8 lipca 2015

Dziecko i świat zwierząt


Dzieci kochają zwierzęta. Pierwszymi słowami poza mama czy tata są zwykle wyrazy dźwiękonaśladowcze i nie jakiegoś miksera, pralki czy tłuczka, tylko właśnie dźwięki naśladujące "mowę" zwierząt. W pierwszych książkach też najczęściej rysowane są zwierzątka, a na widok żywego okazu, młodzież wszelkiej maści wpada w amok i koniecznie chce zwierzątko dotknąć, złapać i przytulić. Moja Tosia nie jest wolna od takich zachowań, choć oczywiście uczymy ją, że kot jeśli się go goni, zawsze będzie uciekał, bo taką ma naturę, więc nie ma sensu na niego krzyczeć i za nim biegać. Na kota można jedynie czekać i mieć nadzieję, że kiedyś najdzie go ochota na głaskanie się o człowieka. Podobnie nie podchodzimy do psa kiedy je, bo nikt nie lubi jak mu się zagląda w talerz (czy w tym wypadku w miskę), na wszelkie oznaki irytacji u psa, typu warczenie, należy go zostawić w spokoju. Nasze nauki odnoszą różny skutek, Tosi ciężko jest na razie pojąć to, co próbujemy jej przekazać, ale z każdym dniem jest lepiej. Pies z resztą Tosię bardzo lubi i często ją pilnuje albo usypia swoim chrapaniem. A i kot uciekający już na sam widok dziecka, przed Tosią jakoś nie ucieka i spokojnie sobie drzemie, dopóki Tosia nie zapuści się zbyt blisko niego.
Warto uczyć dziecko odpowiednich zachowań względem zwierząt, ponieważ świat jest ich pełen, wszędzie możemy się na nie natknąć, szczególnie właśnie na koty i psy. Wpadanie w amok na widok zwierzęcia to często znak nieobznajomienia z takowym i chęć wymacania nowości. Dziecko nie wie, że zwierzę może być niebezpieczne, nie wie czego się wystrzegać, a co może robić, wszystkiego musi się nauczyć i według mnie powinno mieć na to okazję jak najwcześniej. Izolowanie dzieci od zwierząt, może skutkować tym, że nie wiedząc jak się przy nich zachować, doprowadzą do niebezpiecznej sytuacji, tak chociażby jak próba pogłaskania wielkiego i nieprzyjaznego psa, czy próba złapania kota. Skutki łatwo sobie wyobrazić.


Podstawowym błędem według mnie, który popełniają rodzice czy dziadkowie, to straszenie zwierzęciem, często przypadkowe i nieumyślne. Na przykład mówienie dziecku, że psa czy kota nie wolno dotykać, bo jest brudny, albo bo może ugryźć bądź podrapać. W ten sposób uczymy dzieci tego, że zwierzęta są niebezpieczne i należy się ich bać, unikać, a w razie kontaktu bronić się przed nimi. Stąd prosta droga do przemocy wobec zwierząt, bo przecież skoro pies jest takim agresywnym brudasem, to nic się nie stanie jeśli go kopnę czy czymś w niego rzucę.
Drugim błędem jest niereagowanie na męczenie zwierząt. Zwierze nie jest pluszanką, którą dziecko - nawet to najmłodsze! - może bezkarnie ciągnąć za ogon czy uszy, one czują tak jak my. Od samego początku warto uczyć najmłodszych, że zwierzę można pogłaskać, delikatnie dotknąć, ale nigdy nie traktować jak zabawki. Jeśli widzimy, że niemowlę szarpie psa, pokłada się na nim i go tarmosi, nie siedźmy bezczynnie, nawet jeśli pies tak bardzo nas kocha i nie reaguje na takie zaczepki. Ponieważ nasz pies może nie reagować, ale pies sąsiadów już tak. W takich chwilach rodzic powinien usiąść przy dziecku i psie, po czym POKAZAĆ jak należy obchodzić się z żywym stworzeniem. Pogłaskać pieska delikatnie i zachęcić dziecko, żeby spróbowało tego samego. Nie karcić, nie zabraniać, nie odciągać. Usiąść, poświęcić czas i wytłumaczyć, to jest ten magiczny sposób na wychowanie empatycznego człowieka.


Kolejny błąd to uleganie zachciankom. Wszem i wobec, przy okazji wszelkiej maści świąt, trąbi się o tym, że zwierzęta to nie jest idealny prezent dla dziecka (jak dla mnie powinno się o tym mówić cały rok, bo przecież urodziny to też "świetna" okazja). Jeśli już decydujemy się na sprezentowanie dziecku zwierzęcego towarzysza zabaw, musimy je najpierw do tego przygotować. Nie ulegamy zatem chwilowemu entuzjazmowi potomka wobec ślicznych kotków czy króliczków. Najlepiej umówić się z nim, że przez najbliższe dwa tygodnie będzie "wyprowadzało" smycz na spacer, tak jakby wyprowadzało psa. Że kilka razy dziennie będzie zmieniało wodę w misce. Że będzie dbało o posiłki dla wirtualnego pupila - wystarczy, że będzie o nich pamiętać. Przez kolejne dwa tygodnie wspólnie można wybrać najlepszą opcję, a więc poznać gatunki zwierząt, ich potrzeby i zwyczaje, zastanowić się, czy na przykład kupowanie psa rasy Husky to dobry pomysł, kiedy mieszkamy na 40 metrach kwadratowych w bloku w centrum miasta. Można się też zastanowić nad tym czy nie lepiej adoptować jakieś zwierzątko, zamiast kupowania, choć moim zdaniem przy dzieciach istnieje tu pewne ryzyko i nieprzewidywalność, ale też kundelki czy koty dachowce to często genialni kompani zabaw.


No dobrze, ale tak właściwie to po co zwierzę przy dziecku? Przecież to tyle roboty, taki mały człowiek wymaga mnóstwa zaangażowania i gdzie tu znaleźć miejsce na wyprowadzanie i karmienie kolejnego domownika? No i ta higiena, przecież przy dziecku powinno być sterylnie czysto, a taki pies czy kot to tona sierści, brudne podłogi, ślina wszędzie, brudna kuweta i tak dalej.
Jeśli komuś przychodzą do głowy tego typu myśli, niech lepiej rzeczywiście zrezygnuje ze zwierzęcego towarzystwa przy dziecku. Jestem zwolenniczką tego, by futrzani towarzysze mieszkali wyłącznie tam, gdzie będą kochani miłością wielką i bezgraniczną, bez nieustannego karcenia i przeganiania z kąta w kąt. Zwierzę tak jak i człowiek potrzebuje zainteresowania, uczucia, czasu i towarzystwa. Nie każdy też nadaje się na przyjaciela dla poszczególnych gatunków, to zależy w dużej mierze od charakteru, bo jednemu przeszkadza energiczność i służalczość psów, innemu nie będzie odpowiadała obojętność kota, a jeszcze inny będzie kręcił nosem na paskudne szczury czy chomiki. Nie każdy dom się też dla zwierząt nadaje, w bloku lepiej niech zamieszkają malutkie zwierzątka, jakieś gryzonie, rybki czy malutkie psy albo koty po sterylizacji. Duże zwierzęta, a szczególnie te, które wymagają specjalnego traktowania (np. Husky, które muszą się porządnie wybiegać), potrzebują dużej przestrzeni, podwórka, na które mogą w każdej chwili wyjść, nie będą się dobrze czuły w mieście.
Wracając jednak do wątpliwości rodziców, to przede wszystkim psychologowie podkreślają ogromną rolę, jaką zwierzęta w domu odgrywają w wychowaniu małego człowieka. Odpowiednio traktowane zwierzę może nauczyć dziecko jak nikt inny empatii, cierpliwości, odpowiedzialności, opiekuńczości i systematyczności. Zwierzęta to często pierwsi przyjaciele, pierwsi towarzysze zabaw, wierni i kochający bezwarunkowo, to one też niestety, jako pierwsze często uczą dzieci czym jest strata i śmierć. Każda sfera osobowości młodego człowieka, jest więc dzięki zwierzętom rozwijana, zarówno emocjonalna jak i społeczna oraz intelektualna.


Ponad to towarzystwo zwierząt działa na każdego człowieka uspokajająco, na małego człowieka również. Większość z nas chyba doświadczyła tego cudownego uczucia, kiedy zanurza się rękę w ciepłym futerku, kiedy żywa istota przytula się do nas i mruczy, albo pochrapuje (no dobra z Cynamonem się tak nie da, ale głaskanie go jak nie śpi nadal jest fajne :D ). Tak naprawdę to czysta biologia, czując spokój naszego psa, kota czy innej fretki, sami zaczynamy się uspokajać, obniża się nasze ciśnienie krwi, zmniejsza się napięcie mięśni, stres opada, a samopoczucie znacząco się poprawia. Z tego samego powodu tak popularną metodą w rehabilitacji dzieci z porażeniem czy problemami emocjonalnymi, jest zooterapia, w tym najbardziej popularna dogoterapia, felinoterapia czy hipoterapia - te trzy są najczęściej spotykane w Polsce. Nasz Cynamon na przykład to Cavalier King Charles Spaniel, jedna z najpopularniejszych obok Berneńskich Psów Pasterskich ras, zatrudnianych w dogoterapii. Muszę przyznać, że w pełnej rozciągłości to rozumiem, jest cudownym, kochającym i bardzo radosnym psem, agresja na poziomie niemalże zerowym, radość życia level master, poziom ubrudzenia i radości po zabawie z Tosia na podwórku - overlord (jedyny kłopot jaki z nim mamy to fakt, że szczeka na zwierzęta w telewizorze...).
Przez tekst w kilku miejscach przewijało się także to, że zwierzę to najlepszy nauczyciel empatii, szczególnie że często pierwszy. To dzięki zwierzakom, a szczególnie psom, dzieci uczą się rozpoznawać radość, smutek, złość, zwierzę nie ma problemu z tym, żeby wyrażać uczucia, tak jak ludzie, można w nim czytać jak w otwartej książce, co czyni z nich cudownych edukatorów w tym temacie.
Widać również wyłażące z artykułu wnioski, że zwierzęta rozwijają w nas wrażliwość na cierpienie. To one uczą nas stawania w obronie słabszych, a także tolerancji, ponieważ dziecko szybko przerasta je intelektualnie i z roli ucznia, przeradza się w opiekuna, musi zatem zaakceptować fakt, że na przykład pies nie wszystko zrozumie, że jest inny niż człowiek i trzeba być wobec niego wyrozumiałym.


Na koniec zaś temat higieny, jak to jest z trzymaniem zwierzaka w tym samym domu co małe dziecko? W zasadzie jeśli zachowamy podstawowe zasady higieny (zamiatanie i mycie podłóg, czyszczenie kuwety czy klatki, wyprowadzanie psa na spacer za potrzebą - zawsze sprzątamy po nim!) nie powinno być żadnego problemu. Lekarze wręcz podkreślają, że zwierzęta w domu zmniejszają szanse dziecka na alergie w przyszłości. Wykonano szereg badań dotyczących tego tematu, o których możecie szerzej poczytać w linkach w Bibliografii.
I na koniec rzecz chyba najważniejsza, dzieci to urodzeni naśladowcy, ich zachowanie względem zwierząt, to bardzo często lustrzane odbicie tego, jak samo są traktowane. Oznacza to, że dziecko traktowane z miłością i szacunkiem, przełoży to zachowania na swoje relacje z innymi, głównie słabszymi, w tym także ze zwierzętami. I niestety działa to także odwrotnie, dziecko źle traktowane, będzie się zachowywało agresywnie i nieprzyjaźnie. I ten ostatni akapit powinno się wyryć grubymi zgłoskami nad wejściem do każdego żłobka, przedszkola i szkoły.


Także moi drodzy, zwierzęta to wspaniali towarzysze i przyjaciele dla naszych dzieci, nie pozbawiajmy ich przyjemności poznania zwierzęcego świata, bądźmy dla nich przewodnikiem i sami też nauczmy się kochać i dobrze traktować żywe stworzenia.

Wszystkiego futrzastego życzymy wam ja i Tosia!

Bibliografia:

Post powstał w ramach projektu Mały Przyrodnik:

20 komentarzy:

  1. Mamy w domu kota, był z nami na długo przed dziećmi, ale muszę przyznać, że ciężko mu się było przyzwyczaić, że nagle to nie on jest najważniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, znając koty, że on nadal nie przyjął tego faktu do wiadomości i dzieci wcielił do rzeszy swoich poddanych :D Mój kot był zdziwiony nowym domownikiem, ale po jakimś czasie zaczął do nas przychodzić w czasie karmienia i mruczał :3 Powoluteńku obustronna akceptacja doszła do skutku. Bardziej zdziwiony i zrozpaczony mniejszą ilością zabaw był pies, teraz na szczęście braki w psiej zabawie uzupełniamy z Tosią z nawiązką :D

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy, wnikliwie napisany i wyczerpujący temat artykuł!

    Kiedy byłem małym dzieckiem, w domu były dwie kotki - jedna z nich przejęła rolę niańki i kładła się koło mnie, a ilekroć zaczynałem płakać, biegła alarmować moją mamę. Bardzo się z nią związałem i mielismy swietny kontakt... Niestety zmarła na raka, kiedy miałem pięć lat, tak więc miałem bardzo bolesną lekcję o smierci. Za to wkrótce na jej miejsce przyszła kolejna kotka, a teraz jeszcze jedna...

    Nie wyobrażam sobie życia bez zwierzęcia w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komplement, też sobie nie wyobrażam życia bez zwierząt blisko, to ciepło, obecność żywej istoty, nie da się tego niczym innym zastąpić :)

      Usuń
  3. Przez 26 lat mojego życia nie było momentu, żebym nie miała jakiegoś zwierzaka ;) Dla mnie to po prostu naturalne. Dzieci jeszcze nie mam, ale jedną z wartości jakie będę im chciała wpoić to właśnie szacunek do zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, wychowałam się w domu pełnym psów i kotów, miałam króliki, szczurki, a nawet raz gołębia, któremu leczyliśmy chore skrzydło ^_^ Dzieci pięknie reagują na zwierzęta, jak widzą rodziców kochających i dobrze traktujących zwierzęta, to i same tak robią, bo to małe papużki na początku :3

      Usuń
  4. My właśnie przygarnęliśmy dwa kociaki. Dzieci są małe, więc mąż miał obawy czy nie zrobią im krzywdy. Okazuje się, że dzieciaki są bardzo delikatne, i samo już uczą sięo nie dbać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mąż dał się przekonać, a jego obawy rozwiały się w pył. Brawa też dla dzieciaków! Mam nadzieję, że będzie się wam z kociakami dobrze mieszkać :D

      Usuń
  5. Moje dzieci mają zwierzaki, trochę na przekór, temu, że ja zawsze miała z tym problemy w domu. I nie mamy żadnych prolemów, ani pies, ani kot nikomu nic złego nie robią. Najbardziej bojowy z towarzystwa był chomik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taka zwierzęca zasada, im mniejszy tym bardziej zaczepno-obronny (on zaczepia, a ty go musisz bronić ;) )

      Usuń
  6. Przez całe dzieciństwo towarzyszyły mi zwierzęta i był to jeden z najpiękniejszych jego elementów. Misiek też ma kota :) Uczymy go robić "cacy kotek, dobry kotek", a on go głaszcze pacnięciami :D Obrazek przeuroczy. W sumie to kot nauczył go, gdzie jest granica i Misiek jej przestrzega. Oboje bardzo się lubią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tosia i nasz Monio działali dokładnie w ten sam sposób. Moja mama panikowała, że kota nie wolno blisko niemowlęcia dopuszczać! Ale delikatne tłumaczenia i widok Tosi głaszczącej delikatnie kota, skutecznie babcię oduczyły panikowania :D

      Usuń
  7. Nie mamy żadnego zwierzaka. Pies w bloku to dość spory obowiązek, dodatkowo dziecię moje jest alergikiem- więc póki co wolę nie ryzykować i być w sytuacji kiedy będę musiała zwierzaka oddawać. Kontakt ze zwierzętami ma- podchodzi do nich jednak z dystansem. Nie mówię, że nigdy nie będzie u nas żadnego zwierzaka:) W piesku się zakochałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie odpowiedzialny postępowanie! Ja w ogóle mam sporo ale do psów w blokach, bo zwykle się tam bardzo męczą. Taka prawda niestety :/ Jeśli już to tylko malutkie. A przy alergiku też trzeba uważać i testować, najlepiej przy zwierzakach znajomych. Wszystkiego o czym pisałam w artykule, dziecko może się też nauczyć bez zwierzaków, z nimi po prostu łatwiej ;)

      Usuń
  8. No, muszę się tu dopisać! Po pierwsze, to macie strasznie wielkiego kota! :D Chociaż może przez sierść się taki wydaje.
    U nas są dwa koty i pies. Pies – owczarek niemiecki zazwyczaj w ogóle nie wchodzi do domu, bo nie chce, więc bawimy się na dworze. Koty mają okienko w drzwiach i przechodzą milion razy dziennie. Zaleta jest taka, że kuwet nie mamy, ale wadą bywają wnoszone czasem myszki, martwe lub... żywe. ;) (Hej, zawsze więcej zwierzaków! :D )
    Zwłaszcza jeden kot jest wyjątkowy – przytulak pełną gębą. Jak go Róża goni, to on się tylko kładzie na plecach i czeka. :) Od samego początku kładł się przy dziecku, mruczał do uszka, dawał tarmosić niewprawnym rączkom, nigdy by niczego nie zrobił, ale Róża testowała go na różne sposoby (choć szybko się nauczyła, żeby nie ciągnąć za ogon, nie szarpać). Teraz za każdym razem jak go widzi, to robi głową kocie tryk-tryk, przytula, głaszcze, kładzie sie na nim, czyli dokładnie wszystko to samo, co on robi jej – tak się nauczyła. :)
    Dla mnie najgorszym bestialstwem jest jak ludzie, którzy dowiadują się, że będą mieli dziecko nagle pozbywają się z domu zwierzaka, w zasadzie nie wiadomo dlaczego. Przykre, ale zdarza się. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monio jest spory jak na kota (to Syberyjskie Neva Masquarade), waży jakieś 8-9kg, choć jak się go weźmie na ręce, wydaje się lekki jak piórko, natomiast Cynamon ważący 10kg wydaje się ciężki jak kloc :D Futro Monia mocno "pogrubia", wydaje się, że to wielkie kocisko, a jak się go złapie, to jak szczurek ^_^
      Fajnie u was i baaaardzo zwierzakowo :3 Też nie rozumiem pozbywania się zwierząt ot tak, bez wyraźnego powodu. Już nawet o toksoplazmozie trąbi się tyle, że ludzie powinni wiedzieć, że nie trzeba kota z domu wyrzucać po pierwszym USG, wystarczy że tata przejmie czyszczenie kuwety i będzie ok -_-

      Usuń
  9. Piękne zwierzaki. Mój kot syjam ma identyczne ubarwienie jak Twój, choć zawsze marzył mi się Ragdoll z długą sierścią.
    A psiak przecudny. Ja w ogóle uwielbiam zwierzaki każdego typu , to już chyba rodzinne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nevki to właśnie połączenie syjamów z syberyjczykami :) Bardzo są podobne do Ragdolli i jeszcze do kotów birmańskich. Wszystko ma umaszczenie syjamów i niebieskie, przepiękne oczy, różnią się drobnymi szczegółami umaszczenia i lekko budową :)
      Komplement został przekazany Cynamonowi :D A to, że miłość do zwierzaków wynosi się z domu, to fakt bezsporny!

      Usuń
  10. Kiedy urodziła się moja starsza córka miałam w domu dwa koty, psa dwa węże sześć żółwi i kilka gatunków egzotycznych jaszczurek. Najbardziej mnie irytowało pytanie "I co ty zrobisz z tymi zwierzętami jak się dziecko urodzi?" Zwierzęta dożyły swoich dni a niektóre żyją nadal. Dzieci się świetnie w tym odnalazły. A nawet wyleczyły z nerwicy kota, który bał się panicznie dzieci i w wyniku strachu był agresywny.

    Teraz dzieci podrosły, już zdążyły mieć swoją świnkę morską, która niestety też już dożyła swoich dni. Już na nas w domu tymczasowym czekają świnki, które zabierzemy do siebie kiedy naszykujemy dla nich mieszkanie i zakończymy wakacyjne wojaże. Już myślę o niewielkim akwarium z rybkami i o odnowieniu kolekcji jaszczurek.

    A jak dzieci będą dostatecznie duże by ogarnąć kwestię wyprowadzania psa na spacer to może i o psie.

    Nie wyobrażam sobie naszego domu bez zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Menażeria z prawdziwego zdarzenia! Podziwiam siłę do ogarniania całego domowego stadka, bo przy takiej ilości zwierząt i dzieciach sporo pracy jest, ale jaka przyjemność kiedy się na nie wszystkie patrzy, przytula, głaszcze i kocha całym sercem :)
      Jak jeszcze mieszkałam w Krakowie, a Cynamon był malutkim szczeniaczkiem, wyszłam z nim na spacer. Idąc klatką schodową, spotkałam na swojej drodze ciężarną sąsiadkę, w życiu nie widziałam takiej paniki na twarzy. Rozpłaszczyła się na ścianie powtarzając jak mantrę "proszę go zabrać, jestem w ciąży!" Zrobiłam tylko wielkie oczy i poszłam dalej, pies też wyglądał na mocno zdziwionego. Nie mam pojęcia czego się tak przestraszyła i czemu wiązało się to z psem i ciążą (do tej pory sądziłam, że mity krążą tylko odnośnie kotów i toksoplazmozy), ale ludzie ogólnie mają chyba strasznie mylne i spaczone pojęcie na temat zwierząt.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)