21 października 2015

Filmografia dla rodziców na Halloween

 

Wiecie jak jest, człowiek się stara troszczyć o własną kulturę, hołubi ją i pielęgnuję jak cenny kwiat, a tu podstępem wrasta w nią jakiś nowy element. Nie znoszę tego, a mimo to lubię Halloween... Jednocześnie bardzo sobie cenię nasze polskie Zaduszki i Wszystkich Świętych. Dla mnie to tak jakby oddzielne tematy, których nie można rozpatrywać razem. Halloween w żaden sposób nie zaburza pierwszego dnia listopada, bo zwyczajnie odbywa się wcześniej i towarzyszą mu zupełnie inne okoliczności. Gdyby tak między spacerującymi po cmentarzach i kontemplującymi ludźmi, zaczęły biegać strzygi i wilkołaki wołając "cukierek albo psikus!", wtedy zapewne miałabym ogromne psia (co nie przeszkadza mi nie lubić Walentynek, które przecież z niczym nie kolidują, po prostu ich nie lubię i już ;) ). Stan aktualny całkiem mi odpowiada, najpierw trochę się straszymy i oswajamy z tym strachem, by potem móc w spokoju i bez lęku kontemplować zaświaty i przeszłość.




Po tym przydługim wstępie, przechodzę więc do meritum tego posta, chciałam Wam bowiem zaproponować pewną filmografię na nadchodzące dni. Pozycje poniższe są według mnie majstersztykiem klimatu i sposobu narracji, idealnie wprowadzą Was w nastrój Halloween, z nutką grozy, ale i uśmiechu, który oswaja nas najlepiej z tym, co nieznane i straszne.
Po co mi w ogóle taka filmografia tutaj, na blogu o zabawach i edukacji Tosi? Ano po to, by oswoić rodziców z pojęciem Halloween, z jego istnieniem, cechami i powodami, dla których nie powinniśmy go brutalnie zwalczać. Halloween jest bowiem cenne. Jak tylko rozbierzemy je z amerykańskiej komercji, powstanie nam bardzo dobry temat do rozmyślań i świetny początek nauki dla naszych dzieci.


Zacznijmy od tego czym jest Halloween i skąd się wzięło, ponieważ narosło wokół tego święta mnóstwo zakłamań i niedomówień. Idea święta straszydeł, tonącego wręcz w darach jesieni (dynie, jabłka, żółte i czerwone liście), wywodzi się z celtyckiego święta powitania zimy, czyli Samhain. W celtyckich wierzeniach był to czas, w którym zacierała się granica pomiędzy światem żywych i umarłych. Świętowano przy ogniskach, gdzie odbywały się tańce śmierci. Symbolami Samhain były zaś czarne szaty druidów i rzepy ponacinane tak, by przypominały twarze straszydeł. Ludzie idąc na obrządki przebierali się jak najstraszniej umieli i zakładali maski, by zniechęcić złe duchy i ustrzec się nękania. Do Stanów Zjednoczonych tradycja ta zawitała dopiero w latach czterdziestych XIX wieku, wraz z Irlandzkimi imigrantami. Szybko zakorzeniła się w lokalnej kulturze i dziś już niewielu pamięta, jakie miała początki. Sama nazwa natomiast jest skrótem wyrażenia All Hollows Eve, co znaczy dokładnie Wigilia Wszystkich Świętych.
Dla mnie jest to więc święto na wskroś celtyckie i brytyjskie, bardzo mroczne, ale i pomagające uporać się z pewnymi lękami, oswoić je i przyjąć jako część nas samych. Razi mnie zamienianie tego dnia w cukierkową fetę i ograniczanie całej filozofii wyłącznie do przebrania się i napchania kieszeni słodkościami. Chciałabym, żeby ten dzień był przerażającym festiwalem pełnym klimatu i zastanowienia nad tym czego tak naprawdę się boimy i z jakich powodów. Żeby słodkość jedynie rozchmurzała ponure miny i umilała całość, a nie stawała się najważniejszym elementem.
Jak zatem wprowadzić się w odpowiedni klimat? Jedna metoda to czytanie książek, może jakichś mrocznych dziewiętnastowiecznych opowiadań (np. Edgar'a Allan'a Poe, Mary Shelley albo Wilde'a, a może Dracula Bram'a Stoker'a)? Inna, znacznie szybsza i nie mniej przyjemna to oglądanie filmów. Poniżej zamieszczam listę moich ulubionych pozycji, którymi raczę się prawie co roku, wszystkimi bądź jedynie wybranymi tytułami, na które akurat mam chęć. Czasami ograniczam się do ścieżki dźwiękowej. Nieodmiennie jednak te filmy co roku w październiku mi towarzyszą, przypominając że najbardziej powinniśmy się bać samotności.
PS. Kolejność nieprzypadkowa.

1. Corpse Bride (2005)

Pamiętam, że o powstaniu tego filmu dowiedziałam się na ponad pół roku przed jego premierą (stąd zapewne moje przywiązanie do oryginalnego tytułu). Byłam zauroczona poświęconą mu stroną Internetową i fragmentem, który tam zaprezentowano. Bałam się, że nastawiając się tak bardzo optymistycznie, narażam się na wielkie rozczarowanie, ale moje oczekiwania zostały z naddatkiem zaspokojone. Do dzisiaj uwielbiam specyficzny klimat tego filmu. Nieodmiennie zachwyca mnie muzyka Danny'ego Elfmana, którego jestem wielką fanką, oraz mroczne poczucie humoru i niesamowity gust Tima Burtona, którego również uwielbiam.
Fabuła filmu opiera się na dziewiętnastowiecznej, rosyjskiej legendzie o chłopcu, który przypadkiem oświadcza się w lesie martwej pannie młodej. Bardzo nietypowy początek, rozwinięty wspaniale z kilkoma wątkami i motywami, które skradły na zawsze moje serce. Uwielbiam to, że świat żywych jest w Corpse bride szary i ponury, gdy tymczasem świat martwych tętni życiem i mieni się od barw. Uwielbiam początek i piosenkę dwóch par rodziców śpiewających o nadchodzącym ślubie, wątpliwości młodych, którzy nawet się nie znali i to, że mimo aranżowanego małżeństwa i tak się w sobie zakochali. Uwielbiam hasło pozwalające wrócić do świata umarłych i Elder'a Gutknecht'a z jego kłapiącą czaszką i dziwnym winem. Uwielbiam brytyjską mroczność opowieści o śmierci Emilii, jakby żywcem wyciętą z klasycznych Nursery Rhymes. Długo by tak wymieniać rzeczy małe i duże, które mnie zachwyciły, dość chyba jeśli powiem, że to mój absolutny numer jeden i obowiązkowa pozycja do obejrzenia przed każdym 31 października.


2. Miasteczko Halloween (1993)

To również wspaniały duet Burton i Elfman, czyli gwarancja dobrej i klimatycznej zabawy przez cały seans oraz uzależnienia od ścieżki dźwiękowej.
Film opowiada o niezwykłej krainie, w której żyją istoty straszne i przerażające, będące esencją święta Halloween. Przez cały rok mieszkańcy miasteczka intensywnie przygotowują się do tego jednego dnia w roku, w którym mogą wyjść na świat i wszyscy są zadowoleni z ich obecności. Tym razem jednak, ich guru i mistrz Jack Skellington przeżywa po Halloween dziwną depresję, zatracił sens corocznego straszenia ludzi i zapragnął czegoś nowego. Przez przypadek trafia do miasteczka bożonarodzeniowego, gdzie dowiaduje się o prezentach, choince i skarpetach nad kominkiem, a przede wszystkim o Świętym Mikołaju. Po tej wizycie zachwyca się Bożym Narodzeniem i postanawia przejąć je dla miasteczka Halloween.
Historia niepokojąca, bo pokazuje, że gdzieś nasze strachy mogą rzeczywiście istnieć i może będą chciały przejąć władzę nie tylko nad tym jednym dniem w roku, który na straszenie jest przeznaczony. A jednocześnie pokazująca bardzo ludzką twarz strachu, obnażająca lęki tych, którzy bać się właściwie nie powinni. A przy tym opowiadająca o tym, że każdy ma na świecie swoje miejsce i próba przejęcia miejsca kogoś innego nie może skończyć się dobrze. Nie jest to może najbardziej współesne podejście, bo jednak ostatnio dążymy do tego, żeby dzieci łamały schematy, a nie w nie wpadały, ale z drugiej strony jest to pewien stały porządek świata, na którym można się oprzeć i budować nowe. To także jest ważna i potrzebna nauka.


3. Koralina i tajemnicze drzwi (2009)

Jeden z nowszych filmów w zestawieniu, ale sama opowieść od wielu już lat nie jest mi obca, bardzo bowiem sobie cenię i lubię prozę Gaimana, na którego krótkiej książce Koralina została oparta.
Film opowiada historię dziewczynki o specyficznym imieniu Koralina, która po przeprowadzce do nowego domu ma spory problem z porozumieniem się z rodzicami, szczególnie zaś z mamą. Ta nastoletnia buntowniczość i złość, prowadzi ją poprzez malutkie drzwi w salonie do równoległego świata, gdzie Druga Matka jest spełnieniem marzeń każdego dziecka. Druga Matka interesuje się wszystkim co mówi dziecko, wspaniale gotuje, pozwala jeść słodycze kiedy ma się ochotę, jest zainteresowana i zajęta wyłącznie wygodą potomka. Ale żeby z nią zostać, trzeba dać sobie przyszyć guziki w miejsce oczu.
Koralina jest niezwykle przerażającą i pouczającą opowieścią, o tym że nasze wyobrażenia i marzenia o idealnym życiu, mogą nas czasem zaprowadzić prosto w pułapkę, zastawioną przez kogoś, kto chce nas wykorzystać. Mówi także o tym, że rodzice, choć nie zawsze są pogodni i poświęceni dziecku, to jednak zawsze kochają. Natomiast ci, którzy na pierwszy rzut oka są ciepli i wspaniali, piękni i dobrzy, mogą się okazać zdradzieccy i podstępni, więc nigdy nie wolno oceniać ludzi po pozorach.

4. Into the woods (2014)

Brodweyowski musical przeniesiony na szklany ekran, wspaniała muzyka, znane postacie, wielkie nazwiska w obsadzie, cóż mogłoby pójść źle, pomyślał Disney i zabrał się za produkcję. Myślę, że producent jest największą bolączką tego filmu. Kojarzony niemalże wyłącznie z bajkami dla dzieci Disney okroił oryginalny scenariusz, ugrzecznił go i odarł w wielu miejscach z ważnej symboliki, pozostawiając nas z filmem niedopowiedzianym, niedokończonym i zaskakująco dobrym. Into the woods nie odniosło sukcesu, gdyż było reklamowane jako film dla dzieci i wielu rodziców zabrało ze sobą pociechy do kina, by potem psioczyć i złorzeczyć. Johnny Deep pojawił się na pięć minut, więc jego fani wyszli z kina równie zawiedzeni. Ukrywano także fakt, że film jest musicalem, co sprawiło, że część widowni na seansie jęczała z nudów, nie próbując nawet wsłuchiwać się w tekst piosenek, a jest on niezwykle wręcz ciekawy!
Film podzielony jest wyraźnie na dwie części, niczym jego sceniczny pierwowzór. Pierwsza część to wyprawa do lasu kilku bohaterów, w celu spełnienia marzeń i pragnień. Mamy zatem piekarza i jego żonę, którzy chcą mieć dziecko, ale klątwa wiedźmy sprawiła, że mieć go nie mogą - wiedźma wysyła ich zatem z misją, za którą otrzymają wymarzoną nagrodę. Mamy także chłopca, który ma sprzedać krowę, swojego najlepszego przyjaciela, chłopiec pragnie, by przyjaciel z nim został, a jednocześnie żeby wraz z matką mieli za co żyć. Do tego jest jeszcze Kopciuszek, który pragnie iść na bal i Czerwony Kapturek, który chce dotrzeć do domku babci. Po chwili pojawia się także Roszpunka i książęta. Pełna humoru pierwsza część zwykle się ludziom bardzo podoba, bo każdy dostaje na koniec to, czego pragnął i mamy szczęśliwe, bajkowe zakończenie. Ale film na tym się nie kończy. Mamy jeszcze drugą połowę, w której każdy z bohaterów boleśnie zderza się ze swoim spełnionym marzeniem, ze swoimi lękami i niepewnością. Bohaterowie są rozdarci i często sami nie wiedzą czego chcą. Opowieść porusza między innymi temat rodzicielstwa (właściwie główny i najważniejszy), odpowiedzialności za siebie i swoje czyny, wychowania jako motoru napędowego całego naszego życia. Książę z bajki jest tutaj tak znakomicie podsumowany, że nadal nie mogę wyjść z zachwytu, to nie tylko karykatura, ale unaocznienie konsekwencji pewnego typu wychowania. Żeby Wam to wszystko opisać, musiałabym chyba napisać o tym filmie osobny post (jeśli wyrazicie chęć, mogę się za to zabrać w sumie). Tymczasem zachęcam do przeczytania tekstu autorstwa Zwierza popkultury, którego bardzo lubię, a który rozkłada wszystkie problemy związane z tym filmem na czynniki pierwsze KLIK.
Co jednak ten film ma wspólnego z Halloween? Ano głównie mroczny las, tajemnicę, dreszczyk i baśnie ukazane w swojej pierwotnej, brutalnej postaci. Są siostry Kopciuszka z obciętymi piętami i palcami, na koniec oślepione przez ptaki, jest wilk z kamieniami w brzuchu (swoją drogą rola wyzwanie z takim podtekstem, że chylę kapelusza przed Deepem, że zdecydował się to zagrać), są też nagłe śmierci, czasem bardzo zaskakujące. Jest w końcu bardzo dużo swego rodzaju nostalgii i wątków, nad którymi po seansie należy się pochylić i chwilę pomyśleć

5. Book of life (2014)

Film bardzo przewrotny, niby dla dzieci, a jednak dorośli wyciągną z niego znacznie więcej nauki (tak jak z Into the woods z resztą).
Historia zaczyna się bardzo niewinnie i dość sztampowo, od dwóch chłopców, którzy zakochują się bez pamięci w jednej dziewczynie (sytuacja jak lustrzane odbicie z Corpse bride). I wszystko byłoby zwyczajne, gdyby nie bogowie mieszający się do spraw ludzi, bogowie którzy zakładają się który z młodzieńców wygra serce panny, a stawką jest nie byle co, ale władza nad światem Zmarłych Pamiętanych (rządzona przez La Muerte), piękne i wesołe miejsce, pełne muzyki i barw, w zamian za świat Zmarłych Zapomnianych (rządzony przez Xibalbę), miejsce ponure, czarne i niezwykle smutne. Każda ze stron chce naturalnie wygrać za wszelką cenę, kosztem życia trójki młodych.
Film opowiada jednak o czymś zupełnie innym niż miłosne rozterki, jest przede wszystkim opowieścią o szukaniu własnego miejsca na świecie. O tym jak ważne jest podążanie za własnym sercem, za tym co kochamy, przede wszystkim jeśli chodzi o to, co w życiu chcemy robić.
Bajka w przepiękny sposób pokazuje wierzenia meksykańskie i ich kulturę, jest kolorowo, trochę strasznie, ale założeniem jest oswojenie się z myślą o śmierci. Niezwykła kreska, która z początku mnie raziła, z czasem okazuje się idealnie pasować do fabuły i klimatu. Szkoda, że w polskich kinach film się w ogóle nie pojawił i mało kto o nim słyszał.

6. Edward Nożycoręki (1990)

Początki kariery Tima Burtona (jak dla mnie mistrza halloweenowego klimatu) i jego współpracy z doskonałym aktorem jakim jest Johnny Depp. Niepokojący i dziwny, nieco podobny do Frankensteina Mary Shelley, a w każdym razie mocno się tą opowieścią inspirujący.
Pewien nieco ekscentryczny naukowiec stworzył człowieka. Był bardzo samotny i chciał mieć potomka, wykorzystując więc swoje umiejętności, zszył z kawałków Edwarda. Na sam koniec zostawił sobie dłonie, element najbardziej pracochłonny i delikatny. W zamian, na początek, założył Edwardowi nożyce (cóż za frapujący pomysł). Nim jednak opracował projekt, niestety pożegnał się z tym światem i biedny Edward został sam jak palec. Dopiero całkowitym przypadkiem trafia pod opiekę jednej z mieszkanek pewnego osiedla, w którym wszystko jest jakby odrysowane od linijki, równe i "idealne" (czyt. takie samo). Jak tak dziwna postać odnajdzie się w sztywnym i niezwykle poprawnym otoczeniu?
Film jest już mocno stary, ale przekaz jaki ze sobą niesie nadal jest bardzo aktualny. Podobnie jak Book of life opowiada o poszukiwaniu swojego miejsca, a także o tym, że nawet ktoś, kto wygląda nietypowo może być wartościowym człowiekiem. Poza tym, dla mnie jest to też świetna ilustracja tego, że każdy choć marzy by być jak inni, w głębi serca pragnie być także jedyny i wyjątkowy.

7. Wiedźmy (1990)

Jakże ja się bałam tej paskudnej Głównej Wiedźmy... A jednocześnie fascynowała mnie jak żadna inna postać z filmów. Kiedyś przypadkiem natrafiłam na niego w telewizji, też gdzieś mniej więcej przed Halloween i zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
Opowieść opisuje losy pewnego chłopca, który bardzo wcześnie traci rodziców i trafia pod opiekę babci. Babcia jest niezwykle opiekuńcza, ale i według niektórych nieco ekscentryczna, wierzy bowiem w istnienie czarownic. Opowiada nawet jedną z najstraszniejszych historii, jakie znam, o dziewczynce, która zostaje uwięziona w obrazie. Postać na obrazie codziennie robi co innego i stoi w innym miejscu. Do tego się starzeje, więc dziewczynka tak jakby dalej żyje na płótnie. W końcu jest staruszką i nagle pewnego dnia nie pojawia się w żadnym miejscu, znika z obrazu. Straszna historia, prawda? Uwielbiam też sygnały, po których można poznać czarownicę, otóż bardzo intensywnie drapie się po głowie, gdyż jest zupełnie łysa i peruka ją gryzie, poza tym noszą ciemne okulary, gdyż ich oczy świecą na fioletowo, ich stopy nie mają palców, więc nie mogą nosić butów na obcasie. No i wreszcie dzieci, pachną dla nich jak kupa :D Urocze, prawda? Chłopiec oczywiście spotyka na swojej drodze Wiedźmy, jak się to spotkanie kończy, zobaczcie sami.
Film oparty jest na krótkiej książeczce jednego z moich ulubionych pisarzy dziecięcych Roalda Dahla, pod tym samym tytułem. Autor inspirował się swoim własnym dzieciństwem, dzięki czemu opowieść brzmi bardzo prawdziwie, choć przecież jest niezwykle fantastyczna. Polecam wszystkie jego książki, z bardziej znanych to przede wszystkim Charlie i fabryka czekolady oraz Matylda. Sama opowieść uczy przede wszystkim tego, że nie każdy z pozoru zły człowiek jest rzeczywiście zły i nie każdy wyglądający przyzwoicie jest dobry. Uczy, że warto być odważnym i nawet będą naprawdę malutkim, można pokonać kogoś wielkiego. Fascynująca historia dla dzieci!

8. Rodzina Addamsów (1991)

Kolejna klasyka w zestawieniu, film na którym w zasadzie się wychowałam i bardzo go lubię, szczególnie zaś Anjelicę Huston (w Wiedźmach również grała, główną wiedźmę!) - jest rewelacyjna w tej roli.
Fabuły w zasadzie nie ma co opowiadać, bo to w większości zbiór krótkich historyjek związanych z rodziną, bardzo zabawnych i mrocznych jednocześnie - idealna czarna komedia. Tytułowa rodzina jest wielopokoleniowa, składa się z rodziców, dwójki dzieci, babci i dawno nie widzianego wujka Festera, wokół którego kręci się oś wydarzeń. Do tego jest jeszcze lokaj Lurch, którego uwielbiam i sprytna Rączka. Pojawia się także słynny Kuzyn Coś, cały porośnięty włosami.
Sam film stanowi głównie rozrywkę, bardzo przyjemną i z dreszczykiem, ale uczy także, że rodzina jest najważniejsza, że trzeba się trzymać razem i "mojego brata torturować mogę tylko ja" :)




9. Przerażacze (1996)

Oglądałam ten film tyle razy, że znam go niemalże na pamięć. Jest to mój zdecydowanie ulubiony film z Michael'em J. Fox'em (w dzieciństwie wcale nie kojarzyłam go z Powrotem do przyszłości, dopiero jako nastolatka poznałam tę trylogię).
Film opowiada historię człowieka, który przeżywszy traumę śmierci żony w wypadku, zaczął widzieć duchy. W związku ze swoją dziwną "dolegliwością" rozwija interes Ghosthuntera, można go wezwać jeśli coś paskudnie mistycznego zalęgnie nam się w domu. Tak też robi główna bohaterka, której zmarły narzeczony daje znaki z zaświatów. Okazuje się, że narzeczony ma wycięty na czole numer i nasz Ghosthunter przypomina sobie nagle, że jego żona też miała taki numer, tylko niższy. Zaczyna się więc tropienie seryjnego, mistycznego mordercy.
Nie wiem czemu, ale uwielbiam ten film. Za naprawdę czarny humor, za duchy i walkę na dwóch płaszczyznach, realnej cielesnej i duchowej. Główny bohater zawsze wydawał mi się tak okropnie samotny i nieszczęśliwy, ale dzięki uporaniu się z przeszłością, wróciła mu radość życia. Film uczy więc, że warto rozliczać się z demonami przeszłości, żeby nie rzucały cienia na całą naszą przyszłość.


10. Sok z żuka (1988)

Film, który ma prawie tyle lat co ja i w tej chwili stanowi klasykę nietypowego gatunku jakim jest czarna komedia. Bardzo nietypowy humor, dużo dziwności i gęsiej skórki.
Fabuła opisuje losy pewnego małżeństwa, które niedługo po przeprowadzce do wymarzonego domu, ginie w wypadku samochodowym. Od tego momentu oboje grzęzną we własnym marzeniu, nie mogą przejść na drugą stronę i pilnują, żeby nikt niepowołany nie zamieszkał przypadkiem w ich gniazdku. Kiedy jednak ta chwila nadchodzi, szukają pomocy u bardzo nieprzyjemnego typa, jakim jest Żukosoczek.
Film bardzo dziwny, ale do dziś pamiętam z dzieciństwa swoje przerażenie niektórymi scenami, jak na przykład facet ze skurczoną głową, dziwny pręgowany wąż czy zamknięte na suwak usta. Nie jestem do końca przekonana czy czegoś uczy, ale idealnie wprowadzi Was w klimat Halloween i zastanowienia się nad śmiercią. Przywiązanie głównych bohaterów do domu i ich walka o niego, wywołuje u mnie gęsią skórkę.


Mam nadzieję, że podoba Wam się to zestawienie, że przypomniałam Wam o pewnych fajnych, starych i klimatycznych filmach albo podpowiedziałam takie, których jeszcze nie znaliście.
Co wy sądzicie o Halloween? Lubicie to święto, czy też zupełnie nie? Jak myślicie, czy warto oswajać siebie i dzieci ze śmiercią?

8 komentarzy:

  1. Tak, tak, tak!
    Koralina, Addamsowie i "Gnijąca panna młoda" to najlepsze co może być!

    kultusarnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne Filmy, nie widziałam jedynie: Księgi życia 2 i Wiedźm nie kojarzę;) A gnijąca Panna młoda, Rewelacja. Uwielbiam Burtona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księgę życia bardzo polecam! Naprawdę warto obejrzeć, bo jest niezwykłym filmem. Co do Wiedźm nie wszystkim będą się podobać, ale jeśli ktoś lubi czarownice i opowieści dla dzieci, na pewno będzie zadowolony :3

      Usuń
  3. "Hey, give me a listen,
    you corpses of cheer,
    Ale least those of you,
    Who still got an ear.
    I'll tell you a story,
    T'make a sceleton cry,
    Of ourown jubiliciously lovely
    Corpse Bride"

    Pomijam, że filmy aniomowane z tej listy były stałymi pozycjami na zajęciach z angielskiego, bo tak, dzieciaki kochają się bać, a jak mogą się przy tym nauczyć czegoś dodatkowego, to tylko plus.
    Szczerze mówiąc ten post poprawił mu dzisiaj humor, jak nie wiem, bo potrzebowałam zapewnienia, że nie tylko ja jeszcze kocham Halloween, nawet jeśli akurat moje jedno z 2 ukochanych świąt spędzę w pracy. (Choć to drugie pewnie też, zależy, jak szybko nas wypuszczą, czy będzie pełen dzień ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się niezmiernie, że mogłam poprawić Ci humor kochana :* A w pracy może narysuj mroczne szkice o balu szkieletów, czy coś w tym stylu :D

      Usuń
  4. Ja uwielbiam filmy Tima Burtona. Nie wiem tylko dlaczego nie oglądałam jeszcze Gnijącej Panny Młodej. Sok z Żuka i Edward Nożycoręki - klasyka w temacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, w takim razie trzeba naprawić ten błąd koniecznie! Corpse bride w tym roku obowiązkowo :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)