26 października 2016

Zabawy dla roczniaka cz. II


Witam Was cieplutko i herbacianie. Dziś przygotowałam dla Was coś naprawdę specjalnego, udało mi się bowiem dokończyć drugą część zabaw dla roczniaka! Tak, naczekaliście się trochę na niego, minął dokładnie rok od publikacji pierwszej części KLIK, która z tego co widzę bardzo przypadła Wam do gustu i nadal chętnie z niej korzystacie. Post wisiał sobie i czekał na lepsze czasy, napisany w połowie. Dziś się ogarnęłam i go dokończyłam, dodając kilka nowszych zdjęć. Mam nadzieję, że i tą drugą część uznacie za wartościową i przyda Wam się w codzienności z małym człowiekiem w domu. Zapraszam!

6. Zabawy ruchowe (motoryka duża i propriocepcja)

- place zabaw. Tej aktywności nikomu chyba przedstawiać ani zachwalać nie muszę. Place zabaw są cudowne, bo uczą dziecko nie tylko wszystkiego co związane z motoryką dużą, a więc utrzymywania równowagi, wspinania, podciągania i zjeżdżania, ale także świetnie wykształcają i trenują umiejętności społeczne. Tosia jak dotąd nie zawiązała żadnej piaskownicowej przyjaźni, ale "krąży" wokół dzieci na placu, tak jak i one wokół niej. Wszystkie maluchy najpierw uważnie badają teren, zanim przystąpią do czegoś nowego, ja nie ingeruję, jedynie lekko zachęcam. Dodam też, że place są świetnym kursem przetrwania także dla mam, szczególnie gdy poglądy jednej zderzą się z poglądami drugiej. Krew, ogień i dym.

- piaskownica. Mamy to szczęście, że możemy i mamy gdzie trzymać naszą własną piaskownicę. Wszystkie dzieci w naszej rodzinie ją uwielbiają, choć jest nieduża i całkiem zwyczajna. Można w niej jednak przenieść się na bezludną wyspę, albo zbudować miasto otoczone fosą. Można stawiać babki z piasku i z werwą je niszczyć, co nikomu nie będzie przeszkadzało. Grzebanie w piasku jest także wspaniałym doznaniem sensorycznym, dlatego latem fajnie jest wpuścić potomka do piaskownicy bez butów. W zimne, jesienne i zimowe wieczory natomiast, można rozłożyć na podłodze ceratę, postawić na środku pudło i wsypać do środka piasek kinetyczny. My jeszcze nie mieliśmy z nim do czynienia, ale słyszałam mnóstwo pozytywów. Sama zamierzam zrobić taki piasek domowym sposobem, ale póki jeszcze się da, wolimy siedzieć w podwórkowej piaskownicy.


- kopanie i rzucanie piłki. Znana wszystkim dobrze i uwielbiana przez maluchy zabawa w "kopnij albo rzuć". W rzuć najlepiej bawić się z Cynamonem, przy użyciu piłki tenisowej, oglądanie psa w poślizgu na kafelkach, bezcenne. W kopnij najlepiej bawić się z kuzynami, którzy nie znają litości i trzeba się ciągle doskonalić w bieganiu, żeby dotrzymać im kroku.

- ćwiczenia ruchowe w domu - gimnastyka i powtarzanie ćwiczeń po dorosłym, wspólne ćwiczenia. Coś, o czym wiele mam zapomina, a może uratować ich figury. Wspólne ćwiczenia z dzieckiem są możliwe i to aktywne po obu stronach i wcale nie musimy biegać do klubów fitness, żeby poćwiczyć. Jeśli chcemy porobić brzuszki, posadźmy potomka na swoich udach i trzymajmy go za rączki, kiedy my będziemy opadać, potomek się podniesie, kiedy my będziemy windować się do góry, potomek opadnie na plecy i tak w kółko, do znudzenia. Można też posadzić dziecko na kolanach i przy każdym brzuszku dawać mu buziaka w nos. Świetna jest też wspólna nauka robienia przysiadów i skłonów. Świetnym i kochanym przez dzieci ćwiczeniem są "kaczuszki", czyli kucamy i chodzimy w tej pozycji dookoła pokoju. Możemy się razem turlać po podłodze, podnosić dziecko leżąc na plecach, jak sztangę. Możemy też razem biegać, skakać i pływać w basenie (jest wiele basenów, które mają opcję zajęć pływackich, nawet dla tych najmniejszych, kilkumiesięcznych dzieci).


- tor przeszkód z tego co pod ręką - pamiętacie te misterne konstrukcje, które jako dzieci budowaliśmy z poduszek, kanap i krzeseł? Czemu by czegoś takiego nie zbudować od czasu do czasu dla naszego najmłodszego potomka? Albo jeszcze lepiej, zaangażować do budowania starsze rodzeństwo! Jeśli takowe nasz roczniak ma w domu. Jeśli nie, wystarczy rozłożyć po domu poduszki, ustawić kilka krzeseł w losowy sposób, rozciągnąć kilka pajęczyn z papieru toaletowego albo gumy i gotowe. Można pokazać dziecku jak się przez to przedostać, albo puścić je na żywioł i delektować się chwilą dla siebie - to też zawsze w cenie.

- chowanego i gonitwa - dzieci poniżej czwartego roku życia, rzadko ogarniają ideę zabawy w chowanego, ale przecież kiedyś nauczyć się muszą. Zatem proponuję najpierw zasłaniać dziecko kocem i potem odkrywać, mnóstwo przy tym radochy. Później można się chować razem z nim przed drugim rodzicem. Potem przychodzi etap, w którym młodzież sama chce się chować, a my mamy szukać, najczęściej chowa się w miejscu, w którym ewidentnie od razu go widać, a nawet jeśli się dobrze schowa to emocje są tak duże, że z jego gardzieli zawsze wydobywa się głośny chichot. I dobrze, grunt żeby zabawa sprawiała mnóstwo uciechy. Przy tym możemy sobie poćwiczyć odliczanie do dziesięciu.

- zagrzebane - wygrzebane i bitwa na poduszki, czyli zabawa propriocepcją - tych zabaw nie trzeba chyba przedstawiać, to klasyka wszelkich klasyków. Wystarczy łóżko i sterta poduszek, żeby przepaść w bezkresie dzikiego szaleństwa. Okładamy się mięciutkimi poduchami, chowamy pod kocami i kołdrami, szukając się gdzieś na drugim ich końcu, im więcej bałaganu tym lepiej.

- taniec - nie ograniczajmy, niech dzieci tańczą jak chcą i my też tańczmy jak tylko mamy ochotę, w domu nam wszystko wolno! Nawet jeśli z początku to tylko bujanie się na boki i tzw. przykuc kontrolowany, który wygląda jakby dziecko próbowało usiąść na nocniku. Jeśli macie chęć zorganizować coś bardziej konkretnego, dla maluchów proponuję muzykę klasyczną, która bardzo dobrze się sprawdza do tańca. Nasze hity: taniec wróżek z Dziadka do orzechów (obowiązkowym elementem są skrzydełka z apaszki babci), taniec małych łabędzi z Jeziora łabędziego, mszerujemy do W grocie króla gór, udajemy różne owady do Czterech pór roku Wiwaldiego (Lot trzmiela rządzi). Poza tym często zwyczajnie włączamy Polskie Radio Dzieciom i tańczymy do wszystkiego co tam grają.


- kocykowe burito - to jedna z tych zabaw, które naprawdę trudno uwiecznić na zdjęciu, głównie dlatego, że do jej przeprowadzenia matka potrzebuje obu rąk. A kiedy w burito bawi się tata, żaden aparat nie jest w stanie nadążyć za tym co się dzieje. Tak więc spróbuję wyjaśnić słowami. Otóż zawijamy dziecię w kocyk niczym farsz w małe burito albo naleśnik. Następnie kładziemy delikwenta na łóżku albo dywanie, łapiemy za jeden koniec koca i odwijamy ciągnąc koc do góry. To podobnie jak bitwa na poduszki, skakanie po łóżku czy zagrzebywanie się w kołdrach, idealna zabawa rozwijająca zmysł propriocepcji i świadomość własnego ciała. Oczywiście trzeba uważać, żeby przy odwijaniu nie zrobić tego za szybko i przypadkiem nie zrobić potomkowi krzywdy, uważność zawsze w cenie.

- spacer i korzystanie z dobrodziejstw natury - to jedna z najlepszych zabaw ruchowych jakie istnieją, szczególnie dla najmłodszych maluchów. Grzebanie się w suchych liściach albo błocie, skakanie po kałużach, zagarnianie śniegu w stertę, bieganie boso po trawie, odkrywanie tajemnic natury. Dzieci to uwielbiają i wystarczy wyjść z domu, żeby miały zajęcie na naprawdę długi czas.



7. Zabawy z figurkami i obrazkami

- dopasowywanie zwierzątek do obrazków lub nazw (czytanie globalne) - to jedna z naszych ulubionych zabaw. Potrzebne są do niej figurki i karty obrazkowe, które można zrobić samemu, wydrukować STĄD albo wykorzystać jakiś kupny zestaw. Rozkładamy karty na dywanie, figurki zwierzaków wrzucamy do koszyka i zadanie dziecka polega na dopasowaniu figurki do odpowiedniego obrazka/nazwy. Pracuje zarówno wzrok, jak i dotyk, a jeśli dodamy do tego jeszcze naśladowanie odgłosów zwierząt, włączymy jeszcze zmysł słuchu.


- wyciąganie zwierzątek z worka i naśladowanie ich głosów - można połączyć z poprzednią zabawą.

- zwierzakowa wyszukiwanka (figurki porozstawiane po pokoju, rodzic nazywa je po kolei i prosi dziecko o odnalezienie i przyniesienie) - mogą to być też jakiekolwiek przedmioty, które znajdziemy w domu.

- sortowanie zwierząt pod względem tego gdzie mieszkają - tu mogą się przydać mapy albo chociaż karty kontynentów, krajów bądź wypisane na kartce nazwy miejsc bądź charakterystycznych środowisk. Sytuacją niemalże idealną jest, jeśli mamy np. mapę filcową ze zwierzakami, która dodatkowo przyciąga wzrok i jest miła w dotyku oraz trochę szorstka w miejscu przyszycia rzepu. Jak tylko będę miała wreszcie swój kawałek podłogi, stworzę cały tutorial po polsku jak taką mapę stworzyć.


- dopasowywanie zwierzątek do tego, co jedzą - tu można wykorzystać gotowe książki czy zabawki, albo spróbować stworzyć coś samemu. Świetnym pomysłem jest zrobienie dopasowywanki z pudełek po zapałkach, którą na swoim blogu pokazała karolowamama KLIK. Zrobiłyśmy z Tosią tę dopasowywankę i naprawdę dobrze się sprawdza, a przy okazji ćwiczy małe rączki. Podejrzewam, że roczniakowi w zupełności wystarczy samo wsuwanie i wysuwanie "szufladek", a przy okazji tylko jego wzrok będzie błądził po zwierzakach i ich pożywieniu.


8. Książki

- czytać, czytać jak najwięcej i dać dziecku swobodny dostęp do książek - pamiętajmy tylko o jednej bardzo ważnej zasadzie, mianowicie że im mniejsze mamy dziecko, tym mniej książek stoi w zasięgu jego rąk. Dla roczniaka idealna i w zupełności wystarczająca ilość to będzie mniej więcej 5-7 książek na półce. U nas jest z tą zasadą ogromny problem, ale mam piękny plan zorganizować w tosiowym pokoju nieco lepsze półki, dzięki którym organizacja będzie łatwiejsza, czas pokaże co z planów wyjdzie. Cały post poświęcony czytaniu dziecku i z dzieckiem napisałam TUTAJ.


- pokazywanki-nazywanki to fajny sposób na poszerzenie słownika - bierzemy pierwszą kartonówkę z brzegu, one zwykle składają się z samych obrazków, i zaczynamy od pokazywania. Sami wskazujemy jakiś przedmiot i go nazywamy. Z czasem zaczynamy płynnie przechodzić do wskazywania przedmiotu i pytania dziecko "co to jest?". Aż w końcu osiągamy moment, w którym pytamy dziecko gdzie coś jest, a ono to pokazuje. W tej metodzie stosuję się do zasad lekcji trójstopniowej Montessori, która mi bardzo przypadła do gustu. Z resztą, spora część rodziców postępuje zgodnie z nią intuicyjnie.


- zabawy z książkami - jest cała masa książek, które angażują dziecko bardziej niż tylko do słuchania czy czytania. Najlepszym przykładem będą tu książeczki niesamowitego autora jakim jest Harve Tullet. Wszyscy znamy jego "Naciśnij mnie!" czy "Turlututu", pozycje które nie pozwalają wręcz przejść obok siebie. Inne ciekawe książki, które angażują do zabawy, to np. "Idziemy na niedźwiedzia", "Otwórz bardzo ostrożnie", "Kliknij mnie" czy "Książka z dziurą".



- opowiadanie bajki z książki przez dziecko - to jedna z moich ulubionych zabaw. Tosia ma mnóstwo książek, które w zasadzie zna na pamięć. Uwielbia je czytać w kółko i nieustannie, a że pamięć ma bardzo dobrą, to i czasem nawet zacytuje całe zdanie. Dlatego często proszę ją, żeby swoimi słowami opowiedziała historię z książki. Sama też często zamiast czytać, opowiadam jej po swojemu, co w danej książce się wydarzyło. Często przy młodszych dzieciach, narracja opowiadana działa lepiej i bardziej zachęcająco, niż czytana. Moja mama jest w tym mistrzynią. Bierze np. anglojęzyczną książkę, a nie bardzo zna ten język, i opowiada Tosi co widzi na obrazkach (ostatnio Bella & Boo są na tapecie). Historie często odbiegają od tego, co jest napisane i zdarza się, że np. Tosia poprawia babcię, napomina albo wyjaśnia o co chodzi na danej stronie. I to jest cudowne.


9. Wierszyki, wyliczanki i rymowanki

- powtarzanie i śpiewanie - wiem, że mnóstwo ludzi twierdzi, że nie umie śpiewać. Wiem też, że moja znajoma dyrygentka prowadzi chór łamiący ten stereotyp i uczy kompletnych laików jak pięknie śpiewać. Bo naprawdę śpiewać każdy może, a w domowych pieleszach to nawet powinien, szczególnie przy dziecku. Dzieciom nie przeszkadza fałszowanie i mylenie tekstu, one po prostu uwielbiają słuchać naszego głosu, a jeszcze gdy dodamy do niego melodię, są zachwycone. Szczególnie śpiewanie polecam przed snem, ale w ciągu dnia to też świetna zabawa, zdziwicie się jak Wasz śpiew się polepszy po roku takiego ciągłego śpiewania. A i dla dziecka to świetna zachęta.

- czytanie - nie bójmy się czytać dzieciom wierszy, szczególnie klasyków gatunku. Mamy tylu wspaniałych autorów poezji dziecięcej, którzy stworzyli całe mnóstwo niesamowicie rytmicznych, genialnie wpadających w ucho i zabawnych wierszyków. Prowodyrami są oczywiście Brzechwa, Tuwim, Fredro i Chotomska, którzy stworzyli całe książki i tomiszcza wierszy dla dzieci. Im wcześniej zaczniemy czytać wiersze i im więcej ich się pojawi w naszej codzienności, tym bardziej wrażliwe na poezję i małe formy literackie, będą później nasze dzieci.


- gry w łapki - takich gier jest bardzo dużo, ale z najbardziej popularnych pośród dzieci polecam smyranie odwróconych dłoni, by w niespodziewanym momencie klepnąć je z góry, do tego "Onse madonse" i zabawy w klaskanie. Można zabawy bardzo uprościć, pokazując i powtarzając jedynie kolejne klaśnięcia (w tym w policzki czy uda), albo utrudnić, włączając bardziej skomplikowane sekwencje.



10. Inne

- kulodromy, wododromy, piaskodromy - to bardzo wdzięczny temat i dzieci są takimi zabawami zwykle wręcz zahipnotyzowane. My robiliśmy klasyczny kulodrom z patyczków logopedycznych, ale też taki z rur PCV i rolek po papierze toaletowym. Mamy też drewniane rynny, z których można taki zbudować. Do tego na wiosnę we własnym już ogródku, bierzemy się za tworzenie wododromu z butelek, rurek, lejków i wiatraczków, to idealna zabawa na lato. Podobnie można potraktować piaskownicę i zamiast wody, wsypywać do rur piasek. Przesypywanie to jedna z ulubionych aktywności małych dzieci.



- balony i bańki - tego chyba nie muszę w ogóle tłumaczyć ani nawet zachęcać. Dodam tylko nasz przepis na wielkie bańki KLIK.


- klocki, swobodne układanie - drewniane klocki będą tutaj idealne, choć i popularne LEGO się nada (choć osobiście uważam, że za dużo same sobą narzucają). Teoria luźnych części mówi, że dziecko dąży do uporządkowania rzeczywistości i będzie budować i tworzyć ze wszystkiego. Im mniej dany przedmiot sugeruje, tym bardziej kreatywnie zostanie wykorzystany. Dlatego uwielbiam drewniane klocki, które swoim wyglądem niczego nie przypominają poza może tylko graniastosłupami, a po złożeniu potrafią stworzyć całe miasta, zamki, domy, rakiety czy niezwykłe pojazdy. Tu dopiero widać potęgę dziecięcej wyobraźni.


- magnesy: na lodówce, w pudełeczku, na tablicy magnetycznej - zabawa magnesami ma wielki potencjał, nie tylko w samochodzie. Także w domowych pieleszach można magnesy i folie magnesową wykorzystać do tworzenia prawdziwych cudów. U nas powstały między innym układ słoneczny i puzzle z patyczków logopedycznych. Ale można np. stworzyć wędkę z magnesem i filcowe rybki z wszytym w środek spinaczem biurowym. Albo ulicę wyrysowaną na kartce, samochód w formie spinacza, którym poruszamy przy pomocy magnesu przyłożonego po drugiej stronie kartki/stołu. Możliwości jest mnóstwo.




- lustro: strojenie min to świetna zabawa! - dzieci uwielbiają wpatrywać się w lusterka, uczą się wtedy mnóstwo o sobie i otoczeniu. Nie zabraniajmy maluchom wykrzywiać się do lustra, bo dzięki temu nauczy się lepiej panować nad mimiką. Do tego świetną zabawą z lustrem jest ustawianie różnych elementów i tworzenie w ten sposób symetrycznych obrazów.

- zabawy logopedyczne: robienie bąbelków słomką, przedmuchiwanie piórek, granie na flecie, obracanie dmuchnięciem wiatraczka, bańki mydlane





- zgadywanki "gdzie jest?" - wersja z chowaniem w pokoju, wersja z chowaniem w ręku oraz wersja "trzy kubki" - moja Tosia bardzo lubi tę zabawę i ostatnio nawet stara się uskuteczniać ją sama, chowając w rączce różne rzeczy. Najlepsza zabawa to jednak tata i trzy kubki z jednym kasztanem. Takich pisków dawno nie słyszałam. Na czym polega zabawa, jeśli ktoś nie kojarzy: stawiamy przed drugą osobą trzy identyczne kubeczki, pod jeden z nich chowamy coś, np. kasztana, tak żeby druga osoba dobrze widziała gdzie jest ukryty. Następnie szybko mieszamy kubki, przesuwając je po stole. Na koniec druga osoba musi wskazać, pod którym kubkiem znajduje się kasztan. Bardzo dobre ćwiczenie na koncentrację, uwagę i spostrzegawczość.

- dopasowywanie przedmiotu do obrysu na kartonie - to jest coś, co miałam dawno w planach i gdzieś mi ciągle umyka. Muszę się niezwłocznie naprawić i przygotować dla Tosi taką dopasowywankę, ze wszystkiego co można znaleźć w domu, nawet klucz francuski się nada. Świetną wersję stworzyła jedna z moich ulubionych blogerek, u której odkryłam dopasowywanie po raz pierwszy KLIK.


- na koniec coś co zawsze działa: wielkie, kartonowe pudło i dziecka nie ma na pół dnia, bo dzieci są jak koty ;)


Koniec psot!

5 komentarzy:

  1. fajnie opisane. tez mam roczną córkę i większość zabaw stosujemy. moja najbardziej lubi gonienie. Ja za nia albo ona za mna;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ ciekawy zbiór :-)
    Podsyłam siostrze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Część zabaw oczywiście uskuteczniamy. Innych spróbujemy. Jak dobrze, że skończyłaś ten post :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kopalnia pomysłów tu u Ciebie :)
    Ach gdzie te czasy, że moja córka taka mała była.... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne pomysły! Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się swoimi refleksjami :)