22 sierpnia 2016

Słów kilka o emocjach i emocjonalna gra


Powrót z wakacji zawsze jest trudny, nawet jeśli chodzi tylko o mentalne przestawienie się z trybu "wolność" na tryb "pisz do diaska ten wpis!". Dla mnie to nieodmiennie najtrudniejszy etap powrotu do rzeczywistości, bo choć uwielbiam tworzyć, testować, bawić się i pisać, to zawsze najtrudniej jest się zebrać w sobie i zacząć. Zatem jestem, zebrałam się, z poślizgiem nieplanowanym, ale za to będzie początek nowego roku powakacyjnego z przytupem. Mam bowiem dla Was grę, która powinna pomóc większości dwulatków w rozpoczęciu trudnej sztuki ogarniania emocji.


Zacznijmy od tego, że emocje towarzyszą nam od samego początku, od chwili ukształtowania się układu nerwowego. I będą nam towarzyszyć aż do chwili jego wyłączenia, choć są i tacy, którzy twierdzą, że nawet dłużej. W każdym razie emocje są i trudno ich istnieniu zaprzeczyć. Dziecko gdy jego układ nerwowy jest świeżutki, choć rozpoznaje emocje rodziców (jest w tym mistrzem, moja mama noworodki nazywa barometrami emocji), z rozpoznawaniem jego własnych jest już nieco gorzej. Jak to mówią, noworodek śpi, je, wypróżnia się i płacze, zatem spektrum jest raczej niewielkie. Najczęściej zadowolenie jest okazywane poprzez sen bądź cichą obserwację, złość, strach, smutek poprzez PŁACZ. Tak, to podstawowy sposób komunikacji ze światem, jaki posiada maluch w pierwszych miesiącach życia. Z własnego doświadczenia wiem, że to niesamowicie trudny czas i nam bardzo przydała się TA tabelka, która w dość przystępny sposób opisuje najbardziej charakterystyczne typy niemowlęcego płaczu. Oczywiście nie da się jej dopasować do każdego dziecka, jak to zwykle bywa ze standaryzacją różnych rzeczy. Niemniej może komuś również pomoże tak, jak nam.


W następnej kolejności po płaczu pojawia się śmiech. To chyba najpiękniejszy moment wczesnego macierzyństwa, kiedy na usteczkach naszego malucha dostrzegamy pierwszy uśmiech i po raz pierwszy słyszymy jego radosne pohukiwanie. Kolejną emocją, która zaczyna być wyraźnie okazywana i widoczna jest podniecenie, zainteresowanie, okazywane najczęściej poprzez wzmożoną aktywność.

Z czasem dziecko zaczyna sobie lepiej radzić z okazywaniem emocji, sposoby ich okazywania stają się coraz bardziej zróżnicowane i nie tak gwałtowne jak na początku. Dziecko pod koniec okresu niemowlęcego jest bardzo pobudliwe, to znaczy łatwo i szybko daje się "porwać" emocjom, a co za tym idzie, dla tego okresu w jego życiu charakterystyczna jest zmienność stanów emocjonalnych. Otoczenie obserwuje to jako chwiejność emocjonalną i ekspresowe przejście od wielkiej radości do ogromnego smutku w ciągu kilku sekund.

Dziecko zaczyna też dostrzegać, że może wpływać na otoczenie i zaczyna badać jak duży jest to wpływ. Jednocześnie coraz silniej odczuwa swoją indywidualność i coraz mocniej manifestuje swoje potrzeby oraz zdanie. Wielu ludzi ten etap nazywa "buntem dwulatka", co według mnie często jest bardzo krzywdzące dla dzieci. Głównie dlatego, że zakłada się jego przejściowość i nic nie robi w kierunku nauczenia dziecka radzenia sobie z emocjami (bardzo polecam artykuł z portalu edukacyjnego, traktujący o tym co po kolei powinniśmy zrobić, by nauczyć się żyć z naszymi emocjami, artykuł znajdziecie TUTAJ). Jakże częste są słowa: "przejdzie mu/jej"; "wyrośnie z tego"; "daj klapsa, to mu/jej wybije z głowy popisy"; "próbuje coś wymusić"; "przestań się popisywać" czy moje ulubione "nic się nie stało".

Po takich słowach, maluchowi nie pozostaje nic innego jak "wciągnąć gila" i ukryć emocje bądź uznać, że są kompletnie nieważne i nikt na nie nie reaguje. A w związku z tym, nie reagowanie na emocje innych jest w porządku i wszyscy tak robią. Emocji się nie słucha, nie rozpoznaje ich i tak działa świat. Wydaje mi się, że nikt nie chce przekazać swojemu dziecku takich treści, a jednak mimowolnie to robimy, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby z takimi reakcjami powalczyć.





Na dobry początek, warto reagować na emocje dziecka zrozumieniem. Jeśli się przewróci/uderzy/potknie i zacznie płakać, postarajmy się nie mówić od razu, że "nic się nie stało", bo dla dziecka stało się bardzo dużo. Moja rada jest taka, by zapytać czy boli, gdzie boli, pocałować i powiedzieć coś w rodzaju "wiem, że boli, ale wiesz, ból tak już ma na szczęście, że z czasem mija, przytul się i razem poczekajmy aż sobie pójdzie" (tylko nie zbywajcie dziecka tekstem "poboli i przestanie", bo to idealny przykład ignorowania).

Jeśli dziecko wybucha złością bo np. czegoś nie dostało albo czegoś mu zabraniamy, dobrze jest wytłumaczyć nasze intencje, wyłożyć argumenty i przemówić do logiki. Nie można wspinać się na regał, bo upadek z dużej wysokości będzie bardzo bolesny, albo mama bardzo się o ciebie boi jak tak robisz i wolałaby, żebyś tak nie robił. Nie wolno głaskać obcych psów, ponieważ ich nie znamy i choć wyglądają łagodnie, to jednak mogą nam zrobić krzywdę. Nie dostaniesz czekolady bo zjadłeś już swoją porcję albo najpierw zjedzmy obiad, żeby witaminy miały miejsce w brzuchu, deser po obiedzie (poza tym, kto by chciał "mordować" smak czekolady w buzi fasolką szparagową albo ziemniakiem?). Trzeba się wykąpać, żeby nie śmierdzieć :)

To niezwykle trudna sztuka, na własnej skórze testuję, wiem to zatem doskonale. Dla rodziców w takich przypadkach przydatne będą techniki szybkiej relaksacji, liczenie do dziesięciu (wolno!), głębokie wdechy i wydechy, przymknięcie na chwilę oczu, wyjście na chwilę do innego pokoju, albo przekazanie dziecka drugiej instancji (czyt. tacie, mamie, babci itd.). Nie podnoście głosu (a jeśli wam nie wyjdzie, udajcie że to wołanie i wtopcie swój krzyk w inne głośne słowa, ale łagodniejsze), nie warczcie, nie ironizujcie i nie bijcie. Jeśli dziecko często wyprowadza Was z równowagi, załóżcie sobie na nadgarstek gumkę recepturkę i w chwili silnego gniewu uderzcie nią o skórę, to otrzeźwia. Zastosujcie te same triki, których uczycie dzieci, wyjście do innego pokoju i wrzask w poduszkę pomaga, tupanie i klaskanie również. Czasem wystarczy się przebiec, podskoczyć kilka razy albo otrzepać się jak pies, żeby otrzeźwieć i pozwolić pierwszego uderzeniu złości się ulotnić.



Dobrze, zatem kilka słów ciocia Tocia z siebie wyrzuciła i obdarowała Was dobrą myślą, mam nadzieję, że moje złote rady komuś się przydadzą. Czas już jednak przejść do meritum, czyli do gry, którą przygotowałam dla mojej małej, dość wybuchowej potomki. Jest banalnie prosta, a materiałów możecie użyć na kilka sposobów.

Przede wszystkim trzeba ściągnąć STĄD głowę i miny do druku, wyciąć i zalaminować dla trwałości. Następnie można przejść do kilku wariantów zapoznawania malucha z tym jak wygląda ludzka twarz, gdy czuje on poszczególne emocje:
  • układanie wyrazów twarzy własnoręcznie - układamy sami np. smutek, radość czy zdziwienie i opowiadamy dziecku co widzi na obrazku;
  • losujemy z zakrytych kart poszczególne elementy i po ułożeniu staramy się zinterpretować to, co nam wyszło;
  • układamy wyraz twarzy w ukryciu, po odsłonięciu dziecko zgaduje co ułożyliśmy i tłumaczy skąd to wie;
  • układamy wyraz twarzy i prosimy dziecko, by go pokazało na własnej twarzy - można przy tym użyć lusterka;
  • prosimy dziecko o ułożenie oczu i ust tak, by wyrażały wybraną przez nas emocję;
  • pokazujemy dziecku kartonik z gotowym ułożeniem (niestety jeszcze nie przygotowałam tych kart), prosimy o skopiowanie go i opowiedzenie, jaką emocję wyraża;
  • dziecko samo układa dowolny wyraz twarzy i to my mamy zinterpretować to, co ułożyło;
  • bawimy się w dziwne miny.
Jeśli macie jeszcze inne pomysły na użycie tej gry, piszcie w komentarzach, chętnie poczytam i przetestuje, im więcej nowatorskiego podejścia, tym lepiej!



Śmiech przez łzy - made my day!




Temat emocji na pewno pojawi się jeszcze na blogu nie raz, jako że dla nas jest bardzo aktualny i na czasie. Zdradzę Wam jednak od razu, że żaden magiczny, złoty sposób nie istnieje, żaden podręcznik nie poprowadzi Was przez ten trudny czas poznawania emocji przez dziecko. Wszystko musimy wypracować sobie sami, taki już nasz los, rodziców.

Post bierze udział w projekcie Grajmy!
Koniec psot!

6 komentarzy:

  1. Zastanawiam się tylko, czy moja siedmiolatka nie jest już na taką zabawę za duża...
    Ona jak się wkurzy to krzyczy, ze nie będzie ze mną rozmawiać i tyle! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tu już chyba trzeba przejść na level wyżej i pokusić się o bardziej zaawansowane sposoby radzenia sobie z emocjami i nauki empatii.

      Usuń
  2. Dziękuję za pomysł i możliwość skopiowania. Wczoraj zrobiłam dla Antosia :) z wielką przyjemnością będę do Was zaglądać. Pozdrawiam mama Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowicie mnie to cieszy! Mam nadzieję, że znajdziecie u nas jeszcze wiele zabaw, które przypadną Wam do gustu :)

      Usuń
  3. Emocje są bardzo Ważne ! :-))
    Polecam swojego bloga http://pomyslowanauczycielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)