5 lutego 2016

Bella i Boo, czyli kilka słów o brytyjskiej literaturze dziecięcej


Ci, którzy zaglądają tu regularnie, wiedzą już zapewne, że czasem dopada mnie szalona fascynacja książkowymi pozycjami niedostępnymi w Polsce. Staję wtedy na głowie, żeby wypatrzoną książkę zdobyć i nie ma takiej siły, która byłaby w stanie mnie powstrzymać. Prędzej czy później dorwę upatrzony skarb. Z książkami o małej Balli i jej króliczym przyjacielu Boo było podobnie, z tą różnicą, że upatrzyłam ją bardzo dawno temu, ale motywacja do zakupu pojawiła się dopiero, kiedy znajoma będąca w Wielkiej Brytanii zaproponowała, że jeśli czegoś potrzebujemy, ona może nam to przywieść, będzie taniej. I tak przed Świętami przywędrowały do nas trzy przeurocze książeczki, które skradły całkowicie serce zarówno moje jak i Tosi. Pozwólcie teraz, że przedstawię Wam bohaterów.


To jest Bella:


A to Boo:


Są najlepszymi przyjaciółmi i spędzają razem każdy dzień, zarówno te słoneczne, jak i deszczowe czy rozmarzone i leniwe. To dość typowe postacie z brytyjskiej literatury dziecięcej. Przypomnijcie sobie chociażby Krzysia i Kubusia Puchatka z klasyki czy bardziej współczesną Sarę i Kaczorka. Jest więc dziecko, tym razem mała dziewczynka i zwierzątko, z którym można porozmawiać i które w tym wypadku doskonale posługuje się ludzką mową. Relacja między nimi przypomina trochę tę, która panuje między rodzicem a dzieckiem. Tyle, że to dziecko pełni w książce rolę rodzica, a zwierzątko jest trochę nieporadne, ciekawskie, to ono pewnych rzeczy nie wie i potrzebuje pomocy.

Jestem wielką fanką takiego podejścia, w którym dziecko przejmuje rolę mentora i przewodnika, w którym staje się opiekunem. Według mnie dzięki takim książkom dziecko dowiaduje się, że też może stać się dla kogoś nauczycielem, a przecież już Seneka wiedział, że "Ucząc in­nych, sa­mi się uczymy". Bella jest więc dla Boo opiekunką, która pokazuje mu na przykład, że zdrowe jedzenie może być bardzo smaczne.

Pyszny, przepyszny dzień


W tej opowieści najważniejsze jest to, że jak spora część dzieci, Boo uwielbia słodkości i najchętniej zjadłby na śniadanie talerz ciastek. Bella postanawia więc wziąć go pod włos, zabiera króliczka do ogrodu, gdzie wspólnie zbierają warzywa, z których Bella gotuje zupę i owoce, z których robi pyszny deser. Czując cudowne aromaty, Boo robi się głodny, ale przecież powiedział, że nie będzie jadł zdrowych rzeczy... Ot i klops, co tu zrobić. Sprytny króliczek wymyśla sobie, że przebierze się za kogoś innego, kto przyszedł w odwiedziny i dzięki temu będzie mógł pożreć zarówno zupę jak i aromatyczne, zapiekane jabłuszka.
Historyjka jest bardzo zabawna i naprawdę urocza. Czyta się ją świetnie (ja zwykle czytam Tosi kawałek tekstu po angielsku, a potem od razu go tłumaczę) i na serduchu robi się naprawdę cieplutko i miło.








Urodzinowa niespodzianka

Druga książeczka opowiada o urodzinach, o tym czym są i co się w nie robi. Boo nie wie czym są urodziny, zupełnie jak moja Tosia, która za miesiąc będzie obchodziła drugą rocznicę swojego urodzenia. Książka jest więc świetnym przewodnikiem, a Bella w cudowny sposób opowiada o tym cudnym święcie.







 Dobranocny buziak


Trzecia zakupiona przez nas książeczka z serii opowiada zaś o wieczornym rytuale i przygotowaniach do snu. Jest więc kąpiel, jedzenie ciasteczek i picie mleka, mycie zębów i lektura książeczki na dobranoc. Boo niczym typowy maluch, chowa się też przed Bellą, chcąc ją troszkę zaskoczyć. Na koniec jest też oczywiście dobranocny buziak i przytulas, po którym zasypia się w kilka chwil. Ta opowieść jest idealna na dobranoc i polecam ją z całego serca.






Książeczki niestety nie są do kupienia w Polsce, ale jeśli tylko macie jakichś znajomych albo rodzinę w Wielkiej Brytanii, nie zastanawiajcie się długo i zamówcie ją na e-Bay'u. Rzadko zdarzają się tak proste, a jednocześnie pełne ciepła i miłości książeczki idealne na dobranoc. Przy okazji można też potomka wprowadzić w świat języka angielskiego.

Koniec psot!

11 komentarzy:

  1. Nie znam, ale chętnie wraz z córką się zapoznamy :)) Jak już lepiej opanujemy angielski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samodzielne czytanie po angielsku zdecydowanie super sprawa :)

      Usuń
  2. Warto inwestować w takie książeczki, aby od najmłodszych lat oswajać dziecko z obcym językiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliśmy plan wychowywać Tosię w domu dwujęzycznym, mąż po angielsku tylko, ja po polsku. Ale ostatecznie stwierdziliśmy po dłuuuugim namyśle i tonach przeczytanych artykułów, że jednak poczekamy do trzeciego roku życia. Natomiast jak nam się niesamowicie wcześnie dziecko rozgadało, uznaliśmy że zaczniemy jak tylko ustali jej się gramatyka polska. Już widać, że nie ma problemu z dobrą odmianą po polsku i formułowaniem zdań. Stąd pierwsza książka po angielsku. Cieszę się niezmiernie, że Toś się w niej zakochała i każe sobie ją co chwilę czytać :D Muszę teraz wyciągnąć "Moje pierwsze 100 słów po angielsku" i Wam też pokazać, bo jak dla mnie genialna książka na początek :D

      Usuń
  3. Nie wiem jakim cudem jeszcze nigdzie ich nie wypatrzyłam, bo są naprawdę wspaniałe! Zazdroszczę :))) Że też ja nie mam takiej dobrej duszyczki, która mogłaby mi przywieźć takie perełki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trafiłam na nie całkowicie przypadkiem! Poprzez blog wnętrzarski xD Konkretniej na ushilandii zobaczyłam przygotowanie przyjęcia urodzinowego dla dziewczynki, gdzie Bella i Boo stanowili motyw przewodni. Podrążyłam i dowiedziałam się o książkach :)

      Usuń
  4. J. angielskiego nie znam, ale ilustracje są cudne i realistyczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, są absolutnie cudowne :3

      Usuń
  5. wyglądają przepięknie! ilustracje są takie stonowane, powiedziałabym "eleganckie", ale pełne ciepła - aż bije z ich dzieczynkowo-królicza miłość :) tekst wygląda na prosty, ale ciekawy - chyba byłby dobry na pierwszą samodzielną lekturę?
    chętnie bym podrzuciła niedługo mojemu J. (chyba muszę sie spieszyć, nim całkiem wyrośnie z takiej "milusiej" tematyki :P), szczególnie, że nasz plan edukacji językowej był podobny
    (wykonanie niestety poważnie kuleje i to niestety z mojej winy - życzę Wam większej determinacji i proponuję nie czekać do 3. urodzin - z maluchem, który nie ma przedszkolnych obowiązków jest łatwiej! mi jest teraz szkoda każdej wspólnej chwili na zabawy stricte edukacyjne i gadanie w języku, w którym chyba nie potrafię wyrazić pełni uczuć)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to będzie niemalże idealna pierwsza książka w języku angielskim dla dziecka. Prościutkie sformułowania, krótkie zdania i w miarę proste słowa.
      Plany planami, a życie i tak wszystko weryfikuje, do tej prawdy zdążyłam się już przyzwyczaić :) Zaczynamy Tosi powolutku wprowadzać język angielski w formie piosenek i bajek. Stąd zna takie nietypowe na początek słowa jak dig czy duck ^_^
      Biorę do serca rady!

      Usuń
  6. Synek ma 2,5 roku, czytamy codziennie na dobranoc i bardzo mu się podoba ta książeczka. Jestem ciekawa jak Wy ją czytacie? Ja czytam po angielsku i jednocześnie po polsku. Nie potrafię się jakoś przełamać, żeby mówić do niego po angielsku, ale za to cały czas pyta: mamo, a jak jest maszynka do mielenia po angielsku, a co to znaczy up and ap they went itd., także mam nadzieję, że ułatwi mu to w przyszłości naukę języka ;-) My Belle & Boo kupiliśmy przez allegro za coś ponad 20 zł, więc jak za tak ładnie wydaną książeczkę uważam, że to nie wygórowana cena. :-) Nie wiem czy Wy znacie tą pozycję, ale u nas niezmiennie hitem numer jeden jest Goldilocks and the three bears. :-)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)