6 maja 2016

Grajmy!: Terra, czyli poznajmy trochę świat


Dziś mam dla Was propozycję gry idealnej dla starszych dzieci i młodzieży, a i dorośli na pewno znajdą w niej wiele dla siebie, bo w końcu kto nie lubi quizów? Lubię gry, które poza przyjemnością z grania, mają też walory edukacyjne, czegoś uczą i nie są taką ot prostą rozrywką. Terra łączy w sobie obie te funkcje z całkiem sporym powodzeniem. I muszę przyznać, że pozwoliła mi trochę odświeżyć wiedzę zdobytą w liceum. Generalnie wydaje mi się, że licealiści, a już w szczególności maturzyści, będą mieli w czasie rozgrywki sporą przewagę nad rodzicami i starszymi kolegami. Jest to zatem idealny przykład gry motywującej pozytywnie do pogłębiania wiedzy i dającej możliwość pokonania przeciwnika zasobem wiedzy. Ktoś, kto na początku poniesie sromotną klęskę, po treningu ma możliwość wybić się na pierwszą pozycję, co w grach losowych jest niewykonalne. To ogromny plus, dzięki któremu dziecko uczy się przyjemności z grania i nauki, a nie tylko przyjemności wygrywania.
Zapraszam więc do zapoznania się z szerszym opisem poniżej.



Po otwarciu pudełka, znajdziemy w środku piękną, wielką ogólnogeograficzną mapę świata, z ramką punktową i trzema osiami. Na każdej z osi znajduje się inna miara, którą można na niej oznaczyć, zielona oś to oś czasu, gdzie można oznaczyć konkretny rok, niebieska to oś długości w metrach/kilometrach, a czerwona jednostek (zależnie od tego z czym wiąże się pytanie, może to być temperatura, moc, dni, powierzchnię, kwotę itd.). Do tego znajdziemy woreczek z pionkami, instrukcję, stojaczek na karty, no i właśnie całe naręcze pięknie i przejrzyście zilustrowanych i skomponowanych kart.





Karty to właśnie to, co jest największą siłą Terry. Znajdziemy na nich przede wszystkim zdjęcia, choć znajdą się też grafiki, które mogą, ale nie muszą pomóc nam w czasie rozgrywki. Teraz, na czym ona polega? Każdy gracz otrzymuje do ręki pięć małych kostek w jednym kolorze, szóstą ustawia na ramce punktowej - to będzie znacznik ilości zdobytych punktów. Karty z pytaniami umieszczamy w stojaku, najlepiej tak żeby pudełeczko było szczelnie wypełnione, wtedy trzymają się pionowo. Zasłonięta jest ta część karty, na której znajdują się odpowiedzi. 
Ponad to karty mają cztery poziomy trudności, choć przy pierwszych podejściach już poziom żółty jest nieco mroczny, a tematyka pytań może zaskoczyć nawet starych wyjadaczy.



Kart jest tak dużo, że naprawdę ciężko je zapamiętać, można więc grać do upadłego. Na zdjęciu po lewej karty z kilku ostatnich rozgrywek, po prawej jeszcze nie zagrane...

Poziom trudności kart. Żółty najłatwiejszy, zielony średni, niebieski trudny, a czerwony ekspercki




Pierwszy gracz czyta widoczny tytuł karty oraz umieszczone pod zdjęciem dane, które musimy oszacować. Gracz może teraz ustawić swój pionek w dowolnym miejscu na mapie oraz na osi, każdy następny gracz ma już to ograniczenie, że nie może ustawiać pionków w miejscu, w którym stoi już pionek jednego z przeciwników.
Gra jest więc o tyle dobrze zbalansowana, że choć pierwszy gracz ma pełną swobodę obstawiania, to jednak może liczyć wyłącznie na własne siły. Na planszy nie ma bowiem żadnego innego pionka, który podpowiedziałby mu bądź nakierował na właściwą odpowiedź. Każdy gracz obstawia kolejno po jednym polu, następnie rundka idzie jeszcze raz i jeszcze raz, aż wszyscy gracze spasują, bądź wystawią wszystkie pionki. Po spasowaniu, nie można już obstawiać, ale za to te pionki, które zostaną nam na ręku, na pewno nie przepadną.
Następnie przechodzimy do fazy weryfikacji odpowiedzi i zliczania punktów. Pól z właściwą odpowiedzią nie ma zwykle zbyt wiele, choć zdarzają się także chwalebne wyjątki jak np. terytoria zajmowane przez Mongołów, albo podboje Wikingów, gdzie obszarów do zaznaczenia jest naprawdę dużo. Plus jest jednak taki, że także pola bezpośrednio sąsiadujące z poprawnym otrzymują jakieś punkty. Można się w ten sposób całkiem nieźle poratować.
Wszystkie pionki, które nie trafiły we właściwe pole ani z nim nie sąsiadowały, schodzą z planszy, ale raz na turę możemy jeden odzyskać, minimalna ilość pionków na ręce natomiast, to trzy. Także nawet jeśli w czasie tury mieliśmy potwornego pecha i kompletnie nie orientowaliśmy się w temacie, co zaskutkowało stratą wszystkich pionków, pod koniec i tak odzyskujemy na rękę trzy pionki.






Gra trwa dwie rundy, czyli każdy z graczy ma okazję czytać pytania dwa razy i trwa to zwykle około godziny. Chyba że towarzystwo jest wyjątkowo wesołe i lubi się długo zastanawiać oraz snuć nieziemskie historie w czasie rozgrywki. Sugerowany wiek, od którego można do Terry zasiąść, to 10 lat, ja bym jednak powiedziała, że i rezolutny ośmiolatek powinien sobie poradzić, szczególnie jeśli któreś z rodziców będzie mu pomagać. Sugerowana przeze mnie ilość graczy to co najmniej czterech.
Gra jest naprawdę przyjemna, dobrze zrobiona, pięknie zilustrowana, prosta i całkiem nieźle zbalansowana, moja ocena więc to szóstka z plusem. Mogłabym w nią grać codziennie, trochę tylko brak nam chętnych do wspólnej gry. Może ktoś mieszka w okolicach Łodzi i chciałby czasem pograć?

Post bierze udział w projekcie Grajmy!
Koniec psot!

10 komentarzy:

  1. Ale super czekam aż lena urosnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, jeśli macie grających znajomych, zakupić i zacząć grać bez dzieci, a później wdrożyć młodzież :P Choć tak jak napisałam w komentarzu poniżej, polecam najpierw zacząć od Fauny, albo w ogóle od Fauny Junior - w to mogą już według mnie z powodzeniem zagrać trzylatki :)

      Usuń
  2. Mam i uwielbiam! Gra zupełnie jak Fauna, ale jednak różnorodność pytań sprawia, że jest jeszcze ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten sam autor :) O Faunie też chciałam napisać, ale na razie się wstrzymuję trochę, mając nadzieję, że ją dodrukują, bo niestety w tej chwili jest niedostępna :/ Fauna ma swoje duże plusy jak motywująca punktacja czy książeczka "a'la Czubówna", ale też jest dużo prostsza od Terry :) Ja mam zamiar, kiedy potomka podrośnie zacząć od Fauny, a potem przejść do Terry.

      Usuń
  3. Niech no tylko te moje chłopaki podrosną trochę, bo już się nie mogę doczekać tych wszystkich fajnych gier, które na nas czekają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w głowie dokładnie tę samą myśl :D

      Usuń
  4. nie mamy za blisko, ale skutecznie zachęciłaś - wpadniemy na partyjkę ;)
    kiedyś (pewnie tak właśnie w okolicy klasy maturalnej) uwielbiałam wszelkie quizy i regularnie "wygrywałam" w 1 z 10 ["offline" ;)], teraz jestem już sporo słabsza w te klocki, nawet tlumacząc coś Janowi na podstawowym poziomie łapię sie natym, że własciwie wcale nie jestem taka pewna, czy się nie mylę... ale może właśnie tym bardziej trzeba by poćwiczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam (poważnie!) jak tylko przeprowadzimy się na swoje :) To już w październiku! Jak się gra w różne pytajki i quizy, to mózg naprawdę fajnie da się rozruszać z czasem ;)

      Usuń
  5. Wygląda ciekawie!
    ...
    Gdzie ja te wszystkie gry zmieszczę?
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiam i jest plan na loch planszówkowy w piwnicy :P

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)