Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty

29 sierpnia 2016

Domowy teatr


Pół Polski myśli aktualnie głównie o początku roku szkolnego, wyprawce, systemie oświatowym, jego ogólnej beznadziejności i sposobach radzenia sobie ze stresem szkolnym. Temat nas zapewne nie ominie, już czujemy na karku dyszący oddech przedszkola, ale póki nie mamy takiego obowiązku, nie będziemy sobie tym zawracać głowy. My ruszamy w zupełnie innym kierunku, a mianowicie ku kulturze wysokiej, a konkretniej ku teatrowi. Kiedy iść z dzieckiem do teatru i czy w ogóle warto? Na jakie przedstawienie? Jak się przygotować i czy jest to potrzebne? Spróbuję dziś odpowiedzieć na te pytania, albo chociaż ich część, zapraszam.

7 marca 2016

Puszki dla roczniaka


Dziś mam propozycję dla dzieci w okolicach roku, a nawet młodszych. Obydwa koncepty przetestowane na żywym, tosiowym organizmie, zdały egzamin popisowo, czasami nawet teraz po nie sięga, więc jest w nich magiczna moc. Klikajcie, czytajcie i stwórzcie proste, zajmujące zabawki dla swoich potomków.

19 lutego 2016

Zuzia i walizka Pani Doktor


Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu, a to dlatego, że w naszym domu zagościł nowy mieszkaniec. Nikt go nie zapraszał, sam przyszedł i się wygodnie umościł, najpierw w płucach mamy, później Tosi, a na koniec dopadł też tatę. Mowa o wirusie, paskudnym i wrednym, który przyniósł za sobą nieodłącznych towarzyszy: gorączkę, ból mięśni, katar i kaszel. Dziś już jest lepiej, wracamy więc z pierwszym wpisem pochorobowym, w którym chciałabym Wam opowiedzieć o tym, jak oswajamy Tosię z tematem lekarzy i chorowania.

8 lutego 2016

Grajmy!: Króliczek


Kilka dni temu na blogu mamajanka i on, pojawiła się zajawka bardzo przyjemnego projektu promującego gry "bez prądu". Dla tych, którzy zaglądają tu częściej, nie jest zapewne tajemnicą, że jestem wielką wielbicielką planszówek i wszelkiej maści gier rozwijających logiczne myślenie, planowanie, poszerzanie słownika oraz wiedzy na rozmaite tematy. Od dłuższego czasu zastanawiałam się czy wprowadzić na bloga tę tematykę, szczególnie że Tosia wkracza powolutku w wiek, kiedy można z nią zacząć grać w proste gry. Projekt wpisał się zatem idealnie w moje plany i niniejszym w jego ramach rozpoczynam serię wpisów na temat gier wszelkiej maści. W planach mam przede wszystkim opis kilku gier dla 2-3 latków, ale też stworzenie naszych własnych wersji gier dla dzieci. Przy okazji pojawi się też kilka postów z grami dla starszaków i dla tych całkiem wyrośniętych miłośników planszówek (pojawią się między innymi Pupile podziemia, które uwielbiamy, a także SmallWorld, Fauna, Terra, Wsiąść do pociągu i Agricola).
Mam nadzieję, że seria Wam się spodoba, a teraz przejdźmy już do dzisiejszego tematu posta, czyli Króliczka od Granny, świetnej gry dla maluchów, która w idealny sposób wprowadzi je w świat logicznego myślenia.

3 lutego 2016

Puzzle muzyczne


Na blogu w ostatnim czasie pojawiło się mnóstwo pomysłów na zabawy i wspólne aktywności plastyczne, sensoryczne oraz ćwiczące logiczne myślenie i małą motorykę. Dawno jednak nie było recenzji zabawek kupnych, a przecież rodzina czy znajomi, a także my sami rodzice lubimy od czasu do czasu obdarować naszych potomków jakąś zabawką ze sklepu. Na rynku jest ich mnóstwo i czasem naprawdę można doznać sporych zawrotów głowy patrząc na półki. Pojawia się problem z jakością zabawek i z ceną, a także dostępnością. Tutaj jako blogerka mogę przyjść Wam z pomocą i napisać o tym, co przetestowałyśmy i co nam się spodobało. Dzisiaj opowiem o puzzlach muzycznych, na które czekałyśmy ponad miesiąc. Zapraszam!

16 grudnia 2015

Przygody z książką 3: Madeline


Minął ledwie tydzień od ostatniego postu w ramach projektu Przygody z książką, ale to już czas, wyjątkowo szybko, żeby zdążyć przed świętami. Uraczę Was więc dzisiaj książką i zabawką w bonusie, książką która zawiera dla mnie bardzo nostalgiczne historie, która przywołuje wspomnienia i prowadzi moje myśli do czasów, w których byłam małą dziewczynką.

7 grudnia 2015

12 sekretów: prezent od serca (DIY)


Po moim ukochanym październiku, zwykle pełnym uśmiechu, złotych liści i ciepłego jeszcze słońca, zawsze nadchodzi szary, bury i smutny listopad. Listopad, w którym ciężko zmobilizować się do działania, który sprzyja przysypianiu i spadkowi energii. U nas w domu zadziałał jednak dość mobilizująco i w tym właśnie miesiącu zrobiłam mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim mieliśmy dwie duże wyprawy z mnóstwem eksperymentów (o czym możecie sobie przeczytać we wpisie z Dziecka na warsztat KLIK), opracowaliśmy także listę i dokonaliśmy zakupu oraz własnoręcznego stworzenia wszystkich prezentów gwiazdkowych, ja zdałam egzamin teoretyczny na prawo jazdy i zabrałam się ostro za przygotowania do zdania egzaminu praktycznego, wszyscy razem i każde z osobna, przeczytaliśmy też w tym miesiącu mnóstwo świetnych książek.
W ramach projektu 12 sekretów, chciałabym Wam więc pokazać jeden z prezentów, który robimy własnoręcznie, bo według mnie robiąc coś samodzielnie, wkładamy w to najwięcej serca. Tak też jest u nas. Wyszperać coś w Internecie jest dość łatwo, złazić się po sklepach nieco trudniej, ale nadal jest to coś znalezionego, co stworzył ktoś inny. Gdy jednak weźmiemy w ręce coś, co jest w zasadzie niczym i do niczego nie służy i zrobimy z tego cudowną zabawkę czy też przydatny drobiazg dla bliskiej osoby, wtedy dzieje się prawdziwa magia, magia Świąt.

2 grudnia 2015

Sorter na klocki DIY


Mam taki problem w tym tygodniu, że czasu na cokolwiek zaczyna mi nie tylko brakować, ale wręcz zaczynam robić rzeczy na wczoraj. Brakuje postu z 12 sekretów o naszym drobiazgu z głębi serca (będzie w weekend mam nadzieję), brakuje wstępnego postu o temacie grudniowym (będzie w przyszłym tygodniu), a i Dziecko na warsztat prawie miało poślizg, udało się wrzucić post rzutem na taśmę. Czemu się tak dzieje? Ano matka uczy się jeździć i w piątek ma egzamin z praktyki (teoria zdana miodnie z kompletem punktów), tak więc wszystkie moje myśli krążą wokół kodeksu drogowego i obsługi Toyoty Yaris. Dlatego dziś wrzucam późno krótki post, za to z fajnym i szybkim sposobem na sorter, dzięki któremu nie zagracicie swojego domu/mieszkania kolejną zabawką.

17 listopada 2015

Prezenty na Mikołajki lub Gwiazdkę do 50zł

Czyli moja prywatna lista tego, co sama bym chętnie dziecku kupiła, choć nie na wszystko niestety mnie stać. Takie już jest to życie, że zakupienie każdej upragnionej rzeczy jest mało wykonalne, a i zarzucenie dziecka stertą zabawek nie jest najlepszym pomysłem. Toteż zawsze tworzę sobie taką marzycielską listę prezentową na jakąś okazję, czy to urodziny czy święta, i razem z mężem wybieramy z niej jedną albo dwie pozycje, które uszczęśliwią nasze dziecko bądź inne dzieci w rodzinie. I taką oto właśnie listę mikołajkowo-świąteczną chciałabym Wam przedstawić. Tym razem w rozsądnych cenach do 50zł, w grudniu pokarzę Wam też listę nieco wypaśniejszych prezentów.
My co prawda tym razem rozwiążemy sprawę inaczej, ponieważ szyję dla Tosi Kalendarz Adwentowy i zamiast jednego prezentu na Mikołajki, dostanie od nas mnóstwo czasu, miłości i wspólnej aktywności plus kilka kupnych drobiazgów do zabawy i do pożarcia. O Kalendarzu będę Wam jeszcze pewnie pisać, ale przejdźmy już do rzeczy, gdybym kupowała Tosi prezent na Mikołajki, to spośród czego bym go wybierała? Odpowiedź na to pytanie, znajdziecie poniżej.

Klocki i puzzle

Któż nie lubi puzzli i klocków? Wiem, wiem głupie to pytanie, bo zdarzają się tacy, co wolą od klocków biegi przełajowe albo rysowanie. Ale nie ma chyba takiego dziecka, które choć przez chwilę nie dałoby się namówić na zabawę jedną z poniższych zabawkowych propozycji.



Źródło: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12

1. Puzzle parasolka - według mnie to świetna zabawka, pozwalająca na kombinowanie i układanie własnych wzorów, segregowanie i sortowanie.

2. Puzzle tęcza - podobnie jak poprzednia układanka, tęcza umożliwia układanie własnych sekwencji, kolorowych węży i mozajek, a także namacalnie poznać układ kolorów w tęczy.

3. Klocki - najprostsze często znaczy najlepsze, takiemu podejściu hołduję i klocki drewniane uważam za zabawkę, która musi pojawić się w domu, w którym jest małe dziecko. Ich zalety można by wymieniać w nieskończoność, dlatego poświęcę im pewnie osobny post. Tutaj macie przykład porządnie wykonanych i tanich klocków.

4. Proste puzzle smakołyki - jeden z ciekawszych wstępów do zabawy puzzlami. Dwuelementowe puzzle, które same podpowiadają które elementy ze sobą połączyć.

5. Tablica magnetyczna - uwielbiamy wszelkie magnesowe zabawki, te zrobione własnoręcznie i te kupne. Powyższa tablica wydała mi się bardzo porządnie i ciekawie zrobiona, zwierzątka są naturalne i nieudziwnione. Zabawa z magnetycznymi obrazkami może trwać naprawdę bardzo bardzo długo.

6. Wieża kształtów - poświęciłam jej na blogu cały wpis KLIK. Była u nas oblegana przez Tosię i jej kuzyna przez kilka miesięcy, teraz czeka odłożona na bok, aż dzieci za nią zatęsknią. Bardzo ją polecam.

7. Kolorowe koraliki - można je nawlekać, segregować kolorami, układać tęczę, liczyć, możliwości jest bardzo wiele i jeśli tylko dziecko nie próbuje ich pożreć, warto w nie zainwestować.

8. Wieża fale - to ciekawa propozycja tęczowej wieżyczki do układania według schematu oraz do tworzenia mozajek zgodnie z własną inwencją twórczą.

9. Krążki do liczenia - sorter przeznaczony głównie do liczenia i segregowania kolorami. Kolory trochę podpowiadają gdzie należy włożyć które krążki, może więc bardzo fajnie wspomóc naukę liczenia na samym początku matematycznej przygody.

10. Gra logiczna - układanka zaprojektowana przez naukowców z Kiel University of Applied Science, proponują oni żeby dzieci losowały kolorowy obrazek, następnie dobierały do niego znacznik koloru i kontur, co pomaga w nauce wyodrębniania cech. Można też bawić się na inne sposoby, na przykład w memory.

11. Układanka ogień - trochę w stylu tęczy, ale to jednak coś innej natury. Zadaniem jest bowiem układanie zgodnie z odcieniami albo jak zwykle przy drewnianych klockach, włączenie własnej pomysłowości. W drewnianych klockach uwielbiam to, że można łączyć każdy zestaw, niezależnie od producenta czy rodzaju zakupionych zestawów, zawsze będą do siebie pasować.

12. Mozaika do odwzorowywania - bardzo lubię zabawki, które uczą logicznego myślenia i ta jest jedną z takich zabawek. Układanie według wzoru, jest z resztą elementem Testu Inteligencji Wechslera, jest to zatem dość cenna umiejętność. Jak zawsze można też pozwolić dziecku na puszczenie wodzy fantazji i układanie własnych wzorów (może wspólnie dorobicie własne płytki do odwzorowywania?).

Zabawki w duchu Montessori

Jestem fanką podejścia do edukacji Marii Montessori i cały czas intensywnie zgłębiam teorię jej pomysłów, a część próbuję też wprowadzać w życie. Większość zabawek stricte montessoriańskich jest jednak dość droga, część robię więc sama, a dla części staram się znaleźć godne zastępstwo. Poniżej zaś znajdują się propozycje niekoniecznie zgodne z kanonem, lecz nadal spełniające pewne montessoriańskie normy, no i mieszczące się w granicy cenowej 50zł, co wierzcie mi, jest wyczynem.


Źródło: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14

1. Cykl życia motyla - w sklepie Kra-Kra, do którego cykl jest zalinkowany, mają jeszcze wiele takich zestawów, do wyboru do koloru. Mają też organy wewnętrzne, planety Układu Słonecznego, zabytki, cuda świata i wiele, wiele innych, każdy coś dla siebie znajdzie. Do czego można użyć takiej zabawki? Poza tym, że w świetny i namacalny sposób uczy jak wygląda życie i przepoczwarzanie się motyli, to każdego elementu można użyć do przeróżnych zabaw sensorycznych, np. do pudełka z owadami, do segregowania owady - ptaki -ssaki itd.

2. Memo dotykowe - najczęściej w zabawach memo ćwiczymy pamięć dzięki zmysłowi wzroku, a co powiecie na stymulowanie pamięci kinestetycznej?

3. Układanka żaba - podobnie jak w przypadku cyklu życia motyla, tutaj także sklep Malinowy Słoń (swoją drogą niezwykle bogaty w pomoce Montessori) oferuje całą gamę układanek kołeczkowych pomagających dzieciom w nauce budowy zwierząt i roślin, dodatkowo mamy jeszcze pod spodem szkielet zwierzęcia, więc dodatkowy plus.

4. Różowa wieża - bardzo typowa zabawka Montessori, której przeznaczenia długo nie rozumiałam, dopóki nie wczytałam się dokładnie w literaturę fachową. W skrócie powiem Wam, że wieża ta ma na celu głównie nauczyć dziecko różnicy w wielkości i relacji między przedmiotami, a także sekwencji i zaburzeń ciągów (gdy np. zabraknie któregoś klocka).

5. Stonoga Agata - coś w stylu kolorowych koralików, tylko tu mamy krążki, no i jeszcze kostkę! Gra pomaga więc w ćwiczeniu nazw kolorów, nada się też idealnie do segregowania, ćwiczenia małej motoryki przy nawlekaniu i wielu innych zabaw.

6. Drewniany but - Montessori bardzo wiele miejsca poświęca nauce tego, co przydaje się w życiu, stworzyła więc mnóstwo zabawek uczących samoobsługi jak ramy do zapinania guzików czy wiązania sznurowadeł. Ramy takie są jednak dość drogie nie więc dla nich miejsca w tym zestawieniu, natomiast świetnie sprawdzi się też taki prosty bucik uczący wiązania sznurowadeł.

7. Kolorowe duże korale - kolejna z zabawek, które posiadamy i uwielbiamy. Duże korale mają jeszcze tę dodatkową cechę, że każdy ma inny kształt, przez co są idealne do ćwiczenia sekwencji.

8. Puzzle warstwowe - rynek oferuje bardzo dużo rodzajów warstwowych puzzli, doradzam jednak wybierać te, które uczą czegoś konkretnego, tak jak w wypadku króliczka, uczą kolejnych etapów wzrostu marchewki.

9. Dopasowywanie do cienia - ostatnio jeden z naszych prywatnych hitów, choć my mamy układankę z krecikiem. Ta powyższa z przedmiotami codziennego użytku jest bardziej po montessoriańsku. Tosia uwielbia kombinowanie z kształtami i coraz lepiej radzi sobie z dopasowywaniem.

10. Co jedzą zwierzątka? - kolejne z prostych puzzli pomagające w nauce, u nas sprawdziły się popisowo, wpisując się idealnie w tosiową miłość do zwierząt.

11. Mapa Polski - są kołeczki, są puzzle i do tego uczą polskich województw, jest więc świetna zabawka! Co prawda wydaje mi się, że akurat te konkretne puzzle będą lepsze dla starszaków, młodszym dzieciom lepiej chyba wprowadzić najpierw kontynenty, ale niestety na polskim rynku znalazłam jedynie drogą wersję. Istnieje za to jeszcze mapa Europy, również bardzo fajna KLIK.

12. Cymbałki - dobrze jest mieć w domu jakiś instrument dla dziecka, albo duuużo, duuuużo intrumentów, jak kto woli :) U nas jak dotąd nie jest jakoś szczególnie bogato, jakoś wolimy słuchać muzykę niż ją tworzyć. Ale zapoznaliśmy Tosię właśnie z tymi cymbałkami (mają bardzo czysty i piękny dźwięk), a także z własnoręcznie stworzonymi grzechotkami, fletem i bębenkiem.

13. Mozaika - ta zabawka daje całą mnogość możliwości zabawy. Od układania obrazków, przez odwzorowywanie, naukę kształtów i kolorów, można z niej zrobić memo dotykowe i sorter kształtów, można też obrysować klocki na kartce i dać dziecku do dopasowywania. Przy niej także Wam rozhula się wyobraźnia.

14. Jak to było? - moje ostatnie odkrycie, układanka pomagająca w nauce przyczynowości wydarzeń, podobnie jak przy odwzorowywaniu jest to jeden z elementów Testu Wechslera. Warto pobawić się z dzieckiem w opowiadanie historii, w których mamy przyczynę i skutek, świetnie porządkuje świat.

Muzyka i książki

Czas na coś dla ucha i coś dla oka, dla odprężenia i nacieszenia się czysto estetycznego. Jest to chyba jedyna tak dobrze przez nas przetestowana tablica. Utwory muzyczne w większości znamy i bardzo lubimy ich słuchać (czasem w kółko tego samego...). Podobnie książki, połowa jest u nas na topie od dawna, albo dopiero co tam wywędrowała, druga połowa czeka na premierę przed Tosią, ale moje serce skradła już w całości.


Źródło: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15

1. Teatr malucha. Cztery pory roku - będę o tych czterech płytach pisać jeszcze w osobnym poście o muzyce i współczesnych piosenkach dla dzieci, zakochałyśmy się w niej bowiem dokumentnie. Mogłybyśmy słuchać piosenek o kaloszach, budzącym się misiu czy kroplach deszczu w nieskończoność. Ja uwielbiam szczególnie piosenki w wykonaniu Malajkata, Żaka i Błaszczyk, genialnie się tego słucha, szczególnie że teksty mają sens, są bardzo obrazowe i na pewno pozwolą wyobraźni dziecka na tworzenie wspaniałych obrazów. Jakiś czas temu psioczyłam na to, że piosenki dla dzieci są straszne, mają płytkie i bezsensowne teksty i drażniącą muzykę (dla dorosłych z resztą też), dziś się grzecznie wycofuję z tych stwierdzeń, trzeba tylko dobrze poszukać.
W sklepie, do którego podlinkowałam, możecie zakupić pliki mp3 z pojedynczymi piosenkami albo całą płytę. Z wersjami niewirtualnymi wiem, że jest mały problem z dostępnością.

2. Faceci dla dzieci i Bez chłopaków dla dzieciaków - dwie bardzo przyjemne płyty ze skocznymi, inteligentnymi i przyjemnymi dla ucha piosenkami. Pierwsza śpiewana wyłącznie przez mężczyzn, druga przez kobiety, pojawiają się aktorzy i piosenkarze, czasem dość zaskakująco (do dziś nie mogę wyjść z szoku, że Anja Ortodox zaśpiewała, skądinąd rewelacyjnie, piosenkę o lisie i policji).

3. Przygody smoków i dinozaurów - u nas wszystko zaczęło się od piosenki o uroczym Triceratopsie, który chciał być romantyczny, ale nie bardzo mu wyszło, choć cel osiągnął. Teraz zasłuchujemy się w innych piosenkach z tej płyty o gekonie, o musze, o plezjozaurze, cała mnogość cudownych nut i świetne głosy wykonawców.

4, 5 i 6. Plastusiowy pamiętnik, Dziadek do orzechów i Pchła szachrajka - czyli bajki muzyczne, coś w stylu starych słuchowisk. Żadnej z tych płyt nie posiadamy, ani żadnej Tosi nie puszczałam, natomiast sama je dobrze znam i uwielbiam. Świetnie się tego słucha, a Dziadek do orzechów dodatkowo będzie idealnie pasował klimatem do nadchodzących świąt.

7. Fasolki i Pan Tik-Tak - jeśli mowa o piosenkach dla dzieci, nie może zabraknąć nieśmiertelnych Fasolek i Pana Tik-Taka, ikon mojego dzieciństwa. Skoczne, wpadające w ucho utwory z mądrym tekstem, bardzo gorąco polecam. Dodatkową reklamą niech będzie to, że piosenkę otwierającą program Pana Tik-Taka ostatnio słuchamy na okrągło i nie, to nie ja po każdym odsłuchaniu wołam "jesce, jesce!"...

8. Rok w lesie - hit ostatnich dni, o którym pisałam w osobnym poście KLIK. Książka, z którą niemalże się nie rozstajemy, a radosny okrzyk "ksiąsecka... o lesie!" nie schodzi Tosi z ust.

9. Pupy, ogonki i kuperki - kiedyś w radiu usłyszałam wywiad z autorem i zauroczył mnie swoją osobowością oraz dowcipem. Książka w pełni oddaje jego charakter, jest napisana z humorem, prosto i bardzo kuperkowo, mnóstwo ciekawostek, aż nie można się oderwać. Na pewno napiszę o niej jeszcze coś więcej i pokażę Wam jak wygląda w środku.

10. Mmmmm - nasz numer jeden przez naprawdę długi czas. Tosia przyssała się do tej książki niczym mała pijawka i codziennie musiała ją obejrzeć kilka, jeśli nie kilkanaście razy, zawsze prosząc kogoś o odpowiednią narrację. Muszę przyznać, że słuchanie historii o misiu w wykonaniu innych domowników rzeczywiście było całkiem przyjemne i wcale się Mysi nie dziwię.

11. Matylda i czekoladowe ciastko - kolejny przebój, jeśli nie hit wszech czasów, nadal Tosia prosi o przeczytanie Matyldy przed snem, dzień w dzień. Nie nudzi jej się ta historia w ogóle i mam wrażenie, że zna całą słowo w słowo na pamięć. Sprawdzić udało nam się jedynie ułamek, bo przy odpowiednio długiej pauzie, Tosia dokańcza za nas każde zdanie w książce, czym udało jej się zachwycić nie tylko nas, ale też dziadków i ciocię :)

12. Przekroje. Warzywa i owoce - książka, która czeka na swoją premierę przed dzieckiem, ale ja się nią nieodmiennie zachwycam. Założenie jest proste, a pokazuje tak wiele i przede wszystkim uczy przy wtórze przyjemnej lektury, czegóż chcieć więcej?

13. Mysi domek. Sam i Julia w teatrze - podobnie jak poprzednia i następna pozycja, Mysi domek czeka na swoją kolej, ale jestem przekonana, że zawładnie sercem mojej małej miłośniczki książek obrazkowych. Jest to jedyna w swoim rodzaju książka, w której ilustracje są zdjęciami rzeczywiście powstałego domku - teatru, z prawdziwymi małymi mebelkami i prawdziwymi pluszowymi myszkami. Mnie ta estetyka pochłonęła w całości.

14. Mrówka Zofia opowiada - mądra, pięknie ilustrowana książka o przyrodzie z uroczą przewodniczką. Czekam aż dzieć mi jeszcze troszkę podrośnie, żeby móc z nią dyskutować na temat roślin nieco dogłębniej niż w tej chwili. Mrówka Zofia na pewno będzie mi wtenczas ogromnie pomocna.

15. Seria o Babo, Bincie i Lalo - dziś nieco zapomniane, ale ogromnie ukochane przez długie miesiące. Seria ciepłych i prostych opowieści o pewnej dużej rodzinie mieszkającej w małym domku pełnym radości i śmiechu, niedaleko dzikiego lasu, gdzieś w miejscu, w którym więcej jest przyrody niż dzieł człowieka.

Dla starszych dzieci

Na koniec zabawki dla nieco starszych dzieci, idealne dla przedszkolaków. Jestem pewna, że wszystkie od góry do dołu z czasem u nas zagoszczą.


Źródło: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11

1. PUS - to kolejna pozycja żywcem wyciągnięta z Testu Wechslera. Idea fantastyczna, realizacja na szóstkę z plusem. Sama firma Epideixis to bardzo przyjemni ludzie z poczuciem misji, wiedzący co robią, w jakim celu i dla kogo. Polecam gorąco PUS wszystkim rodzicom maluchów powyżej trzeciego roku życia.

2. Puzzle warstwowe, anatomiczne - jako mała dziewczynka miałam książeczkę, w której było coś podobnego, z każdą stroną odchodziła kolejna warstwa z naszego wnętrza. Autorzy tych puzzli poszli o krok dalej i oddali część inicjatywy w ręce użytkowników. U nas ta zabawka pojawi się na pewno.

3. Gra zręcznościowa. Farma - mamy z tej serii żabę i jest przednią zabawką. Na razie Toś bawi się z nią sama, próbując ustawić choć kilka klocków tak, żeby się nie rozsypały i idzie jej coraz lepiej. Z czasem spróbujemy wprowadzić element chaosu w postaci kostki.

4. Kolorowa Jenga - niby zwykła Jenga, a ile emocji! Wersja z kolorami jest o tyle trudniejsza, że kostka zmusza nas do wyjęcia klocka z konkretnego miejsca na wieży, mamy więc utrudnioną nieco klasyczną grę imprezową. Myślę jednak, że dzieci docenią ją bardziej niż nasi znajomi dorośli (no, chyba że macie tak nietypowych znajomych jak my :D ).

5. Krasnoludkowe memo - zauroczył mnie koncept kolorowych, krasnoludkowych butków, które trzeba dopasować. Mocno wystające krasnoludkowe główki utrudniają robotę i podobnie jak przy Jędze, jest to nieco utrudniona wersja klasycznego przeboju.

6. Sowy walczą o gniazdo - coś dla tych, którzy lubią element rywalizacji. Do tego cała zgraja uroczych, malutkich sówek. A ja po raz kolejny mam chęć powiedzieć "shut up, and take my money!"

7. Kostki historyjkowe - hit u naszych znajomych, którzy grają kostkami ze swoim trzylatkiem, a ich niespełna dwulatek uwielbia je układać i przekładać w różne konfiguracje. Niesamowicie pobudzają wyobraźnię do działania, a ileż jest śmiechu w trakcie opowiadania kolejnych kawałków zwariowanych historii!

8. Piłka globus - wrzucam, bo znajoma mi się pożaliła, że jej dziecko z uporem maniaka kopie globus. No więc globus jest okrągły, więc sam się prosi. Taka piłka będzie idealnym rozwiązaniem dla Dziewczynki.

9. Świecowe kamyki - przyjemna i nietypowa wersja popularnych kredek, niby nic niezwykłego, ale można nimi tworzyć prawdziwe cudeńka.

10. Zestaw majsterkowicza - niezależnie od płci warto uczyć dzieci, że zawsze mogą stworzyć coś same, że nie trzeba od razu biec do sklepu, jeśli istnieje możliwość zbudowania czegoś własnymi rękami. I ileż to daje satysfakcji! A jeszcze więcej radości!

11. Zręczny labirynt - na koniec coś szlifującego zręczność i cierpliwość. Osobiście nie znoszę tej gry, bo nigdy jeszcze nie udało mi się zaprowadzić kulki na sam szczyt, ale może gdybym poćwiczyła... kto wie.

Dziękuję gorąco tym, którzy dotrwali wraz ze mną do końca! Następny w kolejności szykuję dla Was post o Kalendarzu adwentowym, a w nim kilka propozycji na to, co można wrzucić do malutkich kieszonek czy pakiecików. Będą zatem propozycje wspólnych zabaw, a także propozycje malutkich prezencików za grosze. W grudniu zaś pojawi się post z wypasionymi prezentami, jeśli ktoś nie musi tak jak my, oszczędzać na swoje cztery kąty.

Koniec psot!

5 listopada 2015

DIY - nawlekanka


Już kilka razy wspominałam, że Mysz uwielbia wieżyczki wszelkiej maści i w sumie mamy ich już w domu całkiem pokaźną kolekcję. Jest zwykła, klasyczna i bardzo prosta wieża-latarnia morska z IKEI, jest wieża kolorów i wieża kształtów, jest też wieża z kubełków, a ostatnio zawitała nowa, zrobiona własnoręcznie wieża na korale.

17 października 2015

Wieża kolorów


Pamiętacie może TEN wpis? Jeśli nie, zerknijcie dla przypomnienia, a ja Wam napiszę tylko, że wieża kolorów kupiona szmat czasu temu, wzgardzona przez długie miesiące, dziś święci triumfy (co nie oznacza, że wieża kształtów poszła w odstawkę, teraz po prostu wałkowane są na zmianę...). Dziś chciałam Wam właśnie powiedzieć kilka słów na jej temat, ponieważ dawno nie było nic o kupnych, fajnych zabawkach.

19 września 2015

Morskie puzzle i kilka słów o dziecięcej frustracji


Czas najwyższy, żeby pokazać Wam jakąś przyjemną zabawkę, która pozwoli poćwiczyć małą motorykę, a przy okazji nauczy trochę cierpliwości. Jakiś czas temu opowiadałam Wam o innej kołeczkowej układance KLIK, w moim odczuciu zarówno prostszej jak i jednocześnie trudniejszej od tej, o której opowiem dzisiaj. Taka jestem przewrotna. Prostsza ponieważ dopasowywanie kolejnych puzzli, jak już się trafiło gdzie je włożyć, było w miarę proste, obrócić ze dwa razy i puzzel wpadał na miejsce. Trudniejsza, ponieważ kształty puzzli były bardzo zbliżone, różniły się detalami, niekoniecznie widocznymi dla takiego malucha jak Tosia. Kamienica jednak po pewnym czasie się znudziła i powędrowała na wymianę do znajomych i ich synka, rówieśnika mojej Myszki. My natomiast zajęłyśmy się odkrywaniem morskich stworzeń i zapraszamy Was dziś do wspólnej zabawy.




Przede wszystkim są to jedne z kilku oferowanych przez niemiecką firmę Goki puzzli kołeczkowych, czyli takich, które można łatwo złapać za wystający kołek i dopasować do odpowiedniego otworu. Bardzo chciałam zakupić Tosi tego typu puzzle, głównie ze względu na ćwiczenie mięśni palców, kojarzenia, spostrzegawczości i szlifowanie umiejętności manipulacji przedmiotami. Naszukałam się jak dzika, niemalże z szaleństwem w oczach, ponieważ umyśliłam sobie zwierzątka na farmie. Ot, takie proste i przyjemne, dzieci lubią zwierzątka, a już owieczki, krówki i świnki potrafią skraść najbardziej nawet oporne serduszko. I tu pojawiły się schody. Wielkie, strome i nieskończone, niczym wszechświat albo ludzka głupota, jak zwykł ponoć mawiać Einstain (choć tego pierwszego nie był do końca pewien).
Wszystkie układanki miały jakiś znaczący defekt, a to nie miały kołeczków [sic!], a to wyglądały jak Pokemony albo inne stwory z kosmosu albo głębin tęczowego piekła, a to znów mieniły się wyłącznie pastelowym różem, błękitem i kurczaczkową żółtością. Nie jestem jakimś szczególnym miłośnikiem naturalizmu, ale świnka i konik wielkości krowy, w dodatku wszystkie różowo-fioletowe... Quo vadis przemyśle puzzlowy? Jak już kupuję coś mojemu dziecku, to niech to chociaż czegoś uczy, niech przybliża świat taki jakim jest z drobnymi może naciągnięciami, żeby było ładnie i kolorowo, ale w granicach rozsądku!



Zrezygnowałam zatem z zakupu tablicy z farmą, choć udało mi się wyszperać taką, która by moje wyśrubowane gusta zaspokoiła, natomiast nie było jej w żadnym sklepie. W oczy rzuciła mi się jednak ta oto niepozorna wersja z morską fauną. Ładna, stonowana, z przyjemną dla oka grafiką. I o to mi właśnie chodziło od samego początku! Czemu nie można czegoś takiego zrobić z kozą i owcą?
W każdym razie dziecku mojemu taka tablica również bardzo się spodobała, odkąd dostała ją do rąk, potrafi przesiedzieć kilkanaście ładnych minut na przemian układając i rozrzucając elementy, co nieodmiennie cieszy rodzicielskie oko (szczególnie jak chce się o świcie dospać jeszcze tak z 10-20 minut).




 







Macie tak czasem, że marzycie o wypiciu w spokoju swojej porannej kawy (ciepłej, na miłość bogów wszelakich!)? Taka tablica jest całkiem niezłym sposobem, na osiągnięcie tego arcytrudnego celu. Można oczywiście poszperać i poszukać czegoś bliżej zainteresować latorośli. Są puzzle z pojazdami (zastanawiałam się nad nimi przez chwilę, bo wyglądają naprawdę ładnie), z owadami, przedmiotami codziennego użytku, no i oczywiście ze zwierzątkami z farmy, jeśli komuś nie przeszkadza pudrowy róż bijący po oczach.
Muszę Was jednak od razu przestrzec, ponieważ użytkowanie kołeczkowej układanki, wiąże się z pewnym ryzykiem wystąpienia u dziecka frustracji. Tak, jest to chyba pierwsza układanka, która budzi w Tosi tak gwałtowne emocje (albo po prostu przyszedł ten czas, w którym moja potomka uczy się radzenia z trudnymi i niezrozumiałymi odczuciami). Puzzle często nie chcą się wpasować w otwór, mimo że przecież to dobry otwór! Nie da się ich tak ot wetknąć i już, jak w sorterze kształtów. Trzeba zacząć kombinatorstwo stosowane, kręcić i obracać, nauczyć się, że czasem wciskanie na siłę nic nie daje, albo wręcz przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Taką frustrującą sesję z morską tablicą udało mi się uchwycić na poniższym filmie:


Tosia bywa bardzo niezadowolona, kiedy coś jej nie pasuje, ale zauważyłam też, że takie dzikie sceny niezadowolenia odgrywa wyłącznie, jak jesteśmy w pobliżu ja albo mąż. Jeśli siedzi przy tablicy sama i coś nie idzie po jej myśli, wkurzy się, wyładuje przez chwilę ściskając szczura albo naparzając z całą mocą w stolik, żeby od razu przystąpić do kolejnej próby, zwykle udanej. Nasza obecność prowokuje ją do tego, żeby wykorzystywać nas do pomocy, co mnie niepomiernie irytuję, bo nigdy nie wiem jak z takiej sytuacji wybrnąć. Zwykle kapituluję po jednej-dwóch zachętach i pokazuję jej jak wpasować puzzel na miejsce. W sumie nie jest to chyba zła taktyka, ponieważ w tej chwili nawet feralna rozgwiazda po kilku obrotach w małych palcach, ląduje na swoim miejscu.
Po raz kolejny przekonuję się, że dzieci to małe papugi i lubią nas podglądać, obserwować i powtarzać za nami. Dlatego czuję coraz mniejszy opór, by po setki razy małej coś pokazywać albo odpowiadać na pytanie "co to jest?".
Podsumowując mogę polecić taką tablicę dla dzieci, które skończyły półtora roku. Na jak długo wystarczy i jak długo zajmie rozgryzienie puzzli, zależy już od cech indywidualnych potomka. Firma Goki choć robi zabawki sklejkowe, to jednak są całkiem porządne i wytrzymałe, nie straszne im wszelkie zderzenia i krasztesty. W swojej ofercie mają spory ich wybór, także brać i wybierać.

Koniec psot!

30 sierpnia 2015

12 sekretów: Domek tajemnic i drzwiowe puzzle

W tym miesiącu szybkość upływu czasu bardzo mnie zaskoczyła. Zanim się zorientowałam był już koniec sierpnia, a zabawy drzwiowe nadal niegotowe. Bardzo nieładnie, jak na organizatora całej zabawy, na swoje usprawiedliwienie mam tylko dwa tygodnie wakacji, które należą się każdemu, plus tydzień przygotowań do nich, o których możecie poczytać TUTAJ. Czas jednak był najwyższy, żeby się ogarnąć, zabrać za siebie i za realizację tematu drzwi, który okazał się jednocześnie trudny i bardzo ciekawy. Dziewczyny biorące udział w projekcie wrzuciły naprawdę inspirujące posty z fantastycznymi pomysłami na zabawy z dzieciakami. Enigmatyczność tematu sprawiła, że uniknęliśmy oczywistości, wyobraźnia każdej mamy poszła inną drogą i powstał cudowny kolaż, który mam nadzieję, wielu rodzicom się przyda.
Jeśli ktoś ma chęć zapoznać się bliżej z projektem oraz poznać blogi i posty biorące udział w projekcie, zapraszam do pierwszego posta KLIK. Do udziału zapraszam wszystkich chętnych, tych doświadczonych i tych nie czujących się jeszcze swobodnie w blogowym świecie, kreatywnych i tych, którzy dopiero się tego uczą na nowo (szkoła w wielu z nas niestety zabiła kreatywność, robimy teraz wszystko, by ją pobudzić na nowo!). Postaram się zrobić wszystko, żeby projekt był inspirujący i ciekawy, już po zamieszczanych na blogach, biorących udział w wyzwaniu, postach widać ogrom radości, weny twórczej i niczym nieskrępowanej wyobraźni, które ze sobą niesie.


Na początek chciałam Wam pokazać głównych winowajców powstania drzwiowego tematu, czyli drzwi do naszego przyszłego domu (mamy nadzieję, że za rok o tej porze będziemy już na swoim). W czasie, w którym obmyślałam temat na sierpień, szukaliśmy akurat drzwi wejściowych i narzuciły się właściwie same.



Nasze pomysły zabaw drzwiowych są bardzo proste, ale też sprawiły nam mnóstwo radości. Na początek Domek tajemnic, który planując chciałam w całości zrobić własnoręcznie, ale ostatecznie z braku czasu wykorzystałam domek już istniejący, który można złożyć z pudełka. Nasza własnoręczność ograniczyła się do ozdobienia ściany domku wyciętymi z papieru samoprzylepnego kształtami (żeby nie było kryptoreklamy, czy coś ;) ). To był pierwszy kontakt Tosi z czymś, co się klei i poradziła sobie popisowo, śmiejąc się przy tym do rozpuku, bo kolejne naklejki nieustannie przyklejały jej się do palców.














Kiedy potomka smacznie spała, ja obeszłam dom dookoła, szukając kolejnych drobiazgów, które bez trudu przejdą przez drzwi naszego Domku tajemnic. Zebrałam naprawdę piękną kolekcję przedmiotów, w różnych kolorach, o różnych fakturach, miękkich i twardych, z pluszu, plastiku i drewna.





Nadszedł czas na właściwą część zabawy. Tosia zasiadła wygodnie przy stoliku, otworzyła magiczne drzwiczki i zaczęła badać wnętrze domku. Kolejne wyciągane skarby pięknie nazywała, a zobaczenie ich, choć przecież codziennie je widziała i się nimi bawiła, nieodmiennie wywoływało mnóstwo radości.




















Myślę, że taką zabawę można przeprowadzić na wiele różnych sposobów i użyć jako wstępu do czegoś. Np. stworzyć owocowy Domek tajemnic, będący początkiem sensorycznej zabawy w smakowanie. Można też stworzyć ogólnie smakowy domek i z różnymi warzywami, owocami, serami itp. Albo można schować w domku przedmioty, który z kojarzą się z czymś konkretnym, np. z teatrem, kinem, spacerem w konkretne miejsce czy muzeum i użyć go jako podpowiedzi dla dziecka, co też będziemy robić w weekend. Domek z szyszkami, liśćmi, gałązkami i żołędziami będzie na pewno ciekawszy, niż po prostu powiedzieć "A dzisiaj idziemy na spacer do lasu" :)


Drugą naszą drzwiową zabawą były ziarenkowe puzzle. Tę zabawę również można przeprowadzić na kilka różnych sposobów, ale jej głównym założeniem są dwie części puzzla z tymi samymi ziarenkami, które trzeba do siebie dopasować po kolorze i fakturze. Można na wzrok, można na dotyk. Ja zrobiłam cztery pary drzwi i cztery dopasowane do nich klucze wycięte z kartonu, posmarowałam je klejem i obsypałam czterema różnymi posypkami: płatkami owsianymi, kaszą kus-kus, pokruszonym makaronem i czerwoną soczewicą (oczywiście wszystko surowe). Jak już dobrze wyschło, położyłam drzwi i pomieszane klucze przed Tosią, pokazałam jej które klucze pasują do których drzwi, potem przemieszałam jeszcze raz i pozostawiłam resztę jej. Po kilku próbach dopasowywała wszystko bezbłędnie, wiec muszę dorobić jeszcze ze dwie-trzy pary drzwi, żeby utrudnić jej nieco zadanie.
















A już za dwa dni kolejny, wrześniowy temat, jesteście ciekawi o czym będzie?