27 kwietnia 2016

Mali podróżnicy: Japonia, czyli kraj piękna i dziwów


Dawno nie zamieszczałam posta w ramach projektu Mali Podróżnicy, a to z tego względu, że uznałam omawianie każdego kraju po kolei za zbyt szczegółowe jak na możliwości pojmowania dwulatki. Wybrałam zatem kilka najbardziej charakterystycznych krajów z projektu i do nich będziemy zaglądać. Mam nadzieję, że Nina z Rodzinnych podróży nie ma nic przeciwko takiemu selektywnemu podejściu.
Tym razem fantastyczny, geograficzny projekt podsunął nam podróż do Japonii, kraju który łączy w sobie niesamowite piękno i całe naręcze kuriozów, które nieodmiennie od wielu już lat trochę mnie zachwycają, a trochę przerażają. Są tam zatem Gejsze, kobiety tresowane jako towarzyszki dla mężczyzn, a jednocześnie mające w sobie niezwykłą słodycz i tak upragnioną przez wielu delikatność. Są niezwykłe potrawy, z których wytrawne mają niesamowicie ciekawy i pobudzający smak (są też niebezpieczne, jak np. fugu - Cesarz Japonii ma zakaz skosztowania tej niezwykle trującej ryby), natomiast wszelkie słodycze są raczej paskudne (choć moja znajoma, prowadząca vlog z serią JAPANA zjadam, stara się udowodnić, że jest inaczej).
Japońskie bajki (w formie komiksów nazywane Mangą, w formie filmów Anime) potrafią być pełne delikatności i rodzinnego ciepła, jak te które wyszły spod ręki Hayao Miyazakiego (słynne studio Ghibli), ale są też dość pokraczne i rozwrzeszczane, mające niewiele wspólnego z estetyką (ja np. nie przepadam za takimi bajkami jak Dragon Ball czy Shin chan, choć wielu miłośników by mnie pewnie zjechało za to z góry do dołu).
Japończycy potrafią podziwiać piękno przyrody, nadać temu nazwę, a jednym z symboli swego kraju uczynić kwiat, a jednocześnie produkować tak potwornie głupie teleturnieje jak TEN (oglądacie na własną odpowiedzialność!).
Tosi postanowiłam oczywiście pokazać kawałek tej ładniejszej strony Japonii i serdecznie zapraszam Was w tę pełną wrażeń podróż!


1. Sakura, czyli kwiat kwitnącej wiśni

Chyba większość z nas, jeśli nie wszyscy, wie że jednym z najważniejszych symboli Japonii jest kwiat kwitnącej wiśni, nazywany tam Sakura. Jego obraz umieszczany jest wszędzie, na ubraniach, papeterii, zastawie stołowej, na obrazach czy bezpośrednio na ścianach. Kwitnienie wiśni to wielkie święto, a Japończycy bardzo uważnie śledzą tzw. "sakura-zensen" czyli front kwitnienia wiśni, to czas w którym wszyscy bacznie obserwują prognozy pogody, by wyłapać odpowiedni moment. Największy wysyp różowego kwiecia przypada na miesiąc, który właśnie powoli mija, czyli kwiecień. W tym czasie Japończycy udają się do świątyń, na tzw. hanami, czyli oglądanie kwiatów. To coś w rodzaju naszych majówek, idealna okazja do spotkań przyjaciół, pikników, zabaw i tańców.
Postanowiłam więc spróbować naszych sił w produkcji obrazów kwitnącej wiśni, do pierwszego potrzebowałyśmy:
  • biały karton
  • butelkę z pofałdowanym dnem
  • pędzelek z szeroką końcówką
  • różową i brązową farbę (ew. białą, jeśli mamy za ciemny lub zbyt żarówiasty róż)
  • papierowy talerzyk do mieszania farb 
Zadanie jest bardzo proste, wystarczy na kartce namalować brązową farbą gałąź i oddać resztę w ręce potomka. Pofałdowane dno butelki powinno umaczać w farbie i odcisnąć je jak stempelek w dowolnym miejscu na kartce.
U nas początek przebiegł bardzo obiecująco, potomka dobrze się bawiła odciskając kolejne kwiatki, w końcu jednak się znudziła, dorwała pędzelek i wszystko po swojemu rozsmarowała. Cóż, sztuka rządzi się własnymi prawami.






Inwencja twórcza przejmuje kontrolę


Efekty pracy mamy

Efekty pracy potomki (na dowód, że u nas też bywa brudno i jest bałagan!)




Nie poprzestałyśmy jednak na zabawie farbą, postanowiłyśmy jeszcze trochę pomiędlić kolorową bibułę i przy okazji poćwiczyć trochę małą motorykę. Do tej zabawy potrzebowałyśmy:
  • bibułę białą i różową
  • papierowy talerzyk
  • marker
  • klej
Czarnym markerem rysujemy na talerzyku gałązkę i oddajemy resztę w ręce potomka. Najpierw niech porwie na kawałki bibułę, później zmiędli ją w rękach do formy małej kuleczki. Kuleczkę następnie niech przyklei w dowolnym miejscu na talerzyku.
I tu nam poszło popisowo, Tosi bardzo podobało się rwanie, międlenie i przyklejanie, to jest jej działka plastyczna, zdecydowanie!









Efekt samodzielnej pracy dwulatki!

 2. Karpie Koi

Koi to ozdobna forma hodowlana karpia, po raz pierwszy stworzona na początku XIX wieku w prefekturze Niigata w Japonii. Od tamtego czasu rozpowszechniły się na całym świecie, zdobiąc nie tylko wielkie zbiorniki i oceanaria, ale też akwaria i domowe oczka wodne. Jest mnóstwo odmian tego karpia, różniących się kolorem, wielkością czy układem plam.
Dziś w Japonii bardzo popularne na wszelkich pochodach i festynach jest tzw. koi-nobori, czyli proporzec w kształcie karpia. Jest on symbolem japońskiego święta Tango no sekku, czyli japońskiego odpowiednika naszego Dnia Dziecka. Obchodzi się je zwyczajowo piątego dnia piątego miesiąca, czyli 5 maja. To już niedługo! Dlatego postanowiłyśmy z Tosią stworzyć nasze prywatne karpiki, które będą zdobić nasz dom aż do nadejścia japońskiego święta dzieci.
Do przygotowania koi-nobori, potrzebowałyśmy:
  • kolorową bibułę
  • rolkę po papierze toaletowym (albo zwinięty w rulon karton)
  • białą i czarną kartkę
  • nożyczki
  • klej
  • sznurek
  • patyki
Bibułę należy pociąć w łuski i na długie paski, następnie łuski przyklejamy do rolki po papierze toaletowym, od dołu. Na przeciwnym końcu rolki zawijamy też czerwony kawałek bibuły - to będą usta naszego karpia. Na koniec przyklejamy oczy wycięte z białego i czarnego papieru, a pomiędzy nimi, na górze i na dole rolki, wycinamy dziury (nożyczkami albo dziurkaczem). Przez dziury przekładamy sznurek i przytwierdzamy go do patyka (wzmocniłam pęczek dwustronną taśmą klejącą). Nasz koi-nobori gotowy!


















Koi-nobori



 
3. Bento

Bento to rodzaj posiłku w kuchni japońskiej, który charakteryzuje się głównie tym, że jest serwowany na wynos. Jest to jednorazowa porcja, do pożarcia na jednym posiedzeniu. W Japonii w ten sposób robi się albo kupuje posiłki do pracy albo do szkoły (w związku z tym, że Japończycy w tych miejscach spędzają niemalże cały swój czas). Tradycyjnie bento składa się z dania ryżowego, z dodatkiem ryby bądź mięsa, czyli w zasadzie można uznać, że kiedyś do bento wrzucało się głównie różne formy sushi. W tej chwili rodzaj posiłku zależy od tego jakiego użyje się pudełka albo na jaką okazję się je przygotowuje. Zrodziły się nawet kluby, w których kobiety spotykają się co wieczór na wspólnym przygotowywaniu bento dla swoich mężów i dzieci. Dziś pięknie przygotowany posiłek ma być podkreśleniem więzi rodzinnych, jasnym powiedzeniem "Kocham cię i zależy mi na tobie". Ot, Japończycy w pełnej krasie.
Nasze bento przygotowałam przy okazji pikniku w ramach projektu Dziecko na warsztat, o którym możecie poczytać w TYM poście. Włożyłam do niego podściółkę z liści sałaty, bułkę wrocławską wyciętą w kształt ślimaka i serduszka (użyłam dużych wykrawaczek do ciastek) i posmarowaną masłem. Do tego małymi wykrawaczkami wycięłam różne kształty z żółtego sera, szynki i kiełbasy (żabki i motylki są absolutnie cudne!). Wszystko ułożyłam w pudełku i obsypałam groszkiem i oliwkami, dodałam też pomidora.
Do tego dorzuciłam jeszcze w małych pudełeczkach część deserową, czyli herbatniki o nieco zdrowszym składzie (polecam firmę BioAnia z Krakowa), jabłko pokrojone w plasterki (do tego widelczyk, żeby się nie upaprać przy jedzeniu), figi i migdały w surowej czekoladzie. Na koniec zaś przekąskę w postaci ziaren słonecznika i pestek dyni.
Taki posiłek smakował znakomicie! Bardzo polecam zapoznać się z filozofią bento i pokombinować na własny użytek. Zainteresowanych odsyłam zaś do jednego z moich ulubionych blogów kulinarnych, gdzie jest cała seria postów z pomysłami na danie do bento KLIK.












4. Maki-zushi, czyli co tam Europejczyk może wiedzieć o sushi

Sushi to zdecydowanie najbardziej znane i najpopularniejsze danie z kuchni japońskiej. Rzadko kto wie jednak, że w Europie rozpowszechniła się w zasadzie najrzadziej serwowana w Japonii forma sushi, czyli maki - zawinięte w rulonik. Znacznie częściej u nich pojawia się tzw. nigiri, czyli ryż formowany w dłoni, znacznie bardziej banalny, wystarczy bowiem zagnieść ryż i ułożyć na nim rybę. Co w tym jednak fajnego? Żaden fun, więc Europejczyk przyjął skomplikowaną wersję i teraz trzeba się babrać w wodorostach i zawijać, zawijać, zawijać... Do tego jeszcze gadżety jak bambusowa mata, bez której przecież nie da się niczego sensownie zawinąć, prawda?
Dziś świat zawija już na wiele różnych sposobów, w szczególności w USA powstało mnóstwo wariacji na temat maki, jak np. California roll (z awokado, krabowymi paluszkami i ogórkiem), Caterpillar roll (z awokado, węgorzem, ogórkiem i krabowymi paluszkami) czy Spider roll (ze smażonym krabem).
Ja postanowiłam jednak zostać nieco bliżej tradycji, przy czym żeby potomka mogła spróbować, surową rybę (której w Polsce i tak bym nie zaufała) zastąpiłam wędzoną, co według mnie smakowi szczególnie nie szkodzi. Do przygotowania sushi potrzebowałyśmy:
  • ryż (po plebejski zwykły z wora, bo niczym poza ceną nie różni się od tego "specjalnego")
  • wędzone ryby
  • nori, czyli sprasowane algi morskie
  • ocet ryżowy
  • sos sojowy
  • marynowany imbir
  • ogórek świeży
  • wasabi (rodzaj bardzo mocnego chrzanu)
  • trochę cukru i soli
Żeby dobrze przygotować ryż (ma być bowiem odpowiednio lepki, a jednocześnie nie zbijać się w jednolitą breję), skorzystałam z przepisu zamieszczonego TUTAJ. Nie będę papugować za specjalistami, w zalinkowanym wpisie znajdziecie wszystko, co potrzeba.
Kiedy ryż jest gotowy, można zasiąść do zawijania. Na płatek nori, ułożony szorstką stroną do góry, nakładamy ryż, dość cienką warstwę (w zasadzie ziarenka powinny być obok siebie, jeśli będą ułożone jeden na drugim, rulonik wyjdzie stanowczo za gruby) - na jednym z końców zostawiamy wąski pasek nori bez ryżu. Następnie wzdłuż drugiego końca układamy pasek ogórka (1/6 całego) i kawałki ryby. Nori w tym czasie powinno nieco zmięknąć od ryżu i bez trudu pozwoli nam się zawinąć. Wolny od ryżu fragment smarujemy delikatnie wodą i dociskamy rulonik. Nori powinno się zakleić, jeśli nie, można dodać jeszcze trochę wody z wierzchu i docisnąć.
Rulonik tniemy na kawałki - w ten sposób powstaje piękny wzór, a niektórzy sushi masterzy wyćwiczyli się do tego stopnia, że potrafią tworzyć na maki przecudne obrazki!
Podajemy z pastą wasabi i pomaczane w sosie sojowym, na koniec zagryzamy imbirem dla złagodzenia ostrości chrzanu. Absolutne niebo w gębie!







Tosia dzielnie asystowała (wyżerając przy okazji ryż z miski i rybę z talerza...)











W zasadzie Tosia najadła się w czasie przygotowywania sushi, a przy gotowym posiłku skubnęła tylko jednego zawijaska

Sushi jest pycha!



Polecam wszystkim bardzo gorąco wypróbowanie wraz z dzieckiem nowych, egzotycznych smaków, czasem sami możemy się zaskoczyć swoimi gustami kulinarnymi :)

Post powstał w ramach projektu Mali podróżnicy:



Koniec psot!

12 komentarzy:

  1. talerzykowa sakura i rolkowe karpie - cudo!
    a jeśli chodzi o bento i sushi, nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś tak okazywał mi uczucia :D
    (Tosia też lubi ryby oliwki? a znajomi nie mogą się nadziwić Jankowi :o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno ryby jak i oliwki pożarłaby w każdej ilości :) Ale ona generalnie dziwna jest ponoć, bo ze słodkości lubi niemalże wyłącznie czekoladę (ostatnio malutkiego herbatnika jadła pół godziny :P), a jej ulubione obiady to zupy, bez różnicy jakie. Na śniadanie zaś zawsze życzy sobie owsiankę ;)

      Usuń
  2. Prace plastyczne piękne, szczególnie mi się podoba ta na talerzyku, chociaż "wariacje" Tosi farbą równie urocze. Fajnie, że pokazałyście coś innego. Wiadomo, Japonia pierwsze skojarzenie origami. A kultura tego kraju jest naprawdę bogata. Jest z czego wybierać.
    Nasz Maluch wyjada nam z sushi warzywka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Origami z dwulatką mogłoby być ciekawym doświadczeniem, ale obawiam się, że skończyłoby tak, jak te kulki z bibuły albo farba rozsmarowana na stole :P

      Usuń
  3. Mega no zgapie super wpis obszerny a fotki cudne brawo

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Wasze pomysły <3 zakochałam się w pracy z papierowego talerzyka oraz kolorowym karpiu :* Sushi nigdy nie jadłam - aż wstyd się przyznać - a wygląda pysznie :P tyle świetnych inspiracji i to z 2-latką - WOW!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zacząć przygodę z sushi od wędzonej ryby, jest doskonała, a opór przed surowizną odchodzi w zapomnienie :) Te karpie skradły i moje serce!

      Usuń
  5. U Was jak zwykle na bogato! Moje serce skradły karpie - śliczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nam zmokły na deszczu i dzisiaj są jeszcze bardziej kolorowe, ale przetrwały do japońskiego Dnia Dziecka! ^_^

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)