Trochę się tym załamałam i kompletnie nie wiedziałam co zrobić, aż zanurkowałam w naszych strojach i z dna kufra wygrzebałam zieloną tunikę, która idealnie pasowała do zaplanowanych na nasze stroje spodni. Decyzja była ekspresowa, szyję sukienkę dla Tosi sama. Małżonek zajął się zatem dziecięciem, a ja przystąpiłam do dzieła. Robiłam wszystko na ślepo, bo był już wieczór i mała miała iść spać, nie miałam więc szans na dużo przymiarek. Chwyciłam pierwszy z brzegu rampers Tosi i od niego odszyłam górę, dół zrobiłam na oko. Spięłam wszystko agrafkami i po pierwszej przymiarce okazało się, że sukienka jest stanowczo za ciasna, wykroiłam więc jeszcze kliny na boki, kompletnie w ciemno. Tosia już spała, a czas się kurczył, zszyłam więc wszystko (najpierw przez godzinę przypominając sobie jak działa stara maszyna mojej teściowej), mając szczerą nadzieję, że będzie dobrze. Efekt możecie obejrzeć na zdjęciach. Ja byłam w każdym razie mile zaskoczona tym, jak wszystko wyszło. Wystarczyło kilka czerwonych dodatków, żeby Tosia pasowała do naszej krasnoludzkiej rodzinki idealnie. A czerwona suknia będzie idealna na przyszły rok a nawet za dwa lata :P
A na koniec klasa koszulka flambergowa w rozmiarze mikro :)
A chętnych żeby dowiedzieć się czegoś więcej na temat Flambergu, czym to jest, gdzie to jest i kiedy, zapraszam na stronę KLIK.
Zdjęcia z Flambergu są autorstwa Justyny Poprawy oraz Szymona Stachańczyka.
Zdjęcia z Flambergu są autorstwa Justyny Poprawy oraz Szymona Stachańczyka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























































