Bawiliście się kiedyś z dzieckiem w ogrodnika? Z grzebaniem się w ziemi, nasionach, z robieniem błocka, wtykaniem patyków, przesypywaniem i liczeniem? Jeśli nie to z całego serca polecam taką zabawę, nie tylko przybliży Was do natury, ale i rozwinie na wielu innych płaszczyznach. Z poniższego posta dowiecie się jak wyglądały nasze zabawy oraz początek botanicznej obserwacji fasoli "posadzonej" na kilka sposobów. Brakuje nam tylko posadzenia fasolki w ziemi, w szklanej albo plastikowej ramce na grubość fasolki, tak żeby można było obserwować dokładnie jak wyglądają korzonki i jak rośnie, ale i to nadrobimy. W naszej podróży towarzyszył nam przeuroczy gryzoń, w którym Tosia jest zakochana po uszy, niezawodny nauczyciel, o którym opowiem Wam za chwilę nieco więcej.
Kastor i Maciuś, bohaterowie serii książeczek Lars'a Klinting'a to bobry, nieco uczłowieczone, choć nie noszą ubrań. Książki z ich przygodami w Polsce wydano trzy (jeszcze kilka czeka w kolejce), o majsterkowaniu, o pieczeniu ciasta i sadzeniu fasolki. O wszystkich trzech opowiem Wam już niedługo, natomiast o tej fasolkowej chciałam napisać osobno, ponieważ była dla nas fantastyczną inspiracją do zabawy.
1. Mała i duża fasolka
Opowieść o Kastorze ogrodniku zaczyna się od tego, że pewnego dnia o poranku bóbr znajduje uschniętą roślinkę na swoim parapecie. Jest to niezwykle smutny widok, który Kastor postanawia czym prędzej naprawić, stawiając na parapecie doniczkę z nową roślinką. Zastanawiając się nad tym co wybrać, słyszy grzechot czegoś małego toczącego się po podłodze. To fasolki, które wysypały się z torby Maciusia wracającego z zakupów.
Rodzajów fasoli jest bardzo wiele, ale najbardziej znana u nas to fasola "piękny Jaś", którą wraz z malutką perłową użyłam do prostej zabawy w sortowanie. Oddzielałyśmy z Tosią całą stertę dużych i małych fasolek (inne zabawy z nauką odróżniania dużych i małych przedmiotów znajdziecie TUTAJ), ostatecznie lądując w fasolowym deszczu.
2. Lektura, zasypywanie i odsłanianie
W czasie zabawy fasolą, towarzyszył nam oczywiście Kastor i jego fasolowa przygoda. Ja czytałam, Tosia się bawiła tak jak chciała, przesypując, układając i segregując, od czasu do czasu oglądała też obrazki w książce. Na koniec zaś postanowiła książkę... zakopać w fasoli. Bo w sumie, czemu nie?
Był to całkiem niezły pomysł i ostatecznie kazałam Tosi zasłonić oczy, a sama zakopywałam pod fasolą różne rzeczy, które ona potem odsłaniała i nazywała. Można w ten sposób potraktować małe książki, figurki zwierząt, klocki (można nazywać ich kształt albo kolor) i w zasadzie wszystko, co przyjdzie nam do głowy i jest wystarczająco małe.
3. Liczenie
Wyciągnęłam także nasze ilościowe karty, które możecie obejrzeć i ściągnąć w TYM poście, idealnie nadają się do liczenia fasolek.
4. Odgrywamy historię
W naszej już całkiem pokaźnej kolekcji figurek zwierząt, znajduje się także bóbr, który posłużył nam jako aktor w sztuce odegranej na tacy pośród fasolek. Bóbr miał oczywiście na imię Kastor i sadził fasolkę, mnóstwo fasolki, całe fasolowe pole!
To niby jestem ja? No co wy, przecież jestem kilka razy przystojniejszy od niego!
5. Sadzimy fasolki z Kastorem
Tosia zapragnęła też zasadzić fasolkę jak jej ulubiony bohater i to był początek naszej ogrodniczej przygody, który na pewno pociągniemy przez całą wiosnę i lato. Zaczęłyśmy od dokładnego przestudiowania książki, sprawdziłyśmy co będzie nam potrzebne i co po kolei musimy zrobić.
Do wykonania pierwszego kroku miałyśmy wszystkie niezbędne rzeczy, czyli przede wszystkim fasolkę, miseczkę i wodę. W niedzielę popołudniu wrzuciłyśmy więc, w towarzystwie kuzyna Tosi, kilka fasolek do miski z wodą i zostawiłyśmy je na trochę ponad 12 h.
Kuzyn również zapragnął pobawić się w fasolkach, a na koniec razem z Tosią wszystko posortowali i posprzątali. Sytuacja idealna.
Na drugi dzień zajrzałyśmy do naszych fasolek i nie mogłyśmy się nadziwić jak nasze fasolki przez noc się zmieniły. Tak jak mówił Kastor w książce, podwoiły swoją objętość i stały się trochę bardziej miękkie, łatwiejsze do przekrojenia. Nie mogłyśmy się powstrzymać, żeby nie zajrzeć do środka, przekroiłyśmy więc jedną napęczniałą fasolkę i jedną suchą, porównałyśmy je ze sobą. Opowiedziałam też Tosi troszkę o budowie nasionka i o tym jak będzie rosło. Powiedziałam jej, że żeby nasionka wyrosły potrzebują przede wszystkim wilgoci, czyli wody, dostępu powietrza i odpowiedniej temperatury, żeby nie zmarzły. Nie mogłyśmy ich więc zostawić na dworze (choć istnieją też takie nasionka, które potrzebują chłodu, nawet poniżej zera).
Nasza fasolka zbudowana jest z łupiny nasiennej, czyli potocznie skórki, która chroni wnętrze nasionka. Często łupina jest bardzo gruba i czasem nasionko potrzebuje kilku dni, żeby się rozmiękczyła i dała przebić. Żeby móc zajrzeć pod łupinę w łatwy sposób, najlepiej zatem nasionko namoczyć, śmiesznie się wtedy pofałduje i zmarszczy, będzie ją też można łatwo zdjąć. Pod łupiną znajdują się dwa liścienie, które łatwo rozdzielić. Liścienie pełnią tę samą rolę co żółtko w jajku, czyli stanowią bazę z substancjami odżywczymi dla formującego się zarodka. Są bogate w białko, tłuszcze i sole mineralne (dlatego warzywa strączkowe są takie zdrowe!). Z tych zapasów roślina korzysta zanim będzie mogło dojść do fotosyntezy, czyli zanim wydostanie się z łupiny i przebije przez warstwę np. ziemi. Wspomniany wyżej zarodek, który również można dostrzec we wnętrzu nasionka, to zaczątek przyszłej rośliny.
Czego, zgodnie z instrukcją Kastora, będziemy potrzebować do założenia naszej prywatnej hodowli fasoli:
- namoczone nasiona
- doniczkę
- ziemię (najlepiej taką do kwiatów)
- łopatkę
- kijek (u nas przetestowany przez babcię, bambusowy)
- wodę
Najpierw musimy nasypać ziemię do doniczki i do tego zadania konieczna jest pomoc małego ogrodnika.
Następnie naszą ziemię zwilżyłyśmy wodą i zrobiłyśmy w niej trzy dziurki na fasolki. Każda dziurka dzięki patyczkowi jest tej samej głębokości.
Na koniec pozostało nam już tylko wetknąć nasionka w ziemię i zasypanie ich. Hodowla została w ten sposób rozpoczęta.
Dla wzbogacenia obserwacji i lepszego unaocznienia procesu wzrostu roślinek, postanowiłam ułożyć też kilka fasolek na tetrze założonej na słoik z wodą (woda musi dotykać do nasionek). Można też położyć trochę ligniny albo waty na talerzyku i ułożyć fasolki jak rzeżuchę. My z braku miejsca wybrałyśmy sposób "na słoik". W jednym słoiku leżą nasiąknięte wcześniej fasolki, w drugim zupełnie suche, zobaczymy które prędzej wykiełkują.
Z ciekawości zrobiłam też trzeci słoik, do którego wcisnęłam papier, zalałam go wodą i tuż przy ściance słoika wcisnęłam kilka fasolek. Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie, będziemy obserwować.
Teraz czeka nas najtrudniejszy etap, czyli czekanie aż roślinki wykiełkują. Etap pełen niepewności, bo jeśli zrobiłyśmy coś nie tak, nic z tego nie będzie. Podlewamy więc codziennie (pod słoiki z tetrą musiałyśmy podłożyć podstawki, bo trochę nam nakapało na parapet) i obserwujemy. Wszyscy w domu nie mogą się doczekać pierwszego, zielonego listka!
Przy okazji sadzenia fasolki, obejrzałyśmy też tulipana, opowiedziałam Tosi, że one rosną trochę inaczej niż fasolka i zamiast z nasionka, wyrastają z cebulki.
6. Kopciuszek sortuje kolory
Na koniec Tosia dostała zadanie, które absorbuje ją do teraz, nawet w tej chwili, kiedy piszę ten post, siedzi na dywanie i przesypuje fasolki. Do tego zadania będziecie potrzebować:
- duży pojemnik (u nas koszyk)
- dwie miski
- miarki (różnej wielkości łyżeczki)
- fasolkę białą i czerwoną
Zabawę nazwałam roboczo zabawą w Kopciuszka. Pamiętacie fragment tej bajki, w którym Kopciuszek miała oddzielić ziarna maku od popiołu? Tosia dostała podobne, choć nieco prostsze zadanie, fasolki są w końcu nieco większe. Zabawa zaangażowała ją niesamowicie i na razie wiedzie u nas prym.
A jak już zmęczy się sortowaniem, zabiera się za gotowanie zupy fasolowej, oto jak wygląda jej kuchenny warsztat pracy :)
Wpis powstał w ramach dwóch projektów Mały Przyrodnik:
Oraz projektu Młody ogrodnik, który w zasadzie jest bardziej grupą na Facebooku, zrzeszającą gromadę ludzi zakręconych na punkcie sadzenia, podlewania, zbierania i podziwiania ogródkowych cudów natury. Do grupy może się przyłączyć każdy, kto ma podobną zakrętkę, a wszystko zaczęło się od cudownej osoby jaką jest Magda, mama całej bandy małolatów, autorka bloga Matkopolkowo, zachęcam gorąco do zaglądania do niej, można się sporo nauczyć o ogrodnictwie w towarzystwie dzieci!
Koniec psot!
Oraz projektu Młody ogrodnik, który w zasadzie jest bardziej grupą na Facebooku, zrzeszającą gromadę ludzi zakręconych na punkcie sadzenia, podlewania, zbierania i podziwiania ogródkowych cudów natury. Do grupy może się przyłączyć każdy, kto ma podobną zakrętkę, a wszystko zaczęło się od cudownej osoby jaką jest Magda, mama całej bandy małolatów, autorka bloga Matkopolkowo, zachęcam gorąco do zaglądania do niej, można się sporo nauczyć o ogrodnictwie w towarzystwie dzieci!
Koniec psot!
Przez Was nabrałam ochoty na fasolkę po bretońsku:D
OdpowiedzUsuńKastora wrzucam na listę do kupienia!
Warto go tam wrzucić, tak samo jak pożreć talerz pysznej fasolki :D
UsuńŚwietny i długi post. Niezła robota! 😃😃
OdpowiedzUsuńDziękujemy :3
UsuńCześć. My właśnie robimy fasolki w pudełkach po cd.Ale wygospodarowaliśmy tylko dwa pudełka, więc będzie długo to trwało. Na razie Szczypior włożył suche fasolki- jedna do dołu, druga do góry. Po kilku dniach dopiero kielkuje jedna. Jak je wymienimy to eksperyment zostanie powtórzony z.moczonymi nasionami.
OdpowiedzUsuńPs. Fajne miski masz. Wyglądają jak gliniane:)
Właśnie, jak potomka podrośnie chcę jej dokładnie pokazać jak wygląda system korzeniowy rośliny i fasola w opakowaniu po CD idealnie się do tego nadaje :D
UsuńA miski drewniane kupione na grę terenową u stolarza, piękna robota, mamy do nich jeszcze drewniane łyżki ;)
Świetny post. Uwielbiam takie rozwijające zajęcia z dzieciakami. My z Tymkiem nie wytrzymalismy i posadziliśmy sobie zioła i maciejkę, a dziś wsadziliśmy do szklanki z wodą pestkę awokado. Będziemy obserwować ;) z fasolkami próbowaliśmy jakiś czas temu u babci na ogrodzie i mieliśmy z tego niesamowitą frajdę ;) Pozdrawiam ciepło ;)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za awokado, bo wiem że jest uparte i trzeba na nie czekać niemiłosiernie długo ^_^
UsuńDonoszę, że pestka awokado wykiełkowała i już zasadziliśmy do ziemi. Teraz niecierpliwie czekamy na efekty:)
UsuńWidziałam zdjęcie, na którejś z grup! Przy każdej takiej okazji, coraz bardziej nie mogę się doczekać własnego domu i ogródka ^_^
UsuńU nas dzis było wielkie sadzienie...a potem wielkie pranie;) ale zabawa super.
OdpowiedzUsuńHe he, wielkie pranie oznacza mega wypasioną zabawę ^_^
UsuńI ja czekam z Wami na pierwsze listeczki :)
OdpowiedzUsuńA Kastora dodaję do naszej listy.
Historyjki są świetne i króciutkie z mnóstwem przepięknych ilustracji. Będę jeszcze dokładnie o kastorze pisać w środę w Przygodach z książką :D
UsuńŚwietna książeczka i jestem pod wrażeniem ilości zajęć, jakie udało Ci się wymyślić w ramach projektu. Generalnie Twój blog to istna skarbnica pomysłów na zabawy z dziećmi - cieszę się bardzo, że tu trafiłam :)
OdpowiedzUsuńRównież się cieszę i zapraszam do rozgoszczenia się :D Z fasolą można jeszcze sporo zrobić, jak się uda to może coś jeszcze opiszę, bo nie zawsze da się zdjęcia zrobić :P
Usuń