Dzień Babci i Dzień Dziadka zbliżają się wielkimi krokami. Wielu z Was zapewne poszukuje już pomysłów i inspiracji na laurki i inne ozdoby, które można wykonać z dziećmi, a które na pewno ucieszą seniorów rodu. Przygotowałyśmy zatem razem z Tosią kilka propozycji, które w ciągu najbliższych dni przejmą kontrolę nad blogiem. Mam nadzieję, że któraś z koncepcji Wam się spodoba, albo zainspiruje do własnych eksperymentów z potomkami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby. Pokaż wszystkie posty
8 stycznia 2016
7 grudnia 2015
12 sekretów: prezent od serca (DIY)
Po moim ukochanym październiku, zwykle pełnym uśmiechu, złotych liści i ciepłego jeszcze słońca, zawsze nadchodzi szary, bury i smutny listopad. Listopad, w którym ciężko zmobilizować się do działania, który sprzyja przysypianiu i spadkowi energii. U nas w domu zadziałał jednak dość mobilizująco i w tym właśnie miesiącu zrobiłam mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim mieliśmy dwie duże wyprawy z mnóstwem eksperymentów (o czym możecie sobie przeczytać we wpisie z Dziecka na warsztat KLIK), opracowaliśmy także listę i dokonaliśmy zakupu oraz własnoręcznego stworzenia wszystkich prezentów gwiazdkowych, ja zdałam egzamin teoretyczny na prawo jazdy i zabrałam się ostro za przygotowania do zdania egzaminu praktycznego, wszyscy razem i każde z osobna, przeczytaliśmy też w tym miesiącu mnóstwo świetnych książek.
W ramach projektu 12 sekretów, chciałabym Wam więc pokazać jeden z prezentów, który robimy własnoręcznie, bo według mnie robiąc coś samodzielnie, wkładamy w to najwięcej serca. Tak też jest u nas. Wyszperać coś w Internecie jest dość łatwo, złazić się po sklepach nieco trudniej, ale nadal jest to coś znalezionego, co stworzył ktoś inny. Gdy jednak weźmiemy w ręce coś, co jest w zasadzie niczym i do niczego nie służy i zrobimy z tego cudowną zabawkę czy też przydatny drobiazg dla bliskiej osoby, wtedy dzieje się prawdziwa magia, magia Świąt.
12 października 2015
Jesienne stemplowanie
Wszędzie naokoło połyskują piękne i pomysłowe prace jesienne uczynione dziecięcymi dłońmi (i stopami czasem też). Jakże więc obojętnie przejść obok tak cudownej szansy wybawienia się z dzieckiem, wybabrania i stworzenia czegoś ładnego? Nie da się, mówię Wam, próbowałam i się nie da! Zatem przystąpiłyśmy z Tośką do pracy, wyciągnęłyśmy zestaw do malowania w domu, rozłożyłyśmy go na podłodze i zaczęłyśmy działać.
Do stemplowania użyłyśmy przede wszystkim gąbki, ale także korka i ułamanej rączki od czegoś kuchennego, w tej chwili nawet ciężko mi jest powiedzieć czym dokładnie była kiedyś. Następnym razem posłużymy się jeszcze różnej wielkości pokrywkami od słoików i liśćmi samymi w sobie. Zastanawiałam się przez chwilę nad stemplowaniem jabłkami, gruszkami i ziemniakami, ale jakoś serce mnie boli, że takie dobre jedzonko miałoby się później zmarnować. Taki łasuch ze mnie.
Jeśli ktoś z Was miałby chęć stworzyć takie drzewko jak my, albo totalnie inne, nie ma natomiast czasu na szukanie albo tworzenie gotowych szablonów, zamieszczam w zakładce "Do wydruku" pliczek z pniem drzewa oraz całym drzewem KLIK. Drzewo wystarczy wydrukować i dać dziecku do zabawy, pień natomiast radziłabym wyciąć i przykleić na większy karton (im mniejsze dziecko, tym większej przestrzeni do pracy potrzebuje, stąd także plik z samym pniem).
Poniżej fotorelacja z naszej zabawy i efektów pracy.
Najpierw Tosia zabrała się za twórczość swobodną i całkowicie własną, żeby zapoznać się z działaniem stempelków. Mama w tym czasie wycinała i przyklejała na karton pień drzewa.
Tak wyglądała nasza kartka zanim naniosłyśmy na nią stosowne ulepszenia. Starsze dzieci oczywiście nie muszą mieć żadnych udogodnień i można im dać całkowicie czystą kartkę, żeby stworzyły drzewo od początku do końca same. Z małą Tosią musiałyśmy się jednak wesprzeć małym gotowcem :)
Artystka przystąpiła do tworzenia dzieła, trochę trudno było ją namówić, żeby ciapnęła coś u góry, zdecydowanie wolała spadające i fruwające wokół pnia liście, niż takie jeszcze przytwierdzone do korony.
W tym momencie mniej więcej wpadłam na to, że może młodej być nieco niewygodnie sięgać tak daleko i obróciłam kartkę. W końcu kto powiedział, że malować można tylko w jednej pozycji? Od tego momentu inwencja twórcza ruszyła prawdziwą lawiną i Tosia użyła wszelkich narzędzi, żeby drzewko upiększyć (mama też była narzędziem i słyszała nieustanne prośby, żeby spróbować stemplowania...)
Na koniec postanowiłyśmy się jeszcze trochę pobawić, jako że zostało nam nieco farb. Pozwoliłam zatem potomce na bieganie po kartkach. Była tym mocno skonsternowana i po chwili stwierdziła, że trzeba wyprać skarpetki, bo są brudne i koniec. Taka mi mała czyścioszka rośnie.
Zabawa była naprawdę świetna i gorąco polecam ją wszystkim rodzicom roczniaków. Warto wypróbować różne stempelki i użyć wszystkiego co nam wpadnie w ręce, poza tym, co wymieniłam wcześniej, do głowy przychodzą mi jeszcze: waciki, płatki kosmetyczne czy szczoteczki do zębów. Każde z tych narzędzi zostawi ciekawy wzór, nie tylko do ozdobienia drzewa, ale może na przykład do zrobienia jeża w liściach? Albo wiewiórki siedzącej na gałęzi?
My przymierzamy się do kolejnej plastycznej zabawy, tym razem z klejem, którego Tosia nie miała jeszcze okazji używać, a czas chyba najwyższy.
Koniec psot!
Poniżej fotorelacja z naszej zabawy i efektów pracy.
Najpierw Tosia zabrała się za twórczość swobodną i całkowicie własną, żeby zapoznać się z działaniem stempelków. Mama w tym czasie wycinała i przyklejała na karton pień drzewa.
Tak wyglądała nasza kartka zanim naniosłyśmy na nią stosowne ulepszenia. Starsze dzieci oczywiście nie muszą mieć żadnych udogodnień i można im dać całkowicie czystą kartkę, żeby stworzyły drzewo od początku do końca same. Z małą Tosią musiałyśmy się jednak wesprzeć małym gotowcem :)
Artystka przystąpiła do tworzenia dzieła, trochę trudno było ją namówić, żeby ciapnęła coś u góry, zdecydowanie wolała spadające i fruwające wokół pnia liście, niż takie jeszcze przytwierdzone do korony.
W tym momencie mniej więcej wpadłam na to, że może młodej być nieco niewygodnie sięgać tak daleko i obróciłam kartkę. W końcu kto powiedział, że malować można tylko w jednej pozycji? Od tego momentu inwencja twórcza ruszyła prawdziwą lawiną i Tosia użyła wszelkich narzędzi, żeby drzewko upiększyć (mama też była narzędziem i słyszała nieustanne prośby, żeby spróbować stemplowania...)
Na koniec postanowiłyśmy się jeszcze trochę pobawić, jako że zostało nam nieco farb. Pozwoliłam zatem potomce na bieganie po kartkach. Była tym mocno skonsternowana i po chwili stwierdziła, że trzeba wyprać skarpetki, bo są brudne i koniec. Taka mi mała czyścioszka rośnie.
Zabawa była naprawdę świetna i gorąco polecam ją wszystkim rodzicom roczniaków. Warto wypróbować różne stempelki i użyć wszystkiego co nam wpadnie w ręce, poza tym, co wymieniłam wcześniej, do głowy przychodzą mi jeszcze: waciki, płatki kosmetyczne czy szczoteczki do zębów. Każde z tych narzędzi zostawi ciekawy wzór, nie tylko do ozdobienia drzewa, ale może na przykład do zrobienia jeża w liściach? Albo wiewiórki siedzącej na gałęzi?
My przymierzamy się do kolejnej plastycznej zabawy, tym razem z klejem, którego Tosia nie miała jeszcze okazji używać, a czas chyba najwyższy.
Koniec psot!
31 lipca 2015
Malowanie rękami
Przy okazji ozdabiania kija deszczowego, o czym TUTAJ, pobawiliśmy się też trochę w bardziej klasyczne malowanie palcami, po zwykłej kartce papieru. Tosi zabawa wielce przypadła do gustu, nie bez powodu mówi się, że malowanie to jedna z ulubionych aktywności dzieci. To na pewno bardzo fajne doznanie sensoryczne, taplanie się w gęstych maziach, w dodatku kolorowych, genialnie stymuluje zmysły. Do tego każde maźnięcie ręką tworzy wzór, który można rozwijać, dodawać nowe elementy i wzbogacać zgodnie z twórczą inwencją. A już nawet takie maluchy jak Tosia mają inwencję twórczą, oj mają! Malując rękami dziecko ma więcej swobody niż przy pędzelku czy gąbce, choć te są zdecydowanie precyzyjniejsze, na wczesnych etapach rozwoju precyzja jest jednak najmniej istotna. Zabawę polecam nawet najmniejszym, choć jeśli boicie się o swoje meble i ubrania, polecam nieco inny sposób malowania. Wystarczy zaopatrzyć się w woreczek strunowy (np. duży woreczek do mrożenia), umieścić w środku kilka kolorów farby - tu już nie ma znaczenia czy będzie przeznaczona do malowania palcami, czy nie - zamknąć woreczek, położyć przed dzieckiem i obserwować. Doznania dotykowe są tu niestety znacznie mniejsze, ale zabawa na pewno będzie bardzo przyjemna. O malowaniu bez brudzenia możecie więcej poczytać TUTAJ, u Agnieszki z Kreatywnika.
A teraz mała fotorelacja z bonusem, który mam nadzieję Was nie przestraszy :D
A oto pierwsze obrazy, troszkę w nich też naszej inwencji, ale Tosia nigdy nie lubi bawić się sama, zawsze musimy jej pomagać i dodawać swoje trzy grosze. Wydaje mi się, że takie zachowanie wynika z tego, że mała chce sobie dokładnie obejrzeć jak my coś robimy, przygląda się nawet po kilkadziesiąt razy zamęczając nas w nieskończoność, byśmy powtarzali tę samą czynność. I ostatecznie działa sama, co jest cudowne!
Na koniec obiecany bonus w formie małego ostrzeżenia. Zabawy w malowanie palcami mogą się skończyć przeniesieniem kreatywności dziecka na inne sfery, na przykład na jedzenie. W końcu zupa czy jogurt naturalny mają nieco podobną konsystencję do gęstej farby, więc czemu nie? Nie dacie rady wytłumaczyć czym różnią się obie te sytuacje i nie wiem czy jest sens. Ja stwierdziłam, że skoro Tosia zaczęła mi z lubością mazać po stole, zamiast się denerwować, podetknę jej ręcznik papierowy. I tak też powstały obrazy z zupy jagodowej, muszę przyznać, że mają swój urok, choć znikomą trwałość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































