Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 0 plus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 0 plus. Pokaż wszystkie posty

16 września 2016

Obrazy z kamieni, na wodzie malowane


Pragniemy, żeby nasze dzieci były mądre i bystre, żeby radziły sobie w życiu tak dobrze jak nikt inny. Dajemy mu edukacyjne zabawki i sprzyjające środowisko, tworzymy cały świat, żeby nasz potomek wyrósł tak inteligentny, jak to tylko możliwe. Tymczasem ja dzisiaj apeluję, żeby nieco zwolnić i przyjrzeć się światu. Poszukać rzeczy tak po prostu ładnych i cieszących oko. Stworzyć coś, co nie służy ani rozwijaniu intelektu, ani wielkim osiągnięciom, a jedynie ma być przyjemne i tak zwyczajnie, po ludzku ładne.
Ale dzisiaj jestem przewrotna, co?

1 września 2016

Scavenger hunt, czyli polowanie w ZOO


Jak często bywacie w ZOO? Lubicie te odprężające spacery, czy też bojkotujecie całą instytucję (bez dzieci łatwiej, im dzieci starszym, tym trudniej odwieźć je od pomysłu)? Ja mam wielki problem z tym miejscem. Mam bowiem cały czas z tyłu głowy wiedzę na temat jak czują się zwierzęta w za małych klatkach, samotne i daleko od naturalnego środowiska. Wiem też, że często opiekują się nimi nieodpowiedni ludzie, kompletnie do tego nie przygotowani, albo w ogóle nieodpowiedni do tego typu pracy. A jednocześnie uwielbiam ZOO i nic na to nie mogę poradzić. Wiem też, że to być może jedyny sposób, żeby zobaczyć egzotyczne zwierzęta. Zatem skoro czuję wewnętrzną konieczność, żeby od czasu do czasu wybrać się tam z potomką, to chociaż niechaj te nasze wyprawy będą głębsze i niosą z sobą spory bagaż wiedzy. Jak to zrobić? Odpowiedź w poście.

6 czerwca 2016

Wielkie Bańki


Trochę nas ostatnio mało, a głównym winowajcą jest wykańczające wykańczanie naszej przyszłej dziupli. Jeszcze tylko przetrwać wakacje i będziemy na swoim! Szykujcie się więc na to, że w okolicach października pokażę otoczenie domowe, w pełni zaadaptowane do metodyki pedagogiki Montessori. Mam zamiar stworzyć Tosi warunki jak najbardziej zbliżone do wizji niesamowitej Pani Marii. Zbieram się też cały czas, żeby napisać Wam nieco o tej pedagogice, o czym już wspominałam, ale jeszcze mam wrażenie, że wiem za mało, żeby stworzyć taki post. Mam nadzieję, że do września ten stan się zmieni i IGranie wzbogaci się o nową serię.
Tymczasem dziś lekko i bardzo wakacyjnie, idealnie na ciepłe, acz trochę wilgotne dni. Blisko godzina spędzona na zabawie ogromnymi, cudownie morfującymi bańkami to coś, czego absolutnie nie wolno Wam nie wypróbować!

27 maja 2016

Domowe sorbety

 

Mnóstwo pracy, całe garście radości i prawdziwe góry pysznych smaków, pod takim znakiem upłynął mi ostatni tydzień. Zrobiłam sporo testów, posprawdzałam co jak smakuje, gdzie dosładzacz jest konieczny, a gdzie owoce dają radę bez niego (zawsze trzeba ich najpierw spróbować, bo może się okazać, że są mniej słodkie niż zwykle i wtedy coś słodzącego do sorbetu się przyda). Gdzie pasuje banan, a gdzie nie, bo w świecie deserów banan jest bardzo ważnym owocem ;) Wyszedł mi z tego całkiem pokaźnych rozmiarów eksperyment kulinarny, który od dłuższego czasu błądził po mojej głowie. A zatem do dzieła, mam nadzieję, że Wam się ten post spodoba i przyda!

25 maja 2016

Domowe lody (bez maszyny)


Dziś mam dla Was coś naprawdę specjalnego. Robi się coraz cieplej, za chwilę Dzień Dziecka i gorące lato (miejmy nadzieję, że mniej upalne niż trzy poprzednie). Przy takiej okazji pojawia się chęć na lody, bo któż nie lubi lodów?! Dla każdego znajdzie się odpowiedni smak, w końcu mamy tak wiele cudownych smaków i połączeń. Dlatego zanim nastąpią prawdziwie letnie dni (które już czuć w powietrzu), proponuję nauczyć się wytwarzać domowe lody! I to bez maszyny!
Poniższy post jest kompilacją tego, co znajduje się na moim blogu kulinarnym, pomyślałam jednak, że fajnie będzie to wszystko zebrać tutaj w całość. W najbliższych dniach wrzucę Wam także całą listę przepisów na domowe sorbety ;)

14 kwietnia 2016

Radio i piosenki dla dzieci - Przegląd


Całe wieki nie pokazywałam Wam żadnego ciekawego zestawienia, dziś więc przed Wami nasze muzyczne hity, czyli to czego słuchamy namiętnie i nieustannie, delektując się dźwiękiem i słowem. Zapraszam w podróż po pięciolinii, zamknijcie oczy, dajcie się ponieść nutom i dajcie się zarazić tym cudownym bakcylem! A śpiewać i tańczyć oraz raczyć ucho pięknym dźwiękiem zawsze warto i to od pierwszych miesięcy życia, a najlepiej jeszcze w łonie matki. Bo muzyka łagodzi obyczaje, rozwija zmysły (nie tylko słuchu, ale i niesamowicie ważny, a zaniedbywany ostatnio zmysł kinestetyczny, czyli propriocepcję - w czasie tańca), a także rozwija mowę i świetnie ćwiczy pamięć. Najlepszą reklamą będzie nasza dwulatka, która bez trudu rozpoznaje ulubione piosenki po pierwszych taktach, potrafi zaśpiewać kilka piosenek (Ta Dorotka, Jabłuszko pełne snów, Jadą jadą misie, Krasnoludki, Konik na biegunach i kilka innych), a jej ulubioną audycją w radiu jest Rytmika. Nie zastanawialiśmy się też długo i jutro wybywamy na zajęcia z rytmiki dla maluchów, już się nie możemy doczekać! A teraz wio, zagłębiać się w post.

8 września 2015

Wielka Księga Polskiej Poezji dla dzieci


Są takie wiersze, których się nie zapomina, które żyją ponad czasem i ponad przemianami pokoleniowymi. Choć książki pisane prozą często z czasem stają się niezrozumiałe, a ukazane w nich problemy przechodzą do lamusa, literaturę piękną zawsze ratują wiersze. Bo wiersze przemawiają do tego, co w człowieku niezmienne, tego co stałe mimo automatyzacji życia codziennego, zmian społecznych i zawirowań historii. Wiersze trącają głęboko ukrytą nutę, poruszają emocje, działają na zmysły. Dzieci wiele się w tym nie różnią od dorosłych. Czytając Asnyka, Pawlikowską-Jasnorzewską, księdza Jana Twardowskiego, Słowackiego czy Krasickiego, nadal rozumiem zawarte w ich utworach przekazy, czuję i rozumiem całą sobą, nie muszę używać na co dzień słów, które oni stosują, nie muszę żyć w ich epoce, żeby ich wiersze do mnie przemawiały. I tak jest też z wierszami polskich poetów piszących dla dzieci.








Tosia, a także wielu jej rówieśników oraz młodsze i starsze dzieci, które znam, uwielbiają polskie wiersze, klasyki gatunku. Co ciekawe znacznie lepiej moje dziecko reaguje na Lokomotywę, Ptasie radio czy Na straganie, niż na współczesne wiersze, choć może po prostu jeszcze nie trafiły w nasze ręce dobre współczesne utwory. W każdym razie postanowiłam się nie rozdrabniać i zakupiłam dość opasłe tomiszcze, w którym znajduje się spora ilość dobrych, starych wierszydeł od znanych i powszechnie lubianych poetów. Myślę, że była to decyzja dobra jak każda inna, równie dobrze mogłoby to być kilka mniejszych książeczek, też by zdały egzamin. Natomiast urzekło mnie wydanie i ilustracja, bardzo piękna kreska, kolorowa ale nie nachalna, bez kiczu, bardzo naturalna.





Podoba mi się lekkie rozmycie kolorów, ich łagodność, bez cekinów, morza różu i błękitu czy dziwnych wykrzywionych postaci. Jestem wielką fanką ilustracji rustykalnej oraz vintage i ta książka spełnia moje oczekiwania w tym względzie. Co bardzo ważne, kolejne wiersze są opatrzone obrazkami, które pasują do treści, ale jej nie ujawniają. Patrząc na samą ilustrację bez wiersza, łatwo się domyślić, który ze znanych utworów przedstawia, a przy tym dalej dziecko będzie ciekawe wiersza, bo z obrazka poznało jedynie jego ogólną tematykę. Zdarzyło mi się już widzieć książeczki, w których z każdej strony wręcz wylewały się malowidła różnej maści, dominując nad treścią, a przecież nie o to chodzi.




Bardzo przyjemne jest też, tak swoją drogą, przypomnienie sobie tych wszystkich cudownych wierszy z dzieciństwa, które znało się na pamięć, dla własnej przyjemności. Jeszcze przyjemniejsze jest, kiedy twoje własne, prywatne dziecko zaczyna je recytować razem z tobą! Tosia jest straszną gadułą, o czym już wspominałam wielokrotnie, ma przy tym rewelacyjną pamięć, dość charakterystyczną dla dzieci w jej wieku. Dzięki temu cudownemu połączeniu, potrafi dokańczać za mnie kawałki wiersza. Świetnie radzi sobie z kołysankami, z którymi osłuchała się już bardzo dobrze, wystarczy, że zacznę wers, a ona bez problemu go dokańcza. Pięknie radzi sobie też z Kaczką Dziwaczką, którą ubóstwia, teraz planuję sprawdzić, jak poradzi sobie z Lokomotywą, której mogłaby słuchać w nieskończoność. Jej miłość do tego wiersza, można z resztą dostrzec na kartkach, które zostały dość mocno już zużyte, nieustannie przewracane i miętoszone (no nie czarujmy się, maluch choćby i tak ostrożny jak Tosia, nie ma jeszcze na tyle wyczucia, by zawsze traktować cienkie kartki z należytym szacunkiem).



Podsumowując, przede wszystkim polecam Wam czytanie z dzieckiem polskie wiersze, czy te klasyczne, czy nowe, już od pierwszych miesięcy życia. Ich rytm, powtarzalność i melodyjność, to balsam dla małych uszu. Świetnie ćwiczymy też pamięć malucha, a przy bezpośrednim kontakcie z książką, także motorykę małą. Do tego z czystym sumieniem mogę polecić to konkretne wydanie, szczególnie jeśli macie gust i estetykę podobne do moich (nieco staroświecka jestem, ale wiem, że podobnych do mnie jest całe mrowie).

Tytuł: Wielka Księga Polskiej Poezji dla dzieci
Autor: Opracowanie zbiorowe
Wydawnictwo: Papilon

Wpis ten pojawił się dzisiaj głównie ze względu na to, że 8 września obchodzimy Międzynarodowy Dzień Alfabetyzacji i w takim dniu warto na wszelkie sposoby propagować rozwijanie w dzieciach pasji czytelniczej, żeby w przyszłości owocowało to mądrymi dorosłymi.

7 maja 2015

Totoro


Lubicie japońskie bajki animowane? Ja jeśli mam być szczera, to raczej nie przepadam, natomiast jest takie jedno studio tworzące filmy animowane (o którym zapewne większość chociażby słyszała), którego produkcje nieodmiennie kradną moje serce. To Studio Ghibli, powstałe w roku mojego urodzenia (kto chce wiedzieć jak jestem stara, może sobie teraz sprawdzić :P ) i założone przez trzech ludzi Hayao Miyazakiego, Iso Takahatę i Toshio Suzukiego. Głównym pomysłodawcą baśniowych historii wychodzących ze Studia Ghibli jest Hayao Miyazaki, którego jestem wierną fanką, i to właśnie jego dziełem jest przepiękna bajka "Mój sąsiad Totoro". Pełna magii historia o dwóch małych dziewczynkach, które po przeprowadzce na wieś spotykają leśnego ducha Totoro, który otwiera przed nimi niezwykły świat, w którym nic nie jest oczywiste, w którym baśniowość styka się z rzeczywistością.


Wszystkim bardzo gorąco polecam obejrzenie tej bajki, szczególnie ze starszymi pociechami, jej ciepło ogrzeje was nawet w najsmutniejszy dzień. A Tosia, choć jeszcze za mała na tego typu rozrywkę, już zaliczyła pierwszy kontakt z magią Totoro. Od wspaniałej i niezastąpionej cioci ze Szwecji, prowadzącej malutką pracownię rękodzielniczą i tworzącą przepiękne maskotki, które możecie obejrzeć TU, Tosia dostała najprawdziwszego, zamszowego Totoro! Jest cudny! Mysza zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia i teraz codziennie musi mieć swoją porcję wyściskiwania "Toto":


Tulenia "Toto":


I kochania "Toto":


Niech żyje Totoro!