20 kwietnia 2016

Przygody z książką 4: Otwórz bardzo ostrożnie. Uważaj na palce!


Chyba po raz pierwszy zostałam znienacka zaskoczona tym, że termin zamieszczania postu projektowego jest tak wcześnie. Coś mi się totalnie pomieszało i myślałam, że to za tydzień i gdyby nie przypadek (ogarnęłam się we wtorkowy wieczór z tworzeniem kalendarza wpisów), pewnie żyłabym dalej w błogiej nieświadomości z przygotowanym kompletnie innym wpisem. To już nie jest nawet pędzący czas, tylko jakaś demencja czy coś. Kalendarz wpisów na pewno mi się zatem przyda...
Dobra, koniec jęczenia, czas przejść do tematu przewodniego, czyli księgi, która jednych zachwyci, a innych rozczaruje, taka jest dziwaczna. Dlaczego tak uważam? Sprawdźcie zaglądając w głąb posta!



Autorką ilustracji do tej książki jest młodziutka irlandka Nicola O'Byrne, której pomysłowi rodzice, gdy miała pięć lat, zabronili oglądać telewizję w sobotnie poranki. Podejrzewam więc, że zaczęła rysować z nudów i tak rysowała, rysowała aż dorosła i została ilustratorką oraz autorką książek dla dzieci. Dorastała w Singapurze, otoczona cudownymi, soczystymi barwami tropików, tworząc dla przyjemności tak długo, aż odkryła, że pasja może stać się jej zawodem. Dla mnie taka skrócona historia życia brzmi fantastycznie, bo po raz kolejny udowadnia, że można żyć nie odróżniając pracy od przyjemności, trzeba tylko robić to co naprawdę się lubi i mieć pasję pochłaniającą całe serce.
Autor samej historii natomiast, Nick Bromley, jest zdaje się debiutantem, ponieważ nigdzie nie znalazłam żadnych informacji na jego temat, poza tym że napisał Otwórz bardzo ostrożnie. A szkoda, bo w tej historii pomysł jest bardzo istotny, ilustracje nadają mu natomiast dodatkowego wyrazu. Jak jednak wiemy doskonale na przykładzie Harve Tulleta czy Leo Lioniego, pomysł jest osią całej książki i jeśli jest naprawdę dobry, to nawet ledwo maźnięte ilustracje wystarczą, żeby książka okazała się hitem wśród dzieci.



Niemniej Otwórz bardzo ostrożnie zilustrowana jest przepięknie i z dużym wyczuciem estetyki, trochę w starym stylu, jak filmy animowane z lat dziewięćdziesiątych. Pastelowe kolory, dobry ich dobór, wszystko do siebie pasuje i wygląda po prostu uroczo.
Głównym bohaterem książki jest Brzydkie kaczątko. Jego historię zaczynamy śledzić w standardowym miejscu, kiedy to przychodzi na świat w kaczym gnieździe i jest wielce zdziwione, że wygląda inaczej niż jego rodzeństwo. Obrazek jak z ładnej książeczki z bajkami Andersena i... wystający zza brzegu kartki ogon krokodyla. Wielki, tłusty ogon, kłujący w oczy zielonością. Narrator historii zachłystuje się powietrzem i zakrzykuje ze zdziwieniem "A cóż to takiego!?" Dziecko natomiast z wypiekami na twarzy przygląda się mięsistemu kuriozum, jeśli zna historię o Brzydkim kaczątku, zapewne zachodzi w głowę o co chodzi i czy ktoś czasem nie podmienił książki. Jeśli opowieści nie zna, zapewne obsypie czytającego gradem pytań.



Ktoś się ewidentnie zakradł do książki i na bezczelnym ludzie wygryza w kartach dziury... i zżera litery, a nawet całe zdania! Trochę się kryje, ale w sumie to mu chyba wszystko jedno i rozgaszcza się w opowieści na dobre. Najbardziej smakuje mu 'o' i 's' - polecam czytanie zdań bez tych liter, dziecko będzie ocierać łzy śmiechu, czytający zapewne też będzie ocierał, ale pot z czoła i łzy rozpaczy. Dla przećwiczenia, otwórzcie teraz paszcze i spróbujcie przeczytać zdanie:

"Na  kurę kr k dyla, c  ja wła nie  glądam!?"




Krokodyla trzeba jednak wziąć podstępem, bo ewidentnie z własnej woli z książki się nie wyniesie. Dlatego sprytne Kaczątko (w słodkiej, czerwonej czapeczce) po uczcie literowej, zachęca dziecko, żeby uśpiło krokodyla i pokołysało trochę książką. Utulony i ukołysany, krokodyl zaczyna chrapać, a Kaczątko dla oswojenia strachu przed paskudnym gadem, dorysowuje mu tutu, baletki i fikuśną kokardkę. To coś w stylu sposobu Lupina na Boginy z książki o Harrym Potterze, oswajamy strach, czyniąc go zabawnym. Śmiech jest cudownym lekiem na wszelkie lęki, a im głośniejszy, tym cienie stają się bledsze, a potwory mniejsze (o tym, że śmiech jest znacznie potężniejszy od strachu, opowiedzą nam też Potwory i spółka).



Taki nieco ośmieszony, krokodylowy tłuścioch, nawet jak się obudzi wkurzony jak nigdy wcześniej, nie wywołuje już tak wielkiego lęku. Od razu przed oczami pojawia się bowiem obraz różowej spódniczki. A potem jeszcze rozplaszcza sobie nos o brzeg kartki i już nie możemy opanować chichotu.


Kaczątko zachęca jeszcze czytelnika do potrząśnięcia książką, żeby wytrząsnąć z niej gadziego pasożyta, ale ten trzyma się całkiem nieźle, natomiast chyba ostatecznie nudzi się Kaczątkiem i wygryza sobie dziurę na zewnątrz. Autentyczną dziurę w książce, przez którą można wyjrzeć, dla dwulatki niesamowita atrakcja.






Ogólnie powiem Wam, że książka ma w sobie spory potencjał, choć nie mam przy niej tego wielkiego "łał", które miałam przy książkach Tulleta. Ewidentnie widać tu jego wpływy i inspirację książkami interaktywnymi, które niejako rozmawiają z czytelnikiem. Jest to zdecydowanie dobry trend w literaturze dziecięcej, szczególnie dla toddlersów (chociaż bym skisła, nie jestem w stanie wymyślić polskiego odpowiednika tego słowa) i przedszkolaków. Bromley wykorzystał postać małej, kochanej przez sporą rzeszę dzieci kaczuszki i stworzył coś całkiem nowego, wprowadził żarłocznego antybohatera, którego dzięki odwadze i przebiegłości udało się pokonać. Dziecko i Brzydkie Kaczątko współpracują przez całą książkę i sukces ewidentnie jest wspólny, co u malucha wywołuje dumę i przywiązanie do postaci. Wielki plus.
Jak dla mnie książeczka jest trochę za krótka, objętość ma idealną dla roczniaka, który jednak nie do końca doceni jej walory. Natomiast dwu i trzylatek mogą mieć pewien niedosyt. Sama mam poczucie niewykorzystanych możliwości, kiedy się nią bawimy. Nie do końca wiem zatem do dzieci w jakim wieku jest kierowana (gdzie na przykład Lioni tworzył ewidentnie dla roczniaków, natomiast Tullet zdecydowanie dla przedszkolaków).
Mimo to, uważam że Otwórz bardzo ostrożnie jest książką wartościową i przyda się chociażby do nauki oswajania strachu i tego, że bać się to nic złego, najważniejsze żeby nie uciekać, tylko swój lęk spróbować przełamać.

Post bierze udział w projekcie Przygoda z książką 4:


Zapraszam też do obejrzenia blogów innych uczestniczek projektu, znaleźć je możecie TUTAJ.

Koniec psot!

22 komentarze:

  1. Ciekawa książeczka, muszę poszukać w bibliotekach dla mojej 21-miesięcznej córci. Mamy już pewne doświadczenie z książkami interaktwnymi Tulleta. W tej, pewnie spodobałaby się jej dziura i potrząsanie książką. I juz słyszę te komentarze i pytania... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest intrygująca :) Choć według mnie znacznie ciekawiej by było, gdyby fabuła bardziej skupiła się na tym czym się charakteryzuje krokodyl, na jego zwyczajach, anatomii itd. Byłaby obszerniejsza i na dłużej przyciągałaby uwagę. Ale cóż, taka też jest ok, szczególnie dzięki dziurze :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Aż się chce powiedzieć "smacznego krokodylku" :P

      Usuń
  3. Super pomysłowa książeczka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze liczę, że kolejne propozycję autora będą coraz ciekawsze :D

      Usuń
  4. Książeczki wcześniej nie widziałam ale Wydaje się całjiem fajna i wesoła...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wesoła jak najbardziej, tego nie da się jej odmówić :)

      Usuń
  5. Ciekawa propozycja na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądnijcie przy okazji w księgarni albo bibliotece i jak się spodoba zgarnijcie :D

      Usuń
  6. No no no zapowiedź bardzo ciekawa wiec sama książeczka na pewno też ;)i ta dziura...interesująca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest intrygująca, stąd tym bardziej szkoda, że trochę zmarnowano jej potencjał :(

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. No co wy, każda łasa na dziurę :D

      Usuń
  8. O, pierwszy raz widzę. Fajny pomysł z dziurą:) A wiesz, że mój sześciolatek nadal uwielbia Tulleta? On jest chyba ponadczasowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tullet jest świetny, tym lepszy im dziecko starsze tak naprawdę, aż do momentu pójścia do szkoły. Bo też jak czyta samo, to ma większe poczucie, że rozmawia z książką ^_^

      Usuń
  9. Nie znałam wcześniej Tulleta, a książka intrygująca ;-) Może mojemu dwulatkowi by się spodobała? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Tulleta bardzo polecam "Naciśnij mnie" - u nas cały czas jest często użytkowana. Fajna jest też seria o Turlututu i "Książka z dziurą", którą to inspirował się podejrzewam autor powyższej pozycji. "Otwórz bardzo ostrożnie" jest dla mnie ciekawostką, ale mam nadzieję, że autor się rozwinie. Na razie nadal Tullet lepszy :)

      Usuń
  10. Odważna książka i koncepcja :) Trochę nie czuję fabuły, może za stara jestem albo zmęczona, ale graficznie bardzo mi się podoba ;-)
    Tullet co prawda kiedyś u nas nie chwycił, ale interaktywne książki mają swój urok i czar, może potrzebny jest ten właściwy moment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od gustu i upodobań, a ta książka rzeczywiście na tyle specyficzna, że nie każdemu podejdzie :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)