27 czerwca 2016

Dziecko na warsztat #10 i 12 sekretów: Pszczeli warsztat

 

Zapraszam Was dzisiaj na nasz długo wyczekiwany i moim zdaniem jeden z lepszych warsztatów. Temat wybrałam już bardzo dawno temu, odkąd właściwie Tosia zaczęła bardziej interesować się owadami. Pośród nich najbardziej ukochane przez nas są pszczoły i o nich właśnie postanowiłam opowiedzieć Tosi w pierwszej kolejności (także owadów będzie u nas na pewno jeszcze sporo).
Warsztat miał wystąpić pod banderą 12 sekretów, ale że niestety nasz emocjonalny warsztat na Dziecko na warsztat mocno się opóźni, postanowiłam pszczele zabawy podpiąć pod obydwa projekty. Ale nie martwcie się, zabawy z emocjami pojawią się na blogu w formie nie całego warsztatu (choć może pod koniec wszystko zbiorę i podsumuję, żeby było też w jednym miejscu), ale pojedynczych wpisów. Także co się odwlecze, to nie uciecze, a teraz klikajcie w ciąg dalszy i miłej lektury!


Pszczoły to niezwykle wdzięczne istoty do obserwacji i bardzo ciekawe. Kryją w sobie wiele tajemnic, a ich struktura społeczna i zwyczaje są jednymi z najbardziej niesamowitych jakie znam. Tylko w tym roku udało nam się dowiedzieć dwóch niesamowitych rzeczy na ich temat. Po pierwsze w czasie jednego ze spacerów spotkałyśmy pszczółkę z dziwnym ładunkiem, żółtą kulką na jednym z odnóży. Zrobiłyśmy jej zdjęcie i po powrocie do domu sprawdziłyśmy cóż to za abominacja.



Dla zainteresowanych, są to koszyczki z pyłkiem. Pszczoły zbieraczki pyłku żuwaczkami rozrywają pylniki kwiatu, by później zabranym z ula miodem (zgromadzonym w wolu), zlepić je i umieścić w koszyczkach na obu bokach - niektórzy się śmieją, że wygląda to jak torby wypełnione zakupami. Taka kulka pyłku jest przekazywana w ulu pszczole magazynierce i po procesie fermentacji przekształca się w jedno z podstawowych źródeł pożywienia młodych pszczół, czyli pierzgę.

Drugą poznaną w tym roku tajemnicą pszczół, było poznanie miejsca zamieszkania trzmieli, w życiu nie podejrzewałam, że te małe, puchate kuleczki mogą mieszkać... pod ziemią! W zasadzie trzmiele wykorzystują do zrobienia gniazda wszystko to, co znajdą. W lesie zamieszkują w dziuplach, norach czy stosach gałęzi, często wykorzystują też sterty kamieni ułożone na polach. Królowa trzmieli zakłada w takim miejscu pierwszą komórkę, nazywaną kolebką i tam składa jaja, które ogrzewa własnym ciałem. Zdecydowanie lubię trzmiele i niesamowitą radością było obserwowanie na początku wiosny, jak pakują się do jamy w ziemi w naszym ogródku.


Nasz warsztat przeprowadziłyśmy całościowo na jeden raz, dla dwulatki był odmierzony tym razem idealnie. Miałam więc całkowite zaangażowanie dziecka od początku do końca. W tej chwili zadania wykorzystane w jednorazowym warsztacie, czekają na umieszczenie na półce montessoriańskiej, żeby Tosia mogła je powtórzyć jeśli będzie miała taką chęć.

1. Książka - Pszczoły, aut. Piotr Socha


Naszą bazą i przewodnikiem po świece pszczół, była genialna książka Piotra Sochy, która jest według mnie bardzo kompleksowym kompendium wiedzy na temat tych cudnych owadów. Poświęcę jej cały osobny post, żeby pokazać ją Wam dokładniej i bardziej całościowo. Do warsztatu wykorzystałyśmy jedynie część poświęconą budowie pszczół oraz ich społeczności, funkcjonowaniu ula oraz pozyskiwaniu pyłki i nektaru, by zrobić z nich między innymi miód. Książka zawiera jednak znacznie więcej informacji, w tym np. konotacje historyczne.


Zaczęłyśmy od rozmowy na temat tego jak długo pszczoły latają po świecie i dowiedziałyśmy się, że żyły już w czasach dinozaurów, a konkretniej 100 milionów lat temu, w okresie kredy. A skąd to wiemy? Otóż najstarszy owad, którego można nazwać prapszczołą, został znaleziony w bursztynie (TUTAJ znajdziecie więcej na ten temat). Dowiedziawszy się tego, postanowiłyśmy sprawdzić, czy babcine korale z bursztynu, kryją w sobie jakiś robaczy sekret.






I znalazłyśmy! Co prawda nie jest to raczej pszczoła, ani nawet kawałek pszczoły. Wygląda bardziej na jakąś maleńką muszkę, ale odkrycie tak czy siak wywołało u nas wypieki na twarzy. Obejrzałyśmy korale z każdej strony i dokładnie zbadałyśmy naszego robaczka i od tej pory Tosia co jakiś czas zagląda do szuflady z wisiorkami i sprawdza co u niego słychać.




Następnie przeszłyśmy do zapoznania się z budową tego fascynującego owada, jakim jest pszczoła. Na obrazku odnalazłyśmy głowę, odwłok, tułów, odnóża, skrzydła i żądło, o którym mała słuchała z wielką fascynacją. Sprawdziłyśmy też jak wyglądają oczy pszczoły w zbliżeniu i okazało się, że składają się z wielu małych oczek w kształcie... a jakże sześciokątów, zupełnie jak plastry w ulu.



Stworzyłam więc dla Tosi trójwymiarowy schemat plastra, żeby mogła go pomacać i obejrzeć z każdej strony. Żeby wykonać go samodzielnie, będziecie potrzebować:
  • żółty karton
  • linijkę
  • długopis/ołówek/kredkę
  • dwustronną taśmę klejącą
Na kartonie rysujemy linie o szerokości 2cm i długości 13cm. Każdy pasek dzielimy na sześć odcinków o długości 2cm, z jednym centymetrowym paseczkiem na końcu. W ten sposób powstanie nam pasek złożony z sześciu kwadratów 2x2cm plus zakładka. Każdy kwadrat dobrze jest obrysować, wtedy będzie się łatwiej zaginał. Paski wycinamy (wymiary każdego paska to 13x2cm) i zaginamy na liniach. Na koniec na zakładkę naklejamy taśmę dwustronną i przyklejamy do drugiego brzegu paska. W ten sposób powstanie nam pierwszy sześciokąt, stanowiący pierwszą komórkę naszego plastra. Takich sześciokątów można stworzyć dowolną ilość, zależy od naszej cierpliwości i pomysłu na zabawę z nim.
Sześciany sklejamy ze sobą, również przy pomocy dwustronnej taśmy klejącej, wystarczy mały kwadracik taśmy na środku boku sześciokąta, żeby dobrze trzymał się z kolejnym. Plaster gotowy.

Bacznie przyglądając się książce, Tosia dowiedziała się również, że w ulu plastry miewają różne przeznaczenie, mogą w nich przebywać larwy, czyli czerwie, mogą też stanowić magazyn na kulki pyłku oraz nektar.
Tosia dowiedziała się, że pszczoły przynoszą do ula nektar bądź spadź, które gromadzą w komórkach plastra, gdzie ulegają procesowi dojrzewania i powstaje z nich miód.



Jako, że chciałam zaangażować w warsztacie wszystkie zmysły, postanowiłam na drugie śniadanie zaserwować nam bułeczki z masłem i miodem. Na stanie miałyśmy akurat miód gryczany (swoją drogą bardzo dobrze łagodzi wszelkie bóle gardła) i wielokwiatowy, czyli najbardziej pospolity. Powąchałyśmy i spróbowałyśmy obu, ale na kanapki Tosia zażyczyła sobie gryczanego.







Opowiedziałam młodej też trochę na temat cyklu życiowego pszczół, przy okazji dowiadując się, że trutnie jednak robią coś pożytecznego, mianowicie pośród nich znajdują się osobniki, które królowa do siebie dopuszcza, dzięki czemu powstają jaja.


Jednym z najbardziej fascynujących elementów dotyczących pszczół, jest ich taniec sygnalizacyjny, niesamowicie sprytna rzecz, która bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie ula. Otóż sposób, w jaki pszczoły zwiadowcy latają, wcale nie jest przypadkowy, im bardziej bowiem ich tor lotu jest okrężny, tym bliżej ula znajduje się pole z kwiatami. Lot wywijany zwiadowców natomiast, pozwala pszczołom z ula określić jak daleko i w którym kierunku znajduje się pole z kwiatami. Strona z torami lotu pszczół zwiadowców, była wprost idealna do ćwiczenia wodzenia palcem po śladzie. Pobawiłyśmy się więc w małych, pszczelich zwiadowców i wspólnie śledziłyśmy palcami tor lotu każdego z nich.


Gdy dotarłyśmy do strony opisującej zapylenie, na dobre zaczęła się nasza część praktyczna warsztatu.


2. Wyruszamy na łąkę


Przygotowałam dla Tosi zabawę, dzięki której nie tylko utrwaliła sobie to, że pszczoły z ula latają do kwiatów, ale też poćwiczyła nieco motorykę małą. Do przeprowadzenia podobnej zabawy, będziecie potrzebować:
  • opakowanie po jajkach (dolną część)
  • zieloną farbę
  • szablon z kwiatami
  • klej
  • szczypce
  • 10 pomponów (żółte albo pszczółkowe)
Opakowanie po jajkach malujemy z wierzchu na zielono i odstawiamy do wyschnięcia. Z szablonu kwiatowego wyciąć dziesięć wybranych kwiatków i na wyschnięte opakowanie, w dołkach na jajka, przykleić wszystkie klejem.


Zadanie dziecka jest bardzo proste, polega bowiem na przeniesieniu wszystkich pszczółek na kwiatową łąkę, tak by każda pszczółka miała swój kwiatek. Ćwiczenie dobrze stymuluje mięśnie dłoni, przydatne później w czasie nauki pisania, koordynację oko-ręka i precyzję. Przy okazji możemy też liczyć pszczółki i głośno nazywać kolory kolejnych kwiatków.






3. Ile pszczół udźwignie kwiatek?


Kolejna zabawa jest bardziej matematyczna, ale również pozwoli maluchowi poćwiczyć mięśnie dłoni. Polega na rozpoznaniu cyfry umiejscowionej w środku każdego kwiatka (Tosia zaczyna już bez problemu rozpoznawać kształty cyfr od 0 do 6 i w zasadzie sama nauczyła się ich przy okazji różnych zabaw) i przyczepieniu do niego odpowiedniej ilości pszczółkowych spinaczy.
Do wykonania pszczółkowych spinaczy, będziecie potrzebować:
  • drewniane spinacze
  • żółty i czarny drucik kreatywny, po jednym z każdego koloru na każdą pszczołę
  • szczypce do cięcia drutu
  • obcęgi
  • cienki papier (najlepiej śniadaniowy)
  • nożyczki
  • klej
Żółty drucik kreatywny owijamy szczelniewokół jednego z ramion spinacza, zaczynając od jego wnętrza. Spirala powinna być jak najbardziej gęsta i dość mocno przylegać do drewnianej powierzchni. Następnie, zaczynając od zewnątrz, owijamy wokół ramienia spinacza czarny drucik kreatywny, przy czym między kolejnymi czarnymi liniami, powinny znajdować się po dwie żółte linie, wtedy pszczoły lepiej wyglądają. Na koniec skręcamy obcęgami końce żółtego i czarnego drucika, z obu stron spinacza i szczypcami ucinamy nadwyżki drutu.
Na koniec z papieru śniadaniowego wycinamy bardzo obłą klepsydrę, nanosimy klej na pszczółkę, w miejscu, gdzie chcemy umieścić skrzydła i tam przyklejamy środek obłej klepsydry. Pszczoły gotowe.

 







Do wykonania zadania matematycznego, będziecie jeszcze potrzebować szablon z cyfrowymi kwiatami, które dobrze jest wyciąć i zalaminować, żeby przetrwały zabiegi dziecka. Szablony przygotowałam w trzech kolorach do wyboru:









4. Pszczele puzzle matematyczne




Przygotowałam dla Tosi jeszcze jedną zabawę matematyczną, w której zadaniem było dopasowanie dwóch elementów, po jednej stronie pszczół, po drugiej kwiatów, tak żeby ich ilość po prawej i po lewej się zgadzała. Jednym słowem, powiedziałam Tosi, żeby znalazła pszczołom taką kartę z kwiatami, żeby im ich nie zabrało i żeby też nie było ich za dużo. W tym celu przygotowałam TEN szablon, zawierający ilości od 1 do 9, przy czym my użyłyśmy jedynie tych od 1 do 5.











5. Zbieranie nektaru

Po przećwiczeniu nieco matematyki i utrwaleniu faktu, że kwiaty i pszczoły są ze sobą bardzo ściśle związane, przeszłyśmy do bardziej konkretnych zadań. Na początek, postanowiłam pokazać Tosi, jak mniej więcej wygląda pozyskiwanie i przenoszenie do ula nektaru.
W naszej bezcennej książce zapisano, że pszczela zbieraczka wysysa nektar z kwiatu (bądź łyka krople spadzi) i gromadzi go w specjalnej komorze, nazywanej wolem. W ulu przekazuje go pszczole magazynierce, a ta również przez jakiś czas trzyma nektar zmieszany ze śliną w wolu. Na koniec nektar jest wypluwany (jakkolwiek paskudnie to nie brzmi) do komory w plastrze, gdzie ulega fermentacji i osuszeniu. Pszczoły wachlują nawet komórki z fermentującym nektarem skrzydłami, żeby szybciej odparował. Miód się nie psuje przez bardzo długi czas, gdyż jest w nim więcej cukru niż wody.
Jako, że miód dość ciężko wciągnąć do pipety (szczególnie jak stwardnieje), postanowiłam do naszego małego pokazowego eksperymentu, użyć zabarwionej na żółto wody. A oto, czego będziecie potrzebować:
  • pojemnik na wodę
  • wodę
  • żółty barwnik
  • pipetę (czasem można kupić w aptece też)
  • pojemniczek z kilkoma zagłębieniami (my użyliśmy przekładki na jajka niespodzianki, o którą poprosiliśmy w sklepie)
Dla lepszego efektu, nasz pojemniczek z żółtą wodą, umieściłam na laurce z kwiatem słonecznika, którą zrobiłyśmy wraz z Tosią dla dziadka. Zadaniem małej, było nabranie żółtej wody z dużego pojemnika i przeniesienie jej do jednego z otworów w naszym substytucie plastra. Było to pierwsze tego typu zadanie, jakie postawiłam przed Tosią. Dość szybko załapała jednak w jaki sposób operować pipetą, żeby nabrać trochę wody - tu na początek dobra będzie jednak duża pipeta, z małą może być znacznie trudniej. Oczywiście stół był w trakcie cały żółty, a w połowie musiałam ratować laurkę przed zalaniem, ale zabawa była przednia, pouczająca i bardzo stymulująca.









6. Zbieranie pyłku


Ocalony przed powodzią nektaru słonecznik, przydał nam się także przy zabawie pokazującej w jaki sposób pszczoły zbierają pyłek. Wykorzystałam w niej w zasadzie wszystko to, czego używałam w poprzednich aktywnościach. W papierowym plastrze umieściłam kilka pszczółek, na kwiat słonecznika zaś, nasypałam trochę srebrnego brokatu, który zagrał rolę pyłku (złoty byłby zapewne bliższy oryginałowi, ale też dla malucha mógłby być trudniejszy do zauważenia).
Zadaniem Tosi było wyjąć pszczołę z plastra, przelecieć nią do słonecznika i pochodzić chwilę po jego powierzchni. Kiedy spojrzałyśmy na "brzuszek" naszej pszczoły, okazało się, że cały jest oblepiony pyłkiem. Kiedy pszczoła leci do kolejnego kwiatka tego samego gatunku, przenosi pyłek, dzięki czemu powstałe owoce i nasiona, są lepszej jakości, niż gdyby kwiat uległ samozapyleniu. I tak to mniej więcej działa, poza tym, że pszczoła zbiera jeszcze pyłek do celów konsumpcyjnych i gromadzi go w koszyczkach na tylnych odnóżach. Kwiaty są jednak w stanie zapłacić taką cenę, plus nektar, by tylko móc zapylić swoim pyłkiem inny kwiat.
Zapach i wygląd kwiatów są nierozerwalnie połączone z gustami pszczół i innych owadów, mają je wabić i nęcić, jak to zapisano w opisanej wyżej książce, zdają się krzyczeć "Stołówka!".







7. Powrót do ula


Na koniec, przy wykorzystaniu elementów z poprzednich zabaw, poprosiłam Tosię, by pomogła pszczołom wrócić do ula. Tym razem więc zadanie było nieco bardziej skomplikowane, mała musiała bowiem wyłuskać pszczoły z dołków w opakowaniu po jajkach, co nie było już tak banalne jak zwykłe złapanie ich wprost ze stołu.







Ponad to w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi, miałyśmy okazję odwiedzić Skansen roślinny, gdzie przez szybę w ulu, można było obejrzeć pszczoły uwijające się przy plastrze. Dowiedziałyśmy się także, że znajduje się tam ekspozycja dotycząca historii pszczelarstwa, której niestety z powodu burzy, która wygoniła nas z ogrodu, nie zdążyłyśmy już obejrzeć. Mamy jednak w planach powrót i dokładniejsze przyjrzenie się całemu skansenowi. Po odwiedzeniu strony Ogrodu Botanicznego, dowiedziałam się też, że przygotowano tam cykl dwunastu warsztatów dla dzieci, dotyczących między innymi pszczelarstwa, na które mam nadzieję uda nam się wybrać, jak tylko Tosia trochę podrośnie (przeznaczone są dla dzieci w przedziale wiekowym 5-18 lat).

Mam nadzieję, że podobał Wam się nasz warsztat i skorzystacie choć z części zabaw. My w każdym razie jesteśmy bardzo zadowolone, a Tosia wyciągnęła i zapamiętała z warsztatu zadziwiająco dużo, jak na taką małą osóbkę. Polecam, przeprowadzanie z dziećmi warsztatów, a pomysły na nie, na pewno znajdziecie na blogach, biorących udział w projekcie Dziecko na warsztat, którego trzecią odsłonę, wraz z niniejszym postem, z wielkim żalem kończymy. Było wspaniale, bardzo inspirująco i obie z Tosią niesamowicie dużo dzięki niemu się nauczyłyśmy. Mamy nadzieję dostać się do czwartej odsłony, trzymajcie za nas kciuki, bo ilość miejsc tym razem będzie ograniczona!

Po inspirację zajrzyjcie na każdy z blogów, wystarczy kliknąć w wybraną ikonkę:

Słowo mamy ED Montessori Karolowa mama Kreo Team Kreatywnym Okiem Matkopolkowo Bez nudy 360 przygód Bawimy się my 3 Biesy dwa Duśkowy świat Dzika jabłoń Elena po polsku Co i robi robcio Jej cały świat Cały świat Karli Tymoszko Igranie z Tosią Kawa z cukrem Laurowy zawrót głowy Kreatywnie w domu Gagatki trzy Guguiowo Ciekawe dzieci Świat Tomskiego Ohana blog On ona i dzieciaki Nasza przygoda diy My home and heart Mama Aga Konfabula Uszywki Zuzinkowej Mamy Mama na pełen etat Schwytane chwile Pomysłowe smyki Z motylem na dłoni Zabawy z Archimedesem Zakrecony belfer Pomieszane z poplątanym Nasze rodzinne podróże Ogarniam wszechświat Kreatywna mama Nasza szkoła domowa FB Dziecko na warsztat


Post powstał także w ramach projektu 12 sekretów:


Koniec psot!

28 komentarzy:

  1. jak zwykle rewelka! że też Wam się chce :P bombastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcieć się chce coraz bardziej, tylko jakoś czasu coraz mniej na wszystko :D Ale mam nadzieję, że od nowego roku już na swoim, będzie znacznie ciekawiej ^_^

      Usuń
  2. super warsztat:) w ostatnim tez mieliśmy prace plastyczne z pszczołami. Widzę u Was kolejne inspiracje:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że znalazłaś u nas coś nowego i inspirującego :D

      Usuń
  3. Bardzo mi się podobają Wasze pomysły. A książka o Pszczołach jest cudowna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zgadzam się w pełnej rozciągłości co do książki :)

      Usuń
  4. jakie ładne klamerkowe pszczółki! (o książce nie wspomnę...)
    ja też wole gryczany :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne i bardzo pomysłowe pszczele aktywności przygotowałaś dla Tosi :) Super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło czytać takie słowa :3

      Usuń
  6. Wspaniały warsztat,jestem pod dużym wrażeniem :-) P.S. Też uwielbiamy książkę Piotra Sochy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Socha od wydania jej ma chyba całkiem sporą gromadkę fanek-mam :P

      Usuń
  7. Brawo. Wyszło genialnie ;) A książka rewelacja, chyba muszę się za taką oglądnąć dla chłopaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i polecamy stronę czytam.pl, gdzie Pszczoły są teraz w całkiem przyzwoitej cenie ;)

      Usuń
  8. Bosko! Cudny i bardzo wartościowy warsztat!

    OdpowiedzUsuń
  9. U Was jak zawsze pracowicie i twórczo...zadziwiające ileż fantastycznych informacji można dowiedziec się o tych małych owadach. Wasz warsztat jest mega inspiracją i kopalnią wiedzy ;) Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepsze, że to tylko wierzchołek góry lodowej i do odkrycia zostało jeszcze baaaardzo dużo :D

      Usuń
  10. Jestem pod wrażeniem. Jak zawsze. Temat przypadłby do gustu naszemu Synkowi, który wręcz przepada za bzi bzi, czyli pszczółkami i miodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tygrys za pół roku będzie mógł spokojnie zabrać się za te zabawy :) A teraz można z nim np. pobawić się woreczkami z fasolą, które będą grały koszyczki z pyłkiem, a on będzie pracowitą pszczółką, która je nosi z kwiatka do ula :D

      Usuń
  11. Jak zawsze rewelka... Te wszystkie zadania: matematyczne, przenoszenie pszczółek itd - no super poprostu :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mega, mega, mega. Nie wiem co napisać. Jestem zachwycona mnogością pomysłów. Uwielbiam takie przetwarzanie tematu od różnych stron. A po książkę na pewno sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba, zamierzamy w najbliższym czasie przeprowadzić jeszcze kilka pszczelich zabaw, bo temat nas wciągnął :)

      Usuń
  13. Super! U Was jak zawsze na bogato. Klamerkowe pszczoły bardzo mi się podobają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, choć planowałam coś zupełnie innego, to i tak wyszło fajnie :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)